ALEXANDRE PATO DLA FORZA MILAN!


Kiedy po raz pierwszy nazwano cię Pato?
Miałem wówczas 12 lat, grałem w juniorskim zespole Internacional Porto Alegre. W zespole byli zawodnicy nazywający się Alesciandri i Alexander, więc pewnego dnia usłyszałem: „Pochodzisz z Pato Branco, będziemy więc na ciebie wołać Pato.” Odpowiedziałem nie ma sprawy, podobał mi się ten przydomek. Od tego czasu wszyscy nazywają mnie Pato.

Jakie masz wspomnienia z pierwszej piłkarskiej szkółki i pierwszego zespołu młodzieżowego?
Zaczynałem w Gremio Industrial Patobraquense. Na początku jak każdy dzieciak myślałem przede wszystkim o dobrej zabawie, o bieganiu za piłką. To były wspaniałe lata, których nigdy nie zapomnę.

Miałeś jakieś inne rozrywki?
Pochodzę ze sportowej rodziny. Moja siostra grała w siatkówkę, brat uprawiał lekką atletykę, biegał w barwach lokalnego klubu z Pato Branco, ja z kolei poza piłką lubiłem także grać w koszykówkę i ping ponga. Moim ulubionym zajęciem była jednak jazda na rowerze po stromych ulicach miasta, które pod tym względem przypomina nieco San Francisco. Lubiłem ten wzmagający się powiew wiatru na twarzy, wraz ze wzrastającą prędkością.

Czyj plakat wisiał przed laty w twoim pokoju?
Nad moim łóżkiem wisiał ogromny poster reprezentacji Brazylii, mistrzów świata z 1994 r w Stanach Zjednoczonych.

Grając w piłkę wybiłeś wiele okien?
[śmiech] Pamiętam, że raz faktycznie wybiłem okno w domu naprzeciwko mojego. Widział to mój ojciec, który natychmiast wezwał mnie do siebie, dając mi solidną burę.

A propos twojego ojca. Na początku twojej kariery był porywczy, czy też zachowywał spokój?
Wiem do czego zmierzasz. Nie, nie był typem „trudnego ojca” dla mnie, czy moich trenerów. Towarzyszył mi podczas treningów, czy spotkań, nigdy jednak nie wtrącał się do pracy szkoleniowców. Czasem, gdy psułem zagrania, tłumaczył mi co robię nie tak, nigdy jednak nie wywierał na mnie presji.

Kiedy po raz pierwszy odczułeś satysfakcję z gry w piłkę?
Gdy zdobyłem koronę króla strzelców w turnieju, w którym wystąpiłem w wieku 5 lat.

Jeden z najbardziej dramatycznych momentów w twoim życiu miał miejsce, gdy przy okazji złamania ręki lekarze wykryli u ciebie nowotwór. Jak to wspominasz?
Byłem wówczas bardzo młody i prawdopodobnie nie zdawałem sobie sprawę z powagi sytuacji. Byłem jedynie nieco zawiedziony, gdyż nie mogłem grać w piłkę z moimi kolegami. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, przy czym muszę cię poprawić, rękę złamałem dwukrotnie.

Jak to?
To były dwa banalne zdarzenia. W pierwszym przypadku chciałem minąć kilku rywali, nieszczęśliwie upadłem i doznałem złamania. Dwa miesiącu później, świeżo po wyleczeniu, wygłupialiśmy się z kolegą, upadłem na ramię i... złamałem rękę po raz drugi. Okres w moim życiu, o którym chciałbym zapomnieć.

Jak zareagował twój ojciec, wielki kibic Gremio, gdy zostałeś kupiony przez inny zespół z Porto Alegre, Internacional?
Mój ojciec rozmawiał z władzami Gremio, klub nie dysponował jednak infrastrukturą, by móc gościć piłkarzy pochodzących z innych regionów kraju. Gdy skontaktował się z nami Internacional czułem się, jakbym dotknął nieba.

Na ostatnim etapie selekcji zostałeś wybrany spośród 83 zawodników. Nie było więc łatwo...
Pamiętam, że grałem wówczas dobrze. Byłem szczęśliwy, gdy po zakończeniu gry pokazowej podszedł do mnie jeden z trenerów i powiedział: „Możesz powrócić w marcu, będziesz grał w naszym zespole.” Była to jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu. Oczywiście nie było łatwo, w wieku 12 lat musiałem opuścić rodzinę, od razu powiedziałem jednak mojemu ojcu: „Nie martw się. Będę tu mieszkał z dala od was, ale jeszcze o mnie usłyszycie.” Razem z matką, ona w szczególności, zrozumieli jak tego pragnę, pozwalając mi na przenosiny do Porto Alegre. Odwiedzałem rodzinne strony zaledwie trzy-cztery raz w roku, gdyż dystans do pokonania był niemały, prawie dziewięć godzin jazdy autokarem. Czasem zdarzało mi się tęsknić, lecz pomimo, iż nie był to łatwy okres w moim życiu, był też zarazem bardzo piękny.

Czytałem, że dostawałeś z klubu kieszonkowe na utrzymanie, ale nie były to zbyt duże pieniądze.
Tak, odpowiednik 15 euro. Gdy wracałem do domu wykorzystywałem te drobne, by postawić lody moim najbliższym znajomym z Pato Branco.

Kiedy zdałeś sobie sprawę, że możesz zostać profesjonalnym piłkarzem?
Jak już wspomniałem na początku traktowałem piłkę jako okazję do dobrej zabawy. Z czasem, gdy trenerzy zaczęli komplementować moją grę, gdy zacząłem słyszeć, iż mogę stać się prawdziwym piłkarzem, zrozumiałem, iż może to być mój sposób na życie. Przejście do Internacionalu było w tym względzie przełomowym zdarzeniem.

Jak udawało ci się łączyć treningi z nauką?
Wszyscy byliśmy skoszarowani w obiekcie zlokalizowanym na terenie stadionu. Uczęszczaliśmy do szkoły, jednak trudno było połączyć jedno z drugim. Wieczorem odczuwałem duże zmęczenie po treningach, często dwóch w trakcie dnia. W szkolnych ławkach zawsze czułem się dobrze, choć nie udało mi się ukończyć szkoły. Szkoda, choć z drugiej strony w bardzo młodym wieku zostałem zawodowym piłkarzem.

Utrzymujesz kontakty z kolegami z tamtych czasów?
Z dwoma mam stały kontakt, także oni stali się profesjonalnymi piłkarzami. Jeden gra w Manchesterze United, to Rodrigo Possebon, drugi w Benfice, Sidney Rechel da Silva. Wszyscy urodziliśmy się w 1989 roku, wychowaliśmy się w Internacionalu. To miłe, iż udało nam się zachować kontakt.

Zdobyłeś popularność także we Włoszech, w szczególności po tym, jak w klubowych mistrzostwach świata w 2006 roku pokonaliście w finale Barcelonę. Jak wspominasz moment, gdy wznosiłeś do góry to trofeum?
Towarzyszyły mi wielkie emocje, a największe dreszcze przeszły przeze mnie po końcowym gwizdku sędziego, gdy poprosiłem Ronaldinho, mojego idola od zawsze, o wymianę koszulki. Koledzy z zespołu mieli ten sam zamiar, jednak to ja ją otrzymałem. To było wspaniałe!

Co wiedziałeś o Milanie i jego zawodnikach, gdy byłeś młodszy?
Znałem Maldiniego, Gattuso, Inzaghiego, Seedorfa i innych wielkich zawodników. Grając na Playstation jeden z kolegów zawsze wołał na mnie Sheva, gdyż zdobywałem bramki mając siódemkę na plecach, podobnie jak Andriy. Dziś gram w Milanie nosząc jego dawny numer, a on sam jest moim kolegą z zespołu. Życie jest wspaniałe!




tłumaczenie: dezali
 


© Copyright 2002-2010 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone