Mecz Juventus - Milan rozpoczyna się w siedzibie La Gazzetta dello Sport. "Oddałem ci Złotą Piłkę. Teraz ty oddaj mi scudetto" - mówi Czech. "Dam ci Puchar Włoch" - odpowiada Ukrainiec.
Na stole w siedzibie Gazzetty stoi Złota Piłka, uprzejmie dostarczona z Via
Turati. To jedna z trzech, jakie wygrał Marco Van Basten. Pavel Nedved zaczyna:
"Sheva, czemu nie przyniosłeś swojej?" Andriy Shevchenko odpowiada:
"Bo wiedziałem, że ty nie przyniesiesz swojej i nie chciałem ci robić afrontu."
Nedved i Shevchenko, albo raczej prawdziwy kąsek meczu Juventus - Milan,
zdobywcy dwóch ostatnich Złotych Piłek, dwa najwspanialsze bilety na mecz
piłkarski, na które naprawdę warto wydać pieniądze, ludzie posiadający
klasę i styl: na boisku i poza nim. Słuchać ich dyskutujących było prawie tak
pięknie, jak oglądać ich w akcji. Piękny uścisk, jakim się powitali, był czymś
więcej, niż tylko formalnością pomiędzy znajomymi. Za każdym z nich podobne
do siebie wydarzenia, które niemalże czynią ich braćmi: ze wschodu do Złotej
Piłki. I tu zaczynamy. Od emocji związanych z nagrodą.
Nedved: "Po treningu podszedł do mnie dziennikarz France Football i mi
oznajmił, że wygrałem Złotą Piłkę. Pomyślałem, że to pewnie żart Ferrary...
Ale facet pokazał mi legitymację prasową i przyszło mi do głowy, że może
to jednak prawda..." "Ja też myślałem, że to żart" - mówi Sheva -
"Zadzwonił do mnie dziennikarz France Football i powiedział, że już jest
w drodze z Paryża. Ja na to: 'Ale to żart?', a on: "Nie, już dolatujemy'.
Przyszedł do mnie do domu i wtedy mu powiedziałem: 'Nie mogę w to uwierzyć.
To jak sen.'"
Pavel wraca pamięcią aż do swych początków: "Już jako czterolatek biegałem
za piłką. Mój ojciec opowiadał mi, że byłem od niej mniejszy i wciąż się o nią
przewracałem. W Skalnej, w moim kraju, nie było nic innego do roboty. Śniłem o
grze w reprezentacji, także dlatego, by podróżować i poznawać świat. Panował
komunizm, nie było łatwo podróżować. A dla reprezentacji gra się z całym sercem.
Teraz już ją opuściłem, bo miałem pewne problemy. Przede wszystkim z dziennikarzami.
Czescy są gorsi od waszych... Nawet jeśli we Włoszech czesto się przesadza: albo
jesteś fajtłapą albo mistrzem." "Ja również pochodzę z tamtego świata" - mówi
Sheva. "Zacząłem jako dziewięciolatek w Dynamie Kijów. Na stadionie widziałem
Belanova, Blohina - zdobywców Złotej Piłki. Potem poznałem Lobanovskiego: wielką
osobowość, człowieka bardzo inteligentnego. Mówił: 'Najważniejsza jest grupa.
Najważniejsza jest drużyna.' W takiej mentalności dorastałem."
Każdy z nich ma swego mentora, któremu chce podziękować. Dla Nedveda to Jaloudek,
trener Sparty Praga. "Niestety zmarł na kilka miesięcy przed tym, jak
zdobyłem Złotą Piłkę. Zmuszał mnie do trenowania nawet po 8 godzin dziennie.
Cierpiałem, ale potem pojąłem, że to było słuszne." Ciężką pracę mają
zakodowaną w mózgu. "Mój rekord w teście Coopera to 3250 metrów" - mówi
Sheva. "Dla napastnika to niezły wynik, prawda Pavel?" "Piękny. Ja za młodu
osiągnąłem 3,5 kilometra, ale tylko dlatego, że czekali na mnie z kijem..."
Andriy i Pavel znają wiele wspólnych słów. Nie tylko po włosku. Nedved: "Uczyłem
się rosyjskiego, ale rozmowa z Shevą jest bardziej naturalna po włosku. Kiedy
się złoszczę na boisku i chcę uniknąć czerwonej kartki, to zawsze robię to po
czesku. Ale raz, w meczu z Belgią, Frisk mnie za to ukarał. Może zna czeski?"
"A ja nie. Od czasu, gdy przyjechałem do Włoch, zawsze złoszczę się po włosku."
Starczy tego wstępu. Zagrajcie dla nas Juventus - Milan. Odzywa się juventino:
"Sheva, ja ci oddałem Złotą Piłkę, ale w zamian chcę z powrotem ten trójkącik,
który miałem na koszulce. Potem chciałbym też Ligę Mistrzów, która pozostaje
moim wielkim marzeniem. Dzień w dzień myślę o tym finale w Manchesterze, w którym
nie zagrałem. Ale może Bóg podaruje mi kolejny finał przeciwko Milanowi...?"
Sheva: "A czemu nie chcesz Pucharu Włoch? Chcesz właśnie scudetto i Ligę
Mistrzów?" "To moje cele." Jakże odmówić mu racji, patrząc na to, czego Pavel
nie mógł dostać od Europy? "Dla nas - dla Milanu - to był spory handicap, gdy
Nedved został odsunięty od gry w finale" - przyznaje Sheva.
Słabe punkty przeciwnika: "Jeśli przyjrzymy się ich ostatnim meczom, to ciężko
takowe znaleźć... Dwa lata temu mieli spore problemy na Delle Alpi, ale Nesta
był dopiero na etapie wkomponowywania się w zespół." Gattuso odebrałby
Juventusowi Nedveda, a kogo odebrałby Nedved Milanowi? "Nikogo. Wolałbym, by
wszyscy mogli zagrać, by Juve i Milan spotkały się w pełnych składach, mając
przy tym nadzieję na pełne Delle Alpi. Chociaż raz w roku..." "Ależ tak." -
kontynuuje Andriy - "Wszyscy najlepsi na boisku, by wyzwolić wielkie emocje.
Juve i Milan to zespoły świetnie zorganizowane. Zadecydują szczególiki."
Ale podczas gdy Milan zaanonsował się powalającym na kolana 6:0, Juventus
zanotował jedno z wielu swoich 1:0. Ale to nie to sprawia przykrość Nedvedowi:
"Nie znoszę, gdy ludzie nazywają nas złodziejami i sprzedawczykami. Jestem
uczciwym człowiekiem i nigdy nie prosiłem nikogo o takie prezenty. Nie podoba
mi się też, gdy przez kwadrans rozprawia się nad jednym rzutem wolnym. Nie widzi
mi się pomysł powtórek dla sędziów. Spowolniłyby grę. A im mniej sędzia gwiżdże,
tym mniej zatrzymuje się piłka i jest lepiej."
Ancelottiemu pasowałby Collina. Shevchence również. Nedved jest jednak mniej
entuzjastyczny: "No nie wiem..." W przeszłości (choćby podczas ME 2000)
miał problemy z łysym. Jednak mówi: "Sędziowie włoscy należą do ścisłej
światowej czołówki. Szkoda, że wciąż się ich osądza."
Pomiędzy tysiącem komentarzy, które padają i tysiącem nazwisk, które są
wymieniane, Nedved zatrzymuje się przy jednym: Alessandro Del Piero. "On
miał w ostatnim okresie wiele pechowych sytuacji. To bez wątpienia piłkarski
mistrz, ale co roku niestety dopadają go kłopoty ze zdrowiem. Jak już wyzdrowieje,
to zaraz znów musi się leczyć." Tymi, którzy wydają się nie zatrzymywać, jest
duet Dida - Buffon: wspinanie się na szczyt jest tu niepowstrzymame. "Dla mnie
to dwaj najlepsi bramkarze na świecie" - mówi Sheva. "Nie istnieje żaden
inny na tak wysokim poziomie." "Sheva ma rację" - wtrąca Nedved - "Buffon
jest niesamowity, zaraża dobrym humorem. I daje odczuć swą obecność w szatni, jest
ważny. Kiedy mówi, wszyscy go słuchają." Dida jest z pewnością bardziej
małomówny, jednak w milczeniu stawia gigantyczne kroki. "Prawdę mówiąc" -
to myśl Shevy - "już kiedy przybył do Milanu było widać, że ma wielkie
możliwości. Potem był jednak ten kiks w meczu z Leeds, który sprawił mu trochę
problemów natury psychologicznej. Ale zapewniam was, że wszyscy, od pierwszego dnia,
byli pod wrażeniem jego cech. Naprawdę ciężko mu strzelić gola."
Nedved będzie próbował, tak jak i Ibrahimovic, "który ma dla nas fundamentalne
znaczenie" - przyznaje Pavel. "Na początku sezonu potwierdził swą
przydatność. Świetnie czuję się u boku graczy o jego warunkach. W reprezentacji
miałem Kollera, bardziej wysokiego niż technicznie uzdolnionego, który bardzo
nam pomagał. Nie zapomnijcie też o Emersonie: dla mnie to jeden z najsilniejszych
na świecie. Gdy go brakuje, nie mamy go kim zastąpić." "O tak, Emerson jest świetny,
a Ibrahimovic bardzo silny, ale największym zagrożeniem jest Nedved" - kontynuuje
Andriy. "Potrafi ulokować się między liniami pomocy i obrony w taki sposób, że
nie wiadomo jak go kryć. No i ma ten mocny i precyzyjny strzał. Świetnie kończy akcje."
Wypowiedziane komplementy wracają: "Nawet jeśli mamy teraz szczelną obronę,
Sheva jak zwykle przeraża. Mam nadzieję, że teraz odczuje trochę ciężar Złotej
Piłki..." Andriy uśmiecha się i myśli w głębi duszy o wielkiej koncentracji
i wielkiej sile mentalnej, jaka będzie potrzebna, by udźwignąć ciężar glorii i
wciąż podążać długą drogą zwycięzcy. "Od tych wszystkich słów, jakie
wypowiedziałem w ostatnich dniach, nabawiłem się już naderwania języka" -
śmieje się Sheva, ale znając go, w głowie ma już tylko wielki mecz i nie istnieje
w jego umyśle inny cel. "Mecz w Turynie nie będzie decydujący. Mamy jeszcze całą
rundę rewanżową, a na wiosnę wznawia rozgrywki Liga Mistrzów. Chcemy wygrać, to
oczywiste, ale jest za wcześnie na mecz decydujący o scudetto." "Zgadzam się, że
Liga Mistrzów ma wielki wpływ, bo kosztuje nas wiele sił" - przytakuje Nedved.
"Wygrałem scudetto, odrabiając 9 punktów. Wiem, że obecny dystans jest do
obrobienia. Uwaga, Milan potrafi fenomenalnie przetrzymywać piłkę i w chwili
obecnej prezentuje się lepiej niż my."
Sheva zapowiada mecz: "My gramy bardzo szybko. Próbujemy wymieniać podania,
by omijać obronę rywala. Spróbujemy tego także z Juventusem." Nie będzie
łatwo i wiedzą o tym w Milanello i okolicach. Solidność bianconerich to jedna
z przeszkód do pokonania. "Nie wiem, co dodał nam Capello" - mówi Nedved.
"Z oceną tego trzeba poczekać do końca sezonu. Pewne jest jednak, że
usystematyzował naszą obronę. Ja, w porównaniu z czasami Lippiego, muszę więcej
bronić. Teraz jestem typowym pomocnikiem." "A ja" - wyjaśnia milanista -
"gram teraz bardziej z przodu i mniej przytrzymuję piłkę." Nedved przyznaje:
"Jak mawia Capello: wielcy mistrzowie grają na jedno, dwa dotknięcia piłki."
"Capello był strzałem w dziesiątkę" - przyznaje Sheva - "a klub dokonał
słusznych wyborów podczas mercato: przyszli ci, którzy byli potrzebni." I na
Delle Alpi znów dojdzie do starcia gigantów. "Na pewno będzie tam najlepszy
napastnik świata, którym jest Sheva" - dorzuca Nedved. "Razem z Adriano,
który dysponuje przerażającą siłą, są teraz na tym samym poziomie. Innym, który
bardzo mi się podoba, jest Ronaldinho: ma oszałamiającą technikę. Jednak
Brazylijczyk jest ofensywnym pomocnikiem, a nie napastnikiem." "Skoro mowa o Adriano,
to poza moimi kolegami, z którymi świetnie się odnajduję, chciałbym zagrać
właśnie z Brazylijczykiem. Jest bardzo silny." "A ile przestrzeni by ci stwarzał..."
- komentuje Czech.
Przed potyczką na boisku, jest jeszcza ta związana z Ligą Mistrzów. Dziś losowanie.
"Mi jest wszystko jedno. Odpowiada mi każdy przeciwnik" - ryzykuje Nedved.
"Więc bierz Barcelonę..." - prowokuje Andriy. "O nie! Barcelony lepiej nie."
"Masz rację, obawiając się Katalończyków. Dopiero co z nimi grałem i są świetni.
Mi pasowałoby Porto." Wspomnienia wyjaśniają jego pragnienie: to właśnie
Portugalczykom Sheva strzelił decydującego gola w meczu o Superpuchar Europy 2003.
Obaj panowie wychodzą z sali rozprawiając żywo: mówią o jutrzejszym meczu, o swoim
samopoczuciu, o tym, kto jest w wyższej formie. A potem Sheva, przed wejściem do
samochodu, żegna Nedveda i mówi: "Zaklepuję sobie, że po meczu wymienimy się
koszulkami. Dobrze?" "Zgoda." Uścisk dłoni z piłką w środku. Za chwilę
prawdziwy pojedynek.
tłumaczenie: TomekW
|