PAOLO MALDINI DLA WORLD SOCCER


Jak ciężko będzie zawiesić w końcu buty na kołku?
Miałem bardzo dużo szczęścia. Grałem całe życie w Medialonie dla świetnej drużyny i zawsze miałem obok siebie rodzinę. Wszystko było doskonałe. W mojej karierze zrobiłem wszystko, co chciałem zrobić.

Czy Twój organizm mówi Ci, że już nadszedł czas i że przeciągnąłeś to zbyt długo?
Ironia losu: w tym roku czuję się znacznie lepiej niż przez poprzednie trzy sezony. Po dwóch operacjach kolan wszystko jest znacznie lepsze i trenuje regularnie. Mógłbym nadal grać, ale już nie chcę. Myślałem, że w tym roku zagram parę meczów, a tu proszę - gram we wszystkich.

Czyli nie ma szans na to, że zobaczymy Cię tu na początku nowego sezonu?
Nie, nie, kończę. Kiedy myślę o swojej karierze, wiem, że naprawdę przeciągnąłem ją tak długo, jak było można. Zaczynałem w Serie A w wieku 16 lat i wciąż gram po czterdziestce.

Mówisz, że niczego nie żałujesz i że zrobiłeś wszystko, co chciałeś. Ale z pewnością porażka z Liverpoolem w Stambule w finale Ligi Mistrzów w 2005 roku trochę boli?
Dlaczego miałoby to być złe wspomnienie? To był jeden z najlepszych finałów, w jakich kiedykolwiek zagrałem. Graliśmy naprawdę dobrze, znacznie lepiej od Liverpoolu, i zasługiwaliśmy na wygraną bardziej niż oni. Ale taka jest piłka nożna. Ta porażka miała jednak znaczenie, kiedy spotkaliśmy ich ponownie w finale dwa lata później. Naprawdę chcieliśmy się zrewanżować. Ten drugi finał być może nie był wielkim meczem, ale był prawdziwym dowodem na to, jak zdeterminowani byliśmy. A potem pokonaliśmy Boca Juniors, by udowodnić, że rzeczywiście jesteśmy bardzo dobrą drużyną. Graliśmy lepiej od Liverpoolu w Stambule i zasługiwaliśmy na wygraną, ale takie jest życie. Wygrałem wiele w moim życiu. Potrafię zaakceptować porażkę. Daliśmy z siebie wszystko.

Jest jakiś mecz, którego żałujesz? Taki, w którym wolałbyś nie zagrać?
Meczem, w którym chętnie bym nie zagrał, był nasz rewanżowy ćwierćfinał Pucharu Mistrzów z Marsylią. To spotkanie z pewnością nie zakończyło się tak, jakbym chciał. Można dać z siebie wszystko i przegrać - zdarza się. Ale tak po prostu zejść z boiska…

Ze 126 meczami na koncie jesteś rekordzistą reprezentacji Włoch. Mając na względzie Twoją długą karierę, ciężko było patrzeć jak wygrywają bez Ciebie Mistrzostwa Świata w 2006? W końcu grałeś w każdych finałach Mistrzostw Europy i Świata od 1988 do 2002.
Byłem w Ameryce w czasie Mundialu 2006, więc do fazy półfinałowej niemal nic nie widziałem. Widziałem finał. Cieszyłem się z ich sukcesu, ale jednocześnie byłem zawiedziony ze swojego powodu, bo tyle razy byliśmy tak blisko, kiedy jeszcze grałem. Ale tyle dostałem od życia, że nie mogę narzekać.

Czy nie boli Italia '90? Czy Włosi powinni wygrać tamten turniej?
Italia '90 była wielkim doświadczeniem, nawet jeśli zakończyła się wielkim zawodem. Być może nie było nam pisane wygrać, ale powinniśmy co najmniej dojść do finału. Pamiętaj, że do półfinału awansowaliśmy bez straconej bramki.

Jakieś wspomnienia z Mistrzostw Świata?
Turniej w USA w 1994 był dziwny. Pamiętam nasz mecz otwarcia przeciwko Irlandii na stadionie Gigantów, gdzie naprawdę przysporzyli nam problemów. Oczekiwano, że wygramy to spotkanie, więc porażka była dla nas prawdziwym falstartem. W kolejnym meczu, przeciwko Norwegii, nasz bramkarz otrzymał czerwoną kartkę. Oj, był to prawdziwie traumatyczny początek. Doszliśmy do finału, który przegraliśmy po karnych. To właśnie jest futbol.

Jest jakiś inny mecz, który wspominasz bardziej niż inne?
Mój pierwszy występ w Serie A. Wtedy zrozumiałem, że mogę być graczem Serie A. Nasz trener Liedholm był prawdopodobnie najlepszym szkoleniowcem dla młodych. Był spokojny i umiał zachęcić. Nie zwiększył mojego stresu, co było dobre, bo byłem już wystarczająco zdenerwowany.

Twój syn, 12-letni Christian, próbuje w tej chwili pójść w ślady znakomitego ojca. Zachęcałeś go do tego czy raczej próbowałeś zasugerować mu coś innego?
Futbol tak wiele mi dał, więc czemu miałbym odmówić synowi szansy? Mój ojciec pozwolił mi spróbować.

Skoro już mowa o Twoim ojcu: było ciężko pełnić funkcję kapitana jego reprezentacji?
Zupełnie nie. Właściwie to było raczej coś wyjątkowego.

Rozmawiałeś dużo z ojcem po treningach i meczach?
Nie więcej niż kapitan rozmawia z trenerem.

Masz jakieś szczególne plany na przyszłość? W przeszłości mówiłeś, że w żadnym wypadku nie będziesz chciał zostać trenerem. To dalej aktualne?
Zdecydowanie. Nie będę trenerem. To świetna praca, ale równocześnie bardzo stresująca i obejmująca pewne sprawy, których najbardziej w futbolu nie lubię. Po meczach widzę, jak Ancelotti udziela siedmiu wywiadów, siedem razy powtarzając te same odpowiedzi. Poza tym nie byłoby łatwo udać się do Coverciano, by być uczonym o piłce i dostać dyplom. Mam dwa biznesy, którym chciałbym się bardziej poświęcić. Z przyjaciółmi wypuściliśmy własną serię odzieży i mamy też firmę zajmującą się odnawianiem domów. Poza tym nie mam jasno sprecyzowanych planów i nie chcę mówić, że będę robić to czy tamto, kiedy jeszcze nie zdecydowałem.

A co sądzisz o karierze w dziennikarstwie, a może nawet w filmie?
Nie ma mowy.

Czy prezydent Silvio Berlusconi namawiał Cię kiedyś do przyłączenia się do niego w świecie polityki?
Nigdy. Myślę, że on jest szczęśliwy z tego, co tutaj robię. Nie chciałbym wchodzić w politykę. To dla mnie jak robienie czegoś z rękami związanymi za plecami. Bardzo ciężko wdrożyć swoje pomysły. Jeśli chodzi o Berlusconiego, to kiedy go potrzebujesz, znajdziesz go. Zawsze jest do dyspozycji.

Czego będzie Ci najbardziej brakowało po zakończeniu kariery?
Moje prawdopodobnie najlepsze chwile spędziłem w Milanello na boisku treningowym. Tego będzie mi najbardziej brakowało: bycia na boisku lub w szatni z kolegami z tak wielu różnych miejsc. Ta atmosfera. Będzie mi tego brak.

Kończysz karierę w szczególnie delikatnym momencie dla włoskiej piłki, której gwiazda zdaje się przygasać. Przynajmniej sądząc po dwóch ostatnich sezonach Ligi Mistrzów. Czy włoska piłka jest w kryzysie?
Nie, ale różnica w inwestycjach w porównaniu z Premier League jest w tej chwili ogromna. Poza tym trzeba przyznać, że angielski futbol bardzo się rozwinął, w czym bardzo pomogli zagraniczni trenerzy i gracze…

Czy przeszkadza Ci, jako obrońcy, że włoska piłka określana jest jako defensywna?
Kiedy widzę Manchester United czy Liverpool grające na wyjeździe, są najbardziej defensywnymi drużynami, jakie kiedykolwiek widziałem. Grają cały mecz na własnej połowie. Ale wyniki w Europie zaczęli osiągać dopiero teraz, kiedy nauczyli się grać w obronie. Ludzie mają tendencje do narzekania na drużyny, które harują w obronie, a przecież tego brakuje wielu czołowym drużynom. Dobrze się bronić - to nie jest ani łatwe ani tak negatywne, jak mogłoby się wydawać. Oczywiście, fani zawsze chcą ofensywnej, spektakularnej gry. Ale nie jest tak łatwo zestawić czterech piłkarzy w obronie, by grali dobrze i poruszali się razem. Tę defensywną plakietkę mamy od lat 60-tych. Mieliśmy zespoły, które grały świetnie w obronie, ale jednocześnie atakowały bardziej niż ktokolwiek. Kiedy myślę o Milanie - i to nie tylko tym Sacchiego, ale aż do teraźniejszości - to mogę powiedzieć, że zawsze mieliśmy dobrych piłkarzy. Często mieliśmy kreatywnych bocznych obrońców i wszyscy chcieli atakować. Czasem myślę, że aż za bardzo.

Kto był najlepszy z wszystkich rywali, przeciwko którym grałeś, a także z kolegów z drużyny?
Najlepszy był Maradona. Był nie tylko bardzo utalentowanym graczem, ale także świetnym facetem. Spośród kolegów z drużyny technicznie najlepszy był prawdopodobnie Van Basten, ale tym, od którego najwięcej się nauczyłem, był Franco Baresi.

Jak chciałbyś zakończyć karierę? Jakiego meczu pożegnalnego byś sobie życzył?
Były rozmowy na temat tego, że mógłbym zagrać ostatni mecz w reprezentacji i nawet rozmawiałem o tym z Marcello Lippim. Ale nie chcę szkodzić i wchodzić mu w drogę, kiedy przygotowuje zespół do Pucharu Konfederacji i eliminacji do Mistrzostw Świata. Podoba mi się idea zakończenia kariery tak, jak się zaczęła: w Serie A, w decydującym meczu o udział w Lidze Mistrzów. Nie podoba mi się pomysł specjalnego spotkania. Wolę prawdziwy mecz, ale co będzie, to będzie.



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2010 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone