28.11.2007
Od słupka: Rżenie

Już dziś wiadomo, że bieżący sezon w wykonaniu rossonerich przejdzie do historii jako jeden z tych dziwnych i nietypowych. Wszystko dlatego, że po sześciu meczach ligowych na własnym boisku Milan nie zanotował jeszcze zwycięstwa. Na koncie rossonerich są obecnie 4 remisy, 2 porażki i zaledwie 3 strzelone gole - z czego raptem 1 z gry. Zewsząd słychać tłumaczenia kiepskich wyników i zapewnienia, że nikt ligi nie odpuszcza. W najbliższą sobotę do Mediolanu przyjeżdża Juventus i podopieczni Ancelottiego po raz kolejny będą się starali przełamać ligowe fatum własnego stadionu. Tymczasem na trybunach San Siro słychać głośne rżenie…

Gdy jakiś zespół ma wybitnie słabą, czy też nadzwyczaj dobrą passę, przeważnie zaraz pojawiają się statystyki i zaczyna się poszukiwanie podobnych serii w przeszłości. Tak właśnie uczyniłem ja, gdy rossoneri po kolejnych meczach nie potrafili przełamać się na San Siro. Zafundowałem sobie wycieczkę wstecz po archiwalnych wynikach Milanu, by znaleźć słabsze, równie słabe oraz te nieznacznie lepsze starty ligowych rozgrywek w wykonaniu czerwono-czarnych. Wyniki poszukiwań zaskoczyły mnie, bo nie spodziewałem się, że miłościwie nam panujący mistrzowie Europy mogliby być drużyną, która zanotowała najsłabszy ligowy start u siebie w całej historii klubu. Fakty są jednak bezlitosne. W sezonie 1934/35 po sześciu meczach w Mediolanie Milan legitymował się 5 punktami i bilansem 0-5-1. Taki sam dorobek punktowy po 6 spotkaniach na San Siro mieli rossoneri w fatalnych, zakończonych degradacją rozgrywkach 1981/82, jednak pamiętać należy, że ówczesny bilans 1-3-2 dziś dawałby 6 punktów. W obu wspomnianych przypadkach mieliśmy po prostu do czynienia ze słabym Milanem. Tegoroczne 4 punkty po 6 meczach swoje wyjaśnienie mają z pewnością gdzie indziej.

Milan ma kryzys - powiedziałby ktoś. Czy na pewno? Raczej nie, bo na wyjazdach Diavolo spisuje się bardzo dobrze: 13 punktów w 6 meczach (okazalszy dorobek wyjazdowy ma tylko Roma z 17 punktami w 7 spotkaniach) i aż 17 strzelonych goli (najwięcej w całej lidze). Kompleks własnego boiska? Chyba nie, bo przecież w Lidze Mistrzów rossoneri potrafili odesłać do domu na tarczy Benfikę i Shakhtara, czyli zespoły silniejsze niż Catania, Parma, Empoli czy Torino, które w tym sezonie wywiozły z Mediolanu ligowe punkty. Przez jakiś czas krążyła opinia, że Milan po prostu nie potrafi nadgryźć zamkniętych na własnej połowie murarzy, ale teoria ta padła po tym, jak ekipa Ancelottiego nie nadgryzła także ofensywnie nastawionej i zostawiającej mnóstwo wolnego miejsca Romy. W międzyczasie z bagażem czterech bramek wyjechał z San Siro wspomniany Shakhtar, który na własne życzenie padł ofiarą tej rzekomo niezawodnej taktyki murarskiej. Ktoś mógłby powiedzieć, że to wynika z tego, iż Włosi przywykli do defensywnego stylu gry i potrafią się bronić lepiej, niż nieprzyzwyczajeni do takiego nastawienia piłkarze z klubów, które na co dzień grają ofensywnie. Jest w tym wiele racji, ale czyż w Milanie nie obowiązuje stara maksyma Berlusconiego: "silniejsi od pecha, zazdrości i niesprawiedliwości"? Może się zdarzyć słabszy mecz, ale dla klubu o potencjale rossonerich rozmontowywanie skomasowanych obron rywali powinno być kaszką z mleczkiem. Motto prezydenta osłabia też inne teorie - chociażby tę o lawinie krzywdzących decyzji sędziowskich i niesprzyjających epizodów. A może po prostu przydałoby się spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że ktoś prezentuje złe podejście do sprawy?

Milan odpuścił sobie ligę, by realizować inne, ważniejsze dla niego cele. Do niedawna wszyscy temu zaprzeczali i zapewniali, że to tylko wypadki przy pracy, ale jakiś czas temu Galliani wyszedł z ukrycia. Oświadczył, że ligowym celem rossonerich jest czwarte miejsce, dające prawo do gry w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Można wprawdzie powiedzieć, że taka wypowiedź jest po prostu dowodem na to, iż po trzeźwym spojrzeniu na sytuację zrewidowano cele na bieżący sezon. Ja jednak uważam, że to obecna sytuacja jest wynikiem tego, że wśród klubowych priorytetów Serie A zajmuje odległe miejsce. Jesienna kampania Milanu była wyraźnie nastawiona na wywalczenie awansu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów i przygotowanie się na Klubowe Mistrzostwa Świata, a ligę miano grać tak przy okazji. Mecze same się jednak nie wygrają i o tym chyba zapomniały nasze gwiazdy. Nikt przecież nie przyjedzie na San Siro po to, by położyć się na murawie i prosić o najniższy wymiar kary tylko dlatego, że terminarz przewiduje na ten dzień mecz z mistrzami Europy. Maluczcy przybywają do Mediolanu z nadzieją, że serce i wola walki w połączeniu z dyscypliną taktyczną wystarczą, by zredukować przepaść dzielącą ich od Milanu. I takie nastawienie przynosi skutki, bo skoncentrowanym na LM Seedorfowi i spółce w lidze po prostu się nie chce. Oni na włoskich boiskach wysilają się tylko wtedy, gdy są przyciśnięci do muru. Dowodzi tego rozgromienie Lazio w Rzymie po serii pięciu meczów bez zwycięstwa i Sampdorii w Genui po dwóch kolejnych porażkach na San Siro. Jakże inne musiałoby być podejście Milanu, gdyby prawo gry w Lidze Mistrzów miał tylko mistrz kraju i ewentualnie zdobywca krajowego pucharu (by podnieść prestiż tychże rozgrywek)…

Podczas tegorocznej kampanii abonamentowej Milan sprzedał 42106 sezonowych karnetów na ligowe mecze na San Siro. I póki co, te 42 tysiące ludzi jest regularnie robione w konia. Z trybun słychać ich głośne rżenie, a wtórują im ci, którzy bilety nabyli w kasach przed meczem. W sobotę do piłkarskiej La Scali zawita Juventus i będzie to ostatnia w tym roku szansa, by zacząć udowadniać kibicom, że jednak warto było sięgnąć do portfela i kupić karnet na cały sezon Serie A. Bo części z nich może przyjść do głowy, że następnym razem lepiej będzie kupić sobie dekoder i swoich ulubieńców obejrzeć na ekranie telewizora. W styczniu nie będzie już Ligi Mistrzów czy Klubowych Mistrzostw Świata. Wobec obowiązujących zakazów wyjazdowych kibicom pozostanie Milan na San Siro. Czas sprawić, żeby wówczas o czarnej serii już zapomniano. Czas uciszyć rżenie.

TomekW



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone