17.07.2010
Od słupka: Ściema mediolańska 2010

Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem reaktywacji „Od słupka” i planowałem sobie, że na pierwszy ogień pójdzie sytuacja Milanu na przełomie epok Leo i Allegriego. Tymczasem w ostatnich (tygo)dniach działo się u rossonerich tyle rzeczy co najmniej dziwnych, że nie mogłem tego przemilczeć. Tym bardziej, że w grę wchodził sektor młodzieżowy, któremu od dłuższego czasu przyglądam się dość bacznie. Zaczęło się od achów i ochów nad naszą Primaverą i szumnych zapowiedzi hurtowej dostawy jej graczy do pierwszego składu. Potem wyszła sprawa Manciniego, w wyniku której pozyskaliśmy trzech młodych graczy za siedem milionów. Wreszcie w ostatnich dniach Łysy i spółka zapragnęli mieć u siebie Sokratisa Papastathopoulosa, nawet za cenę trzech dobrze rokujących młodzieńców. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ściema goni tu ściemę i w najbliższej przyszłości zobaczymy tego jeszcze więcej.

Ściema na wyrost, czyli jeszcze nie ma, ale będzie

Miniony sezon stał pod znakiem nowej polityki wobec młodzieży i trzeba przyznać, żę zakończył się dla naszego sektora młodzieżowego całkiem udanie. Giovanissimi Nazionali zdobyli scudetto, a Berretti przegrali pechowo finał z Atalantą, jednak największe zachwyty były nad Primaverą. Drużyna Giovanniego Stroppy prezentowała bardzo dobry, ofensywny futbol, zwracając na siebie uwagę szerszej rzeszy milanistów. Kulminacją tego był rewanżowy finał Coppa Italia na San Siro, w którym ekipa Stroppy nie pozostawiła złudzeń Palermo i w obecności niemal 15 tysięcy ludzi wzniosła po 25 latach przerwy Puchar Włoch. Do tego doszło niezasłużone, przedwczesne pożegnanie z Coppa Carnevale i niewytłumaczalne harakiri w ćwierćfinale Campionato po tym, jak przez cały sezon rossoneri szli niemal jak burza. Dobry sezon sprawił, że zaczęto wychwalać pod niebiosa skuteczną pracę duetu Filippo Galli – Mauro Pederzoli. Jednak mało kto zauważył, że podwaliny pod ten udany rok zostały stworzone jeszcze przed nastaniem panowania wspomnianej dwójki. Trzon drużyny stanowili zawodnicy będący od lat w klubie (ściągnięci z klubów filialnych) lub zakupieni w poprzednich sezonach (i to przypadkowo, bo nikt nie jeździł ich obserwować – sami się pojawili na turniejach towarzyskich we Włoszech). Wzmocnienia kadrowe spod ręki naszego duetu ograniczają się w zasadzie do Zigoniego, bo Berettę prześladowały kontuzje, a Hottor i Calvano przybyli zimą głównie z myślą o następnym sezonie. Jest więc trochę za wcześnie, by obwoływać kierowników sektora młodzieżowego ojcami tych sukcesów, choć klub nie krępuje się i czyni to z lubością. Tyle, że akurat w tym przypadku ta malutka ściema jest według mnie całkowicie niegroźna. Ostatnie transfery (wspomniana dwójka ściągnięta zimą, a także Santonocito i Fossati) pokazują, że Pederzoli prezentuje poziom, o którym nasi poprzedni skauci mogli jedynie pomarzyć. Gallemu zaś trzeba przyznać, że miał nosa powierzając Primaverę Stroppie, który bezpłodną zbieraninę sprzed roku zamienił w maszynkę do zdobywania goli (101 w minionym sezonie). Tak, o Gallego i Pederzolego jestem spokojny. Ściema wybaczona.

Duety do mety, czyli ściema ze wspólnikiem

Gorzej jest o piętro wyżej, bo Adriano Galliani zdaje się sam nie przestrzegać głoszonej przez siebie (choć narzuconej nań odgórnie) polityki transferowej. Sprowadzenie Amantino Manciniego zimą było ewidentnym złamaniem przyjętych zasad i nic dziwnego, że Berlusconi się wówczas wściekł (choć ciężko się nie zgodzić z tym, że tak się nie wita nowych nabytków). Najgorsze w tym wszystkim było to, że Łysy pozwolił Morattiemu na wymuszenie obietnicy wykupienia połowy karty tej brazylijskiej łamagi. Całe szczęście, że Silvio uderzył pięścią w stół i Galliani powędrował na Via Durini negocjować kompromis. Pewnie nic by z tego nie wyszło, gdyby z pomocą przyszedł mu Mancini, który kategorycznie odrzucił opcję kolejnego wypożyczenia. W tym momencie Galliani i Moratti wiedzieli już, że trzeba szukać innego rozwiązania. Ale co to dla mistrzów ściemy? Kłamstwa Gallianiego znamy wszyscy, a Moratti na ściemnianiu podczas calciopoli skonstruował obecną hegemonię nerazzurrich. A i w duecie radzili sobie całkiem nieźle, gdy kwitła kreatywna księgowość oparta na wymianach marnych graczy za spore kwoty. I teraz znów trzeba było coś wymyślić, aby Inter nie czuł się stratny, a Milan nie wyszedł na klub łamiący dane słowo bez mrugnięcia okiem. Pojawił się więc pomysł przekazania rossonerim trzech kłopotliwych młodzieńców za 7 milionów euro. Właśnie mniej więcej tyle Inter miał zarobić na pozbyciu się Manciniego, którego połowa karty kosztowała około 3,5 miliona, a drugie tyle wynosiła połowa jego rocznej pensji brutto.

Dlaczego jednak określiłem tych chłopców jako kłopotliwych? Bo tacy właśnie są. Ich kłopotliwość ma różną postać. Taki Attila Filkor ma po prostu problem z wykonaniem skoku jakościowego, a że jest za stary na Primaverę, Inter nie miał gdzie go upchnąć. Gorzej jest z Cristianem Daminutą, którego pożegnanie w gorszej części Mediolanu potraktowano z ulgą, wręcz jak „wyrwanie chwasta”, a rumuńska prasa pozwoliła sobie na artykuł pod tytułem „Szok: beznadziejny Daminuta przechodzi do Milanu!”. Chłopak musiał spędzać dużo czasu z Adriano, bo w głowie ma sieczkę, a najwięcej uwagi poświęca imprezom, panienkom i tatuażom. Pomimo tego „Pan Mielonka” (bo tak jest nazywany w kraju ze względu na obecną narzeczoną – właścicielkę sieci sklepów mięsnych) jest jednym z największych talentów, jakie w ostatnich latach wydała rumuńska ziemia. Jeśli znajdzie się trener, który przemówi mu do rozumku, to klub może mieć pociechę. Na razie jednak marnie to wygląda i na nic zdadzą się tu wypowiedzi agenta Daminuty, który buńczucznie stwierdził, że z tych siedmiu baniek pięć było za Cristiana. Skoro tak, to ciekawe dlaczego Dinamo Bukareszt nie skorzystało z opcji wykupienia za 500 tysięcy? Może dlatego, że po dwóch kiepskich występach został odesłany do rezerw, gdzie przez resztę sezonu zapracował na grę w jednym meczu... Problemy zupełnie innej natury wiążą się z osobą Marco Ezio Fossatiego. Krótko mówiąc: nie jest najlepszy w przedłużaniu kontaktów. Tak było 3 lata temu, kiedy czmychnął z Milanello, tak jest teraz, kiedy zamierza wrócić na drugi brzeg Naviglio. Mówi się, że za wszystkim stoi pazerny tatuś, który chętnie wyciąga łapki po koperty motywujące do zabronienia synowi podpisania nowej umowy. Moratti próbował wszystkiego, łącznie z obietnicami włączenia Fossatiego do kadry seniorskiej. Na próżno. Dlatego właśnie Inter umieścił go w pakiecie. Dla Milanu był to najbardziej smakowity kąsek spośród całej trójki, za którego przecież i tak trzeba by było zapłacić rekompensatę za szkolenie. Włoscy milaniści trochę dramatyzują, marudząc, że klub szasta pieniędzmi na pionków, podczas gdy nie ma na transfery do seniorów. Należy jednak pamiętać, że sektor młodzieżowy ma swoją osobną działkę w budżecie, a jakby nie patrzeć w pakiecie jest reprezentant Węgier i włoskiej młodzieżówki. Tymczasem na włoskich forach Interu rozpętała się rozpacz, bo fani zdają sobie sprawę z olbrzymiego potencjału Fossatiego i wieszczą, że ten transfer będzie odbijał się Interowi czkawką przez lata i okaże się błędem na miarę oddania Pirlo i Seedorfa. Jeśli tak się właśnie stanie, to te siedem baniek będzie absolutnie śmieszną ceną. Inter próbuje bagatelizować sytuację w oficjalnym komunikacie, wymieniając zawodników w kolejności odwrotnej do ich realnej wartości i szans na zrobienie poważnej kariery (zaczynają od Daminuty, a o Fossatim ledwie wspominają na końcu). Milan z kolei próbuje sugerować, że to transfer do sektora młodzieżowego, a przecież Rumun i Węgier są już za starzy do Primavery. Wyszedł na tym obustronny bluff, ale tylko my możemy na tym realnie skorzystać, jeśli Fossati spełni oczekiwania, podczas gdy Inter ma niby siedem milionów i wypchnął trochę złomu, ale jednocześnie stracił zdolnego zawodnika i wciąż ma na karku Manciniego. Ściema wybaczona - jest nadzieja, że wyjdzie nam na zdrowie.

Ściema odwracająca uwagę, czyli jakoś to będzie

Ostatnia sprawa dotyczy młodych rossonerich, których Galliani zdążył już namaścić na pełnoprawnych członków kadry pierwszego zespołu. Mówił o Albertazzim, Strasserze, Oduamadim i Verdim. Tymczasem w ostatnich dniach pojawił się pomysł, aby połówki kart trzech z nich sprzedać do Genoy. Nie do końca wiadomo, czy miałaby to być część rozliczenia za Papastathopoulosa, ale jeśli tak, to za jakiś czas może się okazać, że Grek (który gorszy od Oddo po prostu być nie może) kosztował nas znacznie więcej niż się wydawało. Jeśli nawet są to oddzielne operacje transferowe, to i tak przykro się patrzy, jak klub swoimi działaniami zadaje kłam szumnym zapowiedziom sprzed zaledwie kilku tygodni. Wprawdzie Albertazzi i Oduamadi bronią się z całych sił przed wygnaniem, a Strasser ma ponoć zostać w Milanie w ramach tej współwłasności, ale pozostaje faktem to, iż klub obiecywał politykę stawiania na wychowanków, a pomimo tego przy pierwszej okazji stara się spieniężyć najlepsze elementy swojego sektora młodzieżowego. Zawodnicy ci może nie są jeszcze gotowi (poza Strasserem), ale mieli przecież stanowić o sile klubu w perspektywie nadchodzących lat, więc oddawanie połówek ich kart Genoi jest co najmniej ryzykowne. Przykłady Borriello (z Genoą właśnie!) czy Paloschiego, uczą, że takim prezydentom jak Preziosi, Zamparini czy De Laurentiis nie można ufać w kwestiach współwłasności. Chcesz ogrywać piłkarza, a boisz się, że na wypożyczeniu nie poświęcą mu należnej uwagi? Luz, sprzedaj połówkę karty do Livorno, Crotone czy Sassuolo (tu prezydent jest milanistą!), ale nie oddawaj jej szczwanym lisom, którzy są w stanie wyłożyć ciężką gotówkę, jeśli wyczują dobry interes. A tym bardziej nie wchodź w ryzykowne układy z przyjaciółmi Interu (Preziosi), który na pewno chętnie udzieli pożyczki, byle tylko narobić bigosu lokalnemu rywalowi. Pozostaje mieć nadzieję, że Milan wie co robi (być może jakaś klauzula stawiająca nas w uprzywilejowanej pozycji?), ale niestety nie mogę się oprzeć się wrażeniu, że klub nie ma konkretnego pomysłu na teraźniejszość. Uwikłany w zbyt długie i zdecydowanie za wysokie kontrakty podpisane z graczami, którzy zdążyli już wejść w schyłkową fazę kariery, Milan musi czekać aż same wygasną, bo jaśnie panom jest dobrze na trybunach, gdy euro płynie na konto szerokim strumieniem. W międzyczasie trzeba jakoś funkcjonować i coś powiedzieć kibicom, więc Łysy i spółka mówią głośno o nowej polityce, ale póki co jest to zwykła ściema, a klub nadal traktuje sektor młodzieżowy jako źródło dodatkowych dochodów z transferów i współwłasności. Ryzyko, że gracze się wybiją i potem trzeba będzie się z nimi pożegnać lub zapłacić krocie za ich odzyskanie jest spore, ale przy Via Turati najwyraźniej mają nadzieję, że jakoś to będzie. I dlatego tej ściemy nie potrafię wybaczyć.

Jedynym pocieszeniem jest w obecnej sytuacji to, że Pederzoli z Gallim naprawdę pracują solidnie nad stworzeniem sektora młodzieżowego z prawdziwego zdarzenia i wkrótce będziemy mogli ich oceniać za realne owoce ich starań. To jest właśnie to, czego nam brakowało: prawdziwy projekt na przyszłość. Jeśli zostanie dobrze poprowadzony, to Primavera przestanie być traktowana jako wylęgarnia dodatkowej gotówki. Najlepsi będą mieli realną szansę na zainstnienie w pierwszym zespole, a zyski z pożegnań z tymi słabszymi można będzie przeznaczyć na inwestycje w kolejne nieoszlifowane talenty. Pozostanie wystrzegać się nowych Mancinich, bo nie zawsze w pakiecie kompromisowym znajdzie się taki Fossati. I może wówczas nie trzeba już będzie ściemniać. To wszystko jednak pod warunkiem, że nie będziemy brać na siebie zbędnego balastu, bo zbędni zawodnicy potrafią skutecznie zablokować mercato. Ale to już temat na inną okazję.

TomekW



PS: Obiecałem sobie, że tym razem będzie krótko... No cóż, może następnym razem?


© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone