PAOLO MALDINI DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Najdroższy Paolo Maldini, co sugeruje Panu słówko "Juventus"?
Epizod sprzed wielu lat: to był sezon przejściowy między Fariną a Berlusconim. Francesco Morini, ówczesny dyrektor sportowy Juventus, rozmawiał z moim ojcem o możliwości przeniesienia się do Turynu.

Ach, czyli to Juve był rywalem numer jeden?
Moimi rywalami były Juve, Inter, Napoli i przez parę lat także Samp. Oczywiście rywalizację z Interem mam wytatuowaną na skórze.

A jednak kibice Interu pożegnali Pana unikalnym transparentem…
To było całkowite zaskoczenie. Przed wejściem do szatni spotkałem chłopaka z curvy i coś mi powiedział: to był niewiarygodny gest, jedna z największych satysfakcji na płaszczyźnie czysto ludzkiej w mojej karierze.

Myśli Pan, że na to zasłużył?
Nigdy nie wierzyłem w podwójną osobowość i dwutorowość typu: w życiu prywatnym taki, a na boisku inny.

Wróćmy do Juve: spodziewał się Pan, że będą mieli takie kłopoty?
Nie wyobrażałem sobie, że tak szybko podniosą się z Serie B, odzyskując pozycję w czołówce. Uczynili to dzięki odwadze tych, którzy zdecydowali się zostać także w B. Obecny zespół Juventus zrobił to, co mógł. Rok temu wykorzystał słabość Milanu, teraz także Romy. Nie zapominam szczególnie tego, że przez dobre pół sezonu byli najbliżej Interu. Jednak aby wygrywać, potrzeba ważnych inwestycji.

Tymczasem Cannavaro przychodzi pośród gwizdów.
To ze względu na poprzednią decyzję, a nie na wiek, czy to, co może zaoferować. Fabio nadal jest decydujący. I mam nadzieję, że obędzie się bez męczącego gadania o wieku: nie jesteśmy już w latach 80-tych czy 90-tych, kiedy piłkarze, jak Platini, opuszczali kurtynę w wieku 31 lat.

Ranieri jest winnym czy ofiarą?
Ja go oceniam z zewnątrz, bo nie znam szczegółów. Nie wydaje mi się, by zasługiwał na nabicie na pal.

A Pan, drogi Maldini, jak się czuje?
Lepiej niż przez ostatnie trzy lata. Pokazuje to boisko, które nigdy nie kłamie. Kiedy spotykam profesora Martena, wybałusza oczy ze zdziwieniem. Delektuję się ostatnimi dniami w roli piłkarza, przygotowuję się do pożegnania. Po 25 latach kończę bez żalu.

Pomówimy o Balotellim?
Ten, kto go obraża, robi to, aby go zranić. To czysta ignorancja, zupełnie jak za czasów Schillaciego: jego wyzywali od najgorszych, zbiorowa ignorancja. Poza tym przydałby się tez ktoś, kto wytłumaczy mu, jak należy się zachowywać.

Skoro mowa o trenerach, niech Pan krótko opisze każdego z nich. Zacznijmy od Liedholma…
Maestro życia i futbolu. Gdybym nie debiutował u niego, który mi powiedział 'idź i się baw', tylko u Sacchiego, to nogi by mi się trzęsły.

Arrigo?
Maniakalny innowator.

Capello?
Z nim osiągnąłem wiarę w moje możliwości. Jemu, grając przez pół roku na prawej obronie, dałem dowód bycia do dyspozycji zespołu.

Zaccheroni?
Odważny: niewielkimi środkami zdobył scudetto.

Ancelotti?
Prawdziwy przyjaciel. Gdyby nie umiał zarządzać materiałem ludzkim, wcześnie zszedłby ze sceny.

Jak zakończy?
Tego nie wiem. Trzymam się faktów: 1) z zespołem ma wspaniałe relacje; 2) z klubem wiąże go jeszcze roczny kontrakt; 3) dla Berlusconiego i Gallianiego jest członkiem rodziny.

Upadł pomysł pożegnalnego meczu w reprezentacji?
Wszyscy - Abete, Albertini - zaangażowali się maksymalnie w znalezienie odpowiedniego terminu. Problemy z terminarzem są olbrzymie, a ja jestem przeciwny organizacji specjalnego meczu. Pożegnam się z moimi kibicami w dniu spotkania Milan-Roma.

Ile czasu minie, zanim ktoś z Milanu znów wzniesie Puchar Mistrzów?
Nie wiem. Ale jestem pewien, że ten Milan nie musi być odbudowywany od podstaw. Słyszę to od sezonu 1989/90. Wystarczyłyby 2-3 wzmocnienia na odpowiednim poziomie, by można było rywalizować z Manchesterem United. Szkielet drużyny jest młody. Zobaczycie jak mocny jest Thiago Silva. Sekretem Milanu zawsze była mieszanka doświadczenia i młodości.

Kto będzie Pana spadkobiercą?
Myślę o Thiago Silvie. Potrzebuje u swego boku Favallego - który jest profesorem w kwestii taktyki - aby dojrzeć: powtarzam to codziennie Gallianiemu. I myślę, że to odpowiedź na wiele problemów. Teraz nikt nie zdaje sobie sprawy, że obrona Milanu - bez Nesty oraz z Kaladze i Bonerą na pół etatu - stała się najlepszą w lidze, a dwaj środkowi Romy, wskazywani jako ewentualne wzmocnienia, dostali dwa razy tyle goli co my.

Żal Panu tego gola ręką Adriano?
Nie. Zremisowaliśmy mecze już wygrane i wygraliśmy mecze już zremisowane. Mamy tyle punktów, na ile zasłużyliśmy: o 15 więcej niż rok temu.

Ronaldinho był niewypałem?
Był decydujący w pierwszych 6 miesiącach. Potem grał mało, więc i mało wnosił. Ale ma chęci i na treningach nie zauważyłem defektów, jakie przypisywano mu w czasach gry w Barcelonie.

Jak się ma Christian, Pana syn - jedyny, który może odziedziczyć koszulkę z numerem 3?
Oglądamy razem mecze w telewizji i trochę go uczę. Kiedy widzę piłkarzy, którzy bez powodu zostają na ziemi, tłumacze mu: Christian, wstawaj od razu. On co pół roku zmienia swoje piłkarskie wzorce: jedyny szkopuł w tym, że wszyscy są napastnikami. Ja, w tym wieku, podziwiałem Cabriniego.

Wciąż jest Pan za tym, by poświęcić się trosce o sektor młodzieżowy?
Nie, zmieniłem zdanie. Jestem gotów wysłuchać propozycji. Wspominali mi o czymś Petrucci i Abete.

Czego będzie Panu brakować po 1 czerwca?
Zapachu trudu.

tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2010 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone