![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
|||
![]() |
||||
|
06.11.2007 Od słupka: Obcy, a jednak tak bliski W tym tygodniu miałem okazję przekonać się, że nie zawsze jest tak, iż opłakujemy tylko bliskich, a obok śmierci obcych przechodzimy obojętnie. W miniony poniedziałek na zawsze zatrzymało się serce Nilsa Liedholma. Nie znałem go. Z racji wieku mogłem oglądać go jedynie na archiwalnych filmach z epoki, w której grał, a gdy zaczynałem kibicować Milanowi, nie było go już na ławce trenerskiej rossonerich. Jednak był on stale obecny na kartach klubowej historii, którą zawsze studiowałem z wielką pasją. Przez to Baron stał mi się bliski i dlatego właśnie wiadomość o jego odejściu napełniła mnie wielkim smutkiem. Był dla mnie legendą, jednym z głównych bohaterów ulubionej książki. Dla wielu innych był po prostu mniej lub bardziej znanym nazwiskiem z przeszłości. Do nich właśnie chciałbym skierować poniższy tekst, by sylwetkę Liddasa mogli dostrzec również w dzisiejszym Milanie. I tym wczorajszym też. Dla większości dzisiejszych kibiców Milan równa się Milan Berlusconiego. Niewielu zdaje sobie sprawę, jaki wkład w te sukcesy miał Liedholm. A przecież to on był pierwszym trenerem w czasie prezydentury Berlusconiego. To on przygotował grunt dla Arrigo Sacchiego, to on namaścił Fabio Capello. To on jako pierwszy postawił na Baresiego i Maldiniego. Obaj potem stali się symbolami Milanu Berlusconiego i kontynuowali rozpoczętą właśnie przez Liddasa linię wielkich kapitanów (Liedholm - C.Maldini - Rivera - Baresi - P.Maldini). Stawianie na młodzież było jednym z firmowych znaków Liedholma. Pod jego trenerskim okiem rozpędu nabrały kariery tak znanych piłkarzy jak Roberto Bettega, Falcao czy Carlo Ancelotti. Właśnie Ancelottiego wskazuje się jako tego, który szkołę Liedholma przyjął za wzorzec w swej pracy trenerskiej. I choć taktyki Carletto uczył się głównie od Sacchiego, to model funkcjonowania drużyny jest niemal żywcem skopiowany od Barona. Szwed, podobnie jak dziś Ancelotti, przedkładał kontakty międzyludzkie i rodzinną atmosferę w szatni nad aspekty techniczne. Baron uchodził też za mistrza błyskotliwych odpowiedzi i ironicznych komentarzy. Powracającemu po kontuzji Falcao potrafił powiedzieć "to świetnie, że się dobrze czujesz. Poradzisz sobie z wejściem na trybuny." Gdy zaś śnieżyca spowodowała przełożenie na następny dzień meczu z Lazio, dokonał roszady w składzie, a zawiedzionemu przesunięciem na rezerwę Innocentiemu odpowiedział: "Ty grałeś wczoraj, więc dziś zagra bardziej wypoczęty Virdis." Nie ma chyba wątpliwości, skąd czerpał inspirację Ancelotti, odpowiadając na przykład, że o ostatecznym wyjaśnieniu sobie nieporozumień z Shevchenką świadczy podbite oko Ukraińca. Ten specyficzny humor Carletto to pokłosie wieloletniej współpracy z Liddasem. Ancelottiego i Liedholma łączy jeszcze jedna rzecz. W 1979 roku Nils wywalczył scudetto, grając praktycznie bez napastników. W ten sam sposób Carlo w maju tego roku sięgnął po Puchar Mistrzów. Wraz z odejściem Nilsa Liedholma skończyła się pewna epoka. Był ostatnim żyjącym członkiem legendarnego szwedzkiego trio Gre-No-Li, które na początku lat pięćdziesiątych rozbudzało wyobraźnię kibiców rossonerich i którego legenda była inspiracją do utworzenia innego wielkiego tercetu (tym razem złożonego z Holendrów). To właśnie oni - Gunnar Gren, Gunnar Nordahl i Nils Liedholm - walnie przyczynili się do tego, że w roku 1951 rossoneri po 44 latach posuchy odzyskali tytuł mistrzowski. Dla kibiców Milanu i Romy Liddas stał się symbolem historycznego sukcesu. W roku 1979 dotrzymał słowa danego legendarnemu Nereo Rocco i po latach oczekiwania wywalczył dla rossonerich upragnioną Stellę - gwiazdę za 10 tytułów mistrza Włoch. Kilka sezonów później poprowadził Romę do drugiego scudetto, na które stolica czekała 42 lata. Baron stał się legendą calcio. I sam tę legendę kreował. Tego, czy rzeczywiście jego pierwsze w historii niecelne podanie zostało nagrodzone przez kibiców na San Siro pięciominutową owacją na stojąco, z pewnością nigdy się nie dowiemy. Pewne jest natomiast to, że Liedholm nie wdawał się w polemiki i nie dawał się sprowokować: w swej bogatej karierze nigdy nie został usunięty przez sędziego ani z boiska, ani z ławki trenerskiej. Był też pierwszym we Włoszech szkoleniowcem, który wprowadził grę strefami. Swoim drużynom stanowczo zalecał utrzymywanie się przy piłce (słynne "im dłużej my mamy piłkę, tym krócej mają ją oni"). Ale jego osobowość najlepiej obrazuje jego złota myśl, stwierdzenie banalne, lecz jednocześnie genialne w swej prostocie: "Schematy są świetne na treningach: bez rywali wychodzą każdemu." Dzisiejszej piłce będzie brakować Liedholma. Lecz Ty, Milanisto, być może dostrzeżesz, że choć nie ma go wśród nas, to nadal jest obecny w dzisiejszym Milanie. W niedzielne popołudnie Gre-No-Li znów zagrają razem. Jak za dawnych czasów. Tym razem na niebiańskiej murawie. Żegnaj Baronie! TomekW |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |