DAVID BECKHAM DLA LA STAMPA


David, ile domów widziała Victoria, od kiedy przyjechała do Mediolanu?
Żadnego.

Nawet Castello Sforzesco?
To żart? Dziewięćdziesiąt procent infomacji, jakie pojawiają się na temat mojej rodziny, to zwykłe wymysły. Ostatnie brednie to mój rzekomy romans z jakąś węgierską modelką. Nie byłem nigdy w restauracji z tą panią, a moja żona Victoria – niech to będzie jasne – w niedzielę będzie na trybunach, by oglądać mnie w meczu z Juventusem.

Ku rozpaczy Pana fanek... A propos: jaka była najbardziej zawstydzająca propozycja, jaką Pan otrzymał?
Proszono mnie o prezent w postaci bielizny, ale może dlatego, że to od Armaniego... W Nowej Zelandii ktoś ukradł mi z talerza kolbę kukurydzy, aby potem wystawić ją na aukcji w internecie.

Jak udaje się Panu radzić sobie z plotkami?
Gdybym miał dementować wszystko, co wychodzi w angielskich brukowcach, to nie miałbym czasu na grę w piłkę.

Ostatnia plotka dotyczy Pana relacji z Fergusonem. Czy to prawda, że we wtorek na Emirates Stadium przywitaliście się bardzo chłodno?
To kolejny fałsz. Ferguson był niespokojny, bo jego wnuki miały wypadek. Kiedy spotkaliśmy się w szatni, objęliśmy się.

Pojedzie Pan do Rzymu na finał Manchester – Barcelona?
Myślę, że tak i oczywiście będę kibicował Czerwonym Diabłom.

Jak przebiegają lekcje włoskiego?
W sumie...

To może niech Pan powie, czy lepiej Panu idzie z naszym językiem, czy Ancelottiemu z angielskim?
Jesteśmy na tym samym poziomie. Chociaż nie. Jeśli jest to możliwe, chciałbym ogłosić moją nową ocenę stanu rzeczy: mister mówi znakomicie po angielsku! W zeszłym tygodniu złościł się, że mówiłem co innego, więc musiałem to przemyśleć.

Relacje z Ancelottim?
Cudowne. On, Ferguson i Capello są niezwykłymi trenerami. Carlo na płaszczyźnie czysto ludzkiej był dla mnie wielkim zaskoczeniem.

To prawda, że zabrał Pana do parmeńskiej restauracji?
Tak i było to jedno z miejsc, w których jadło mi się najlepiej. Chociaż w Waszym kraju ciężko jest znaleźć złą kuchnię.

Co Pana uderzyło we Włochach?
Jesteście pełni pasji i macie dużo energii. Odkryłem tu styl życia, który mi bardzo pasuje. Nie ma presji mediów, jaką przeżywałem w Anglii. Poza tym Milan jest idealnym miejscem do bycia piłkarzem. To jak przebywanie w raju.

Za miesiąc będzie Pan musiał wrócić do Ameryki. Zrezygnuje Pan z raju?
To trudne, ale mam szacunek wobec Los Angeles Galaxy i misję do spełnienia. Chcę promować piłkę nożną w USA.

Jednak w Pana kontrakcie jest klauzula, która pozwala rozwiązać kontrakt po zakończeniu bieżącego sezonu, czyli w listopadzie.
Jest możliwe, że wrócę w styczniu, aby grać w Milanie, jednak jest jeszcze wiele spraw do rozwiązania. Zanim tu przybyłem, zapewniano mnie, że Milan mnie zafascynuje. Mieli rację.

Jest możliwe przyspieszenie pożegnania i rozpoczęcie kolejnego sezonu w Milanie?
W życiu nic nie jest pewne, ale myślę, że ta kwestia jest skomplikowana. Aby zostać tu przez kolejne trzy miesiące, dokonałem wielkich poświęceń ekonomicznych. To nie jest decyzja, którą można podjąć z dnia na dzień. W tej chwili jedyną pewną rzeczą jest to, że w lipcu wznowię grę dla Los Angeles i spotkam się z moimi obecnymi kolegami w sparingu.

Po której stronie Pan zagra?
Trochę po jednej i trochę po drugiej.

Jak bardzo intryguje Pana pomysł powrotu do Ligi Mistrzów z Milanem?
Byłoby fantastycznie. To fascynujące rozgrywki i ciężko zdobyć to trofeum. Moim największym marzeniem pozostaje jednak to, by wygrać coś z moją reprezetnacją narodową, bo jeszcze mi się to nie udało.

Tymczasem Milan musi zająć co najmniej trzecie miejsce. Obawiacie się reakcji Juventus, który będzie chciał wyjść z kryzysu?
Jeśli Milan zagra tak, jak w ostatnich dwóch tygodniach, możemy ich pokonać. Ale Juve to wielki zespół o olbrzymich tradycjach. A na boisku zapomina się o problemach.

Był Pan kiedyś bliski założenia biało-czarnej koszulki?
Kiedy grałem w Manchesterze, przez jakiś czas mówiło się o takiej możliwości. Spotkałem mojego przyjaciela Del Piero na planie reklamy Adidasa i mi powiedział: ‘Przenoś się do Turynu.’ A ja odparłem: ‘Nie, Ty przenoś się do Manchesteru.’

Buffon nadal jest najlepszym bramkarzem świata?
Myślę, że tak i muszą mi to wybaczyć moi przyjaciele Abbiati, Dida i Kalac. Natomiast moją legendą pozostaje Schmeichel.

Co daje Panu Milan?
Bardzo wiele. To wyjątkowe środowisko. W zeszłym tygodniu koledzy z drużyny zorganizowali dla mnie urodzinowe przyjęcie-niespodziankę. Flamini mnie wyciągnął i myślałem, że będziemy tylko we trzech, ale poza nim i Favallim pojawili się także inni. Kilka razy dzwoniłem do Victorii, by opowiedzieć jej, co się działo.

Najlepszy piłkarz z jakim Pan grał?
Bez wątpienia Paolo Maldini. Jeśli pomyśleć o maksimum, jakie mogło mi się przytrafić na poziomie zawodowym, przychodzi mi do głowy jego mecz pożegnalny. To wielki honor móc w nim uczestniczyć i pojawić się właśnie w takim momencie jego kariery.

To prawda, że od razu zżył się Pan z Gattuso?
Tak, Rino jest unikalny. Szkoda, że nie mówię po kalabryjsku.

Bardziej męcząca jest dwugodzinna sesja fotograficzna, czy poświęcanie się w obronie?
Proszę posłuchać, wolę spędzić cały tydzień biegając po boisku w Milanello, niż być pod obstrzałem fotograficznych fleszów. Ale proszę nie mówić tego Ancelottiemu, bo będzie po mnie.



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2010 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone