![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
|||
![]() |
||||
|
07.07.2008 Od słupka: Rozważania o petycji Wostatnich dniach świat calcio obiegła informacja o petycji, jaką kibice Milanu wystosowali do właściciela klubu Silvio Berlusconiego. Tifosi zaapelowali do byłego prezydenta, by sprzedał Milan. Petycja podzieliła fanów rossonerich: jedni podpisali bez mrugnięcia, inni okrzyknęli ją mianem kpiny. Galliani nazwał ją "czymś bardzo dziwnym" i z jednej strony ciężko nie przyznać mu racji, bo w końcu nie codziennie kibice domagają się rozstania z człowiekiem, który uratował klub przed bankructwem i w czasie swej prezydentury uczynił z niego najbardziej utytułowaną drużynę świata. Z drugiej jednak strony należy się zastanowić, czy kibice przypadkiem nie mają racji i nie wskazują jedynej rozsądnej opcji, która dałaby Milanowi szansę na godną przyszłość. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że coś w Milanie się kończy. Jeśli klub nie jest w stanie zakwalifikować się do Ligi Mistrzów, wieloletni manager drużyny zostaje nagle zdegradowany do roli opiekuna sędziów, a kibice domagają się zmiany właściciela, to znaczy, że sytuacja nie jest najciekawsza. Nie trzeba też chyba nikomu udowadniać, że klubowa kasa świeci pustkami. Ewidentnie widać to po masowej wyprzedaży graczy z sektora młodzieżowego i wypowiedziach Gallianiego, że Milan rezygnuje z transferowych szaleństw na rzecz sprowadzania graczy jak najmniejszym kosztem. Łysy zapewnia, że "właściciele klubu nadal będą myśleli w wielkich kategoriach", ale wydaje się, że jest to tylko zbywająca odpowiedź na niewygodne pytanie. Oczywiście nie spodziewam się, że tak lojalny pracownik jak Galliani przyzna nagle, że ktoś zakręcił kurek z kasą. Słyszymy w kółko o hiszpańskim systemie podatkowym i generujących wielkie zyski angielskich stadionach. To wszystko prawda, ale - jak słusznie zauważają autorzy petycji - problemem Milanu jest w tej chwili przede wszystkim to, że Berlusconi nie ma zamiaru poważnie inwestować w klub. Nie ma zamiaru, bo po prostu teraz nie może. Nie tylko z powodu coraz większych nacisków ze strony zarządzającej Fininvestem córki. Przede wszystkim z powodu konfliktu interesów. Szastający forsą prezydent klubu nie może być jednocześnie premierem rządu, próbującego wydostać kraj z kryzysu gospodarczego. Dlatego właśnie wierzę w przecieki, według których Berlusconi miał w ostatnich latach blokować transfery pewnych drogich gwiazd. Oczywiście drużynę zdolną walczyć na wielu frontach można zbudować także bez szaleństw transferowych, ale wówczas trzeba wyszukiwać przyszłych mistrzów zanim ich cena wystrzeli w kosmos. I przede wszystkim trzeba przekonać prezydenta, że taki delikwent jest graczem na miarę Milanu. A mówi się, że Leonardo musiał się porządnie nagimnastykować przy transferach dwóch młodych Brazylijczyków… Pojawiły się głosy, że petycja jest niestosowna ze względu na to, co Berlusconi zrobił dla klubu w trakcie swojej prezydentury. Pamiętajmy jednak, że Silvio nie tylko dawał, ale również brał. Milan był dla niego bramą do świata sławy i władzy. Inwestując w rossonerich, inwestował w siebie i swój wizerunek. Dziś nadal chce brać na siebie zasługi, ale swój wkład ogranicza. A Galliani każe nam dziękować prezydentowi za to, że nie sprzedał Kaki czy Pirlo. To dopiero jest kpina! Nic nie usprawiedliwia zaniedbania drużyny zbudowanej na początku obecnej dekady. Bo przecież od ostatniego scudetto nie było żadnego długoterminowego projektu na przyszłość. Jeśli ktoś nie wierzy, to niech sobie porówna wyjściową jedenastkę z finału LM przeciwko Juve z przewidywaną jedenastką na nowy sezon. I niech odpowie, gdzie się podziały poczynione w międzyczasie wzmocnienia? Nie ma ich, bo to były niewypały lub "chwilówki". Dlatego właśnie Liga Mistrzów 2007 była cudem - wielkim wyczynem Ancelottiego i piłkarzy. Wygrali wbrew logice, pomimo braku rozsądnych wzmocnień, pomimo Calciopoli. Dociągnęli ten wózek do Aten, do Montecarlo, do Jokohamy. Ale on dalej pojechać już nie mógł. Bo "nie można ciągle liczyć na cuda i szczęście". Nie byłoby takiej petycji, gdyby Silvio postawił sprawę jasno. On jednak znów naobiecywał wielkich transferów, czym rozbudził nadzieje kibiców. Tym samym dał im też prawo do upominania się o dotrzymanie słowa. Bo nikt nie lubi być robiony w konia. Pamiętamy wszyscy, ilu to wielkich mistrzów marzyło rok temu o grze w Milanie. Na koniec okazało się, że wszyscy się rozmyślili lub byli nie do kupienia. W tym roku znów padły wielkie nazwiska, była też przedwyborcza szopka z Ronaldinho i Shevą. Włodarze doskonale wiedzą, że rozgoryczenie fanów jest coraz większe. Nieprzypadkowo rozpoczęta niedawno kampania sprzedaży karnetów nosi nazwę "Deklaracja miłości", a nowa karta kibica zwie się "Czerwono-czarne serce". To sprytna zagrywka psychologiczna odwołująca się do uczuć zaniepokojonych fanów. "To szansa, jaką klub daje kibicom, by mogli okazać swoje przywiązanie do barw" - czytamy w informacji o trwającej kampanii abonamentowej. "Najpierw wzmocnienia, potem karnety!" - odpowiadają fani, którzy mają dosyć niespełnionych obietnic i słów rzucanych na wiatr. I czekają aż swoje przywiązanie do barw klubowych udowodni "Pierwszy Kibic" - Silvio Berlusconi. Na razie klub nie podaje żadnych oficjalnych liczb "Deklaracji miłości". To dość nietypowe, bo w poprzednich latach postępy były prezentowane niemal codziennie, a dodatkowo porównywano aktualne dane z liczbami z poprzedniej kampanii. Czyżby nie było się teraz czym chwalić? A co by było, gdyby Berlusconi rzeczywiście sprzedał Milan? Być może do klubu wszedłby jakiś zagraniczny miliarder z nowym, dobrze przemyślanym projektem, obejmującym wyważone mercato, własny stadion i sektor młodzieżowy z prawdziwego zdarzenia. A może trafilibyśmy w ręce jakiegoś szejka, który przez parę lat wydawałby pieniądze bez opamiętania, a potem zostawiłby klub na pastwę losu. Pytam, gdzie jest dziś ta silna Parma Tanziego, albo to wielkie Lazio Cragnottiego? Przez co musiała przejść Fiorentina po erze rodziny Cecchi Gori? Czy tego chcą kibice dla Milanu? Przecież bogaty właściciel wcale nie musi oznaczać świetlanej przyszłości. Inna sprawa, że nie wierzę, by Berlusconi zdecydował się na sprzedaż klubu. Dla takiego megalomana byłaby to osobista porażka, na którą pozwolić sobie nie może. Poza tym Milan jest mu najnormalniej w świecie potrzebny. Bo to właśnie tu jest najbardziej utytułowanym prezydentem świata. I kto inny zapewniłby mu darmowy rozgłos w przeddzień wyborów? Nie, Silvio nie sprzeda Milanu. A już na pewno nie z powodu jakichś petycji i bojkotów. Siedem lat temu też załapaliśmy się jedynie do Pucharu UEFA i również był protest kibiców. Wówczas Berlusconi sięgnął do kieszeni i położył podwaliny pod późniejszy cykl Ancelottiego. Dziś sięgnąć po forsę nie może, więc pewnie uciszy kibiców wielkim transferem za pieniądze uciułane przez Gallianiego. Przy odrobinie szczęścia może wyjść z tego coś naprawdę pozytywnego. Przy jego braku możemy dostać Ronaldinho, ale tym martwić się będziemy, jeśli zębaty Brazylijczyk faktycznie do nas zawita. Petycji kibiców nie podpisałem i nie podpiszę, bo po prostu nie wierzę w jej powodzenie. Bardziej przemawia do mnie cichy protest tych, którzy tymczasowo bojkotują kampanię sprzedaży karnetów. Wierzę - a może raczej chcę wierzyć - że wywoła to właściwą reakcję władz klubu. Nie podpiszę również dlatego, że bardziej niż teraźniejszości z Berlusconim boję się przyszłości bez niego. Bo dopóki jest w Milanie, będzie dbał przynajmniej o to, by postawa drużyny nie szkodziła jego wizerunkowi. Jeszcze przez jakiś czas zagwarantuje przyzwoity poziom. A potem nadejdzie nieuniknione: gdy Berlusconi zamknie oczy, Fininvest spełni zawarte w petycji żądanie kibiców i sprzeda klub. Wtedy może być różnie. Również gorzej. A do tego jakoś mi się nie spieszy. TomekW |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |