![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
|||
![]() |
||||
|
20.01.2008 Od słupka: Mistrzowie czy figuranci, czyli słów kilka o sektorze młodzieżowym Dziś mijają 23 lata od dnia, w którym zostawił po sobie pierwszy namacalny ślad w annałach seniorskiej piłki. Podobnie jak tamtego śnieżnego popołudnia, w dniu dzisiejszym Milan zagra z Udinese na Friuli. To samo miasto, ten sam stadion, ten sam rywal, ten sam klub. Gdyby nie grypa, byłby tam też ten sam człowiek - Paolo Maldini. Kapitan, żywa legenda. Ostatni wychowanek Milanu, który z marszu wszedł z Primavery do kadry pierwszego zespołu i utrzymał się w niej dłużej niż dwa sezony. W ciągu tych 23 lat zaledwie sześciu piłkarzom udało się przedrzeć na dłużej z sektora młodzieżowego do seniorów, przy czym wszyscy musieli zaliczyć co najmniej jeden sezon na wypożyczeniu. Dwóch z nich (Costacurta i Albertini) stało się legendami Milanu, trzech (Ambrosini, Brocchi i Oddo) z różnym powodzeniem rywalizowało i nadal rywalizuje o wyjściowy skład, jeden (Coco) zaginął w akcji. Nie może więc dziwić ostatnia wypowiedź Kapitana, który krytykuje sposób, w jaki Milan zarządza swoim sektorem młodzieżowym. A wszystko to na zaledwie parę miesięcy przed kolejnym zwiększeniem obowiązkowej liczby wychowanków w kadrach zespołów grających w Lidze Mistrzów. Czas więc już zakończyć świąteczno-noworoczną przerwę i powrócić do liźniętego w felietonie "Ratujcie Titanica" zagadnienia sektora młodzieżowego. Kwestią, która w ostatnich sezonach najbardziej kojarzy się z sektorem młodzieżowym, jest głośna reforma UEFA, wymuszająca na klubach zwiększenie stopnia, w jakim korzystają one z tak zwanych "zawodników z lokalnych szkółek piłkarskich". W zeszłym roku takich piłkarzy musiało być 4, w tym już 6, a w przyszłym ich liczba wzrośnie do 8, z czego co najmniej połowę stanowić muszą wychowankowie klubu, a resztę wychowankowie federacji. W myśl przepisów UEFA wychowankiem klubu jest każdy zawodnik, który był zgłoszony do rozgrywek jako piłkarz danego klubu przez trzy pełne sezony lub przez 36 miesięcy pomiędzy piętnastymi a dwudziestymi pierwszymi urodzinami (lub początkiem sezonu, w którym kończył 15 lat, a końcem sezonu, w którym kończył 21 lat). Taka definicja wychowanka oznacza, że statusu tego nie mają ani Massimo Oddo (2 lata w drużynach młodzieżowych Milanu), ani Massimo Ambrosini (2 lata w kadrze seniorskiej przed ukończeniem 21 lat). I jeśli dobrze to interpretuję, to w przyszłości nie będzie miał go również Pato, któremu (o ile nie zagubi się gdzieś po drodze) zabraknie pół roku. Obecnie w Milanie wychowankami klubu są Paolo Maldini, Cristian Brocchi i Matteo Darmian, który póki co jest jedynie figurantem na tzw. liście A, bo w rzeczywistości gra na co dzień w Primaverze (której zresztą jest kapitanem). Jeśli zaś chodzi o wychowanków federacji, to taki status ma zawodnik, który był zgłoszony do rozgrywek organizowanych przez federację, do której należy jego obecny klub, przez okres 3 pełnych sezonów lub 36 miesięcy pomiędzy piętnastymi, a dwudziestymi pierwszymi urodzinami (lub początkiem sezonu, w którym kończył 15 lat, a końcem sezonu, w którym kończył 21 lat). Takich graczy jest w Milanie pod dostatkiem, bo podane warunki spełniają wszyscy Włosi, a także sprowadzony za młodu Digao. Adriano Galliani zapewniał kilkukrotnie, że Milan ma długoterminowy plan dotyczący odpowiedniego prowadzenia sektora młodzieżowego. A ten nie był w najlepszym stanie. Scouting ograniczał się jedynie do Lombardii, co można było zobaczyć wyraźnie, przeglądając metryki zawodników poszczególnych grup młodzieżowych. Graczy z innych regionów było niewielu, nie mówiąc już o cudzoziemcach, których policzyć można było na palcach jednej ręki. A to wszystko pomimo kilkudziesięciu rozsianych po całym świecie Milan Junior Camp! Wiele do życzenia pozostawiała również organizacja samych grup młodzieżowych. Każda z nich żyła swoim życiem i praktycznie nie miała kontaktu z innymi. Nowe przepisy UEFA zmusiły Milan do działania. Opiekę nad sektorem młodzieżowym powierzono Paolo Taveggii, który od razu zabrał się do roboty: Primavera przeniosła się do Milanello, by mieć bezpośredni kontakt z pierwszym zespołem i być pod stałą kontrolą zespołu Milan Lab. Tymczasem pozostałe grupy wiekowe zostały zebrane w jednym miejscu - w Centrum Sportowym Vismara, co ułatwiło współpracę poszczególnych sztabów szkoleniowych. Taveggia potrzebował zaledwie kilka tygodni, by zrozumieć, co dolega Primaverze. Odpowiedź brzmiała: Franco Baresi. Legendarny kapitan po zakończeniu swej wspaniałej kariery był przerzucany z miejsca na miejsce: najpierw próbowano go w roli działacza w Milanie, potem miał krótką przygodę w roli dyrektora sportowego Fulham, by wreszcie powrócić do Mediolanu i zasiąść na ławce trenerskiej Primavery rossonerich. Przez cztery lata prowadzenia Primavery Baresi zniechęcił do siebie wiele osób. Nie było o to trudno, bo niestety Wielki Franco trenerem okazał się marnym. Nadar często zmieniał ustawienie zespołu (a to grał czwórką w obronie, a to trójką, by nagle wystawić defensorów pięciu) i lubował się w przekładaniu zawodników z jednej pozycji na drugą - złośliwi mówią, że przez te cztery lata nie zdarzyło mu się ani razu wystawić jednakowej defensywy w dwóch kolejnych meczach. Zarzucano mu również całkowity brak wyczucia w kwestii zmian (przeważnie były spóźnione lub zupełnie bezsensowne), a także podejście z serii "jak nie wiesz, co robić, to nic nie ruszaj", przejawiające się tym, że bardzo często w ogóle nie dokonywał zmian w trakcie spotkania. Do tego kłócił się z zawodnikami, ich rodzicami, a także własnymi współpracownikami i wyraźnie faworyzował swoich pupili, którzy przeważnie nie byli najlepszym z możliwych wyborów. Pomimo tego wszystkiego, był nie do ruszenia, gdyż jego wielkim obrońcą był sam prezydent Berlusconi. Taveggia znalazł jednak prosty sposób: Primaverę powierzył Filippo Galliemu, a Baresiego przesunął tam, gdzie nie mógł zbyt wiele narozrabiać - do drużyny Berretti, skutecznie omijanej przez najzdolniejszych graczy (ci przeskakują z Allievi Nazionali prosto do Primavery) i powszechnie uznawanej za przechowalnię dla graczy, którzy nie są gotowi lub wystarczająco dobrzy, by reprezentować Primaverę. Pierwsze efekty pracy Galliego są już widoczne: młodzież ćwiczy jedno ustawienie, a na boisko wybiegają najlepsi, a nie pupile (dość powiedzieć, że młody Ancelotti regularnie grzeje ławę). I choć dziś tak naprawdę nie wiadomo, czy Taveggia nadal jest odpowiedzialny za sektor młodzieżowy (zniknął ze schematu organizacyjnego klubu na oficjalnej stronie internetowej, a niektóre źródła podają, że schedę po nim przejęli do spółki Ariedo Braida i Ruben Buriani), to mam nieodparte wrażenie, że poczynił ważne kroki w odpowiednim kierunku. Wróćmy jeszcze na chwilę do krytyki ze strony Maldiniego, który za wzorce podaje szkółki Interu i Juventusu. Nie trzeba było długo czekać na reakcję Gallianiego. Wujek Fester nieźle się oburzył i rzekł, że w wyjściowych jedenastkach obu wspomnianych zespołów niewielu jest wychowanków. Dodał też, że w Serie A gra obecnie 9 piłkarzy pochodzących ze szkółki Milanu. Swoją drogą, to ciekaw jestem, czy ta dziewiątka jest w komplecie wychowankami zgodnie z normami UEFA i czy się przypadkiem nie pomylił i nie gadał o piłkarzach zwyczajnie wypożyczonych z Milanu. Tak czy siak, Galliani szybko się zreflektował i dodał, że oczywiście nie są to piłkarze światowego formatu. Zapomniał tylko, że ten światowy poziom można osiągnąć. Przecież Maldini, Baresi czy Costacurta też nie byli piłkarzami światowego formatu, gdy dołączali do pierwszego zespołu - zostali nimi z biegiem czasu. Szkoda też, że w swych rozważaniach na temat innych szkółek młodzieżowych nasz łysol nie raczył zauważyć, ilu ciekawych juniorów ociera się o kadrę pierwszego zespołu Juve lub ogrywa się na wypożyczeniach. Poza tym zdolna młodzież to nie tylko możliwość taniego uzupełnienia drużyny, ale także szansa na zysk: jeśli młodzian jest dobry, ale nie mieści się w planach klubu, można go spieniężyć, lub wykorzystać do obniżenia ceny przy zakupie któregoś ze wzmocnień. I tu się kłania przypadek Martinsa, sprzedanego przez Inter do Newcastle za kwotę bliską 15 mln euro. My pewnie długo jeszcze będziemy musieli czekać na podobny transfer. Ale nie zaprzątajmy sobie tym głowy, bo w tej chwili ważniejszą kwestią jest znalezienie 4 wychowanków na przyszły sezon. Pewne jest, że nie będzie już Maldiniego. Pozostaje Brocchi oraz Darmian, który tym razem ma być przeniesiony do pierwszej drużyny w pełnym tego słowa znaczeniu. Kandydatów do dwóch pozostałych miejsc jest kilku. Najpoważniejszym jest z pewnością Lino Marzoratti, który całkiem nieźle radzi sobie w Empoli. Wysokie notowania ma także Alberto Paloschi, który w tegorocznej edycji Coppa Italia zaliczył 2 trafienia. Coraz więcej mówi się też o Paolo Sammarco z Sampdorii, który nieśmiało przymierzany jest do roli vice-Pirlo. W kolejce czekają również Luca Antonelli z Bari, Davide Di Gennaro z Bologny, Ignazio Abate z Empoli i Alessandro Matri z Cagliari, a także kilku piłkarzy z Primavery. Ale konia z rzędem temu, kto trafnie przewidzi przyszłoroczną czwórkę wychowanków. Myśląc dziś o przepisach UEFA dotyczących wychowanków, tęsknię trochę do czasów, gdy szkółka Milanu stawiana była za wzór na całym świecie. Bo chociaż nie brakowało wielkich transferów, to przecież szkielet Nieśmiertelnych Sacchiego i Niezwyciężonych Capello stanowili wychowankowie: Baresi, Maldini, Costacurta, F. Galli, Evani, Albertini… Już wkrótce przyjdzie nam się przekonać, jaką rolę odegra narybek z Milanello w ekipie Ancelottiego. Pozostaje nam mieć nadzieję, że nie będą tylko wypełniaczami na liście A, lecz pełnoprawnymi i pełnowartościowymi członkami zespołu. Bo każdy figurant oznacza teoretycznie jednego mistrza mniej. TomekW |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |