![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
|||
![]() |
||||
|
21.07.2010 Od słupka: Cicha wojna Kibice Milanu już dawno temu przyzwyczaili się do tego, że Silvio Berlusconi musi od czasu do czasu mieć swoje przysłowiowe pięć minut. Nie inaczej było wczoraj, kiedy patron rossonerich przekształcił niedoszłą pierwszą konferencję prasową Maxa Allegriego w prywatne show. W wystąpieniu Berlusconiego nie zabrakło przechwałek, mądrości taktycznych, a także szpilek wbijanych w plecy dotychczasowego opiekuna rossonerich. Były też peany pochwalne pod adresem Ronaldinho, określonego jako „najbardziej decydujący piłkarz w historii”, oraz zapewnienia, że nowy kontrakt Brazylijczyka to tylko formalność, bo on przecież zakończy swą karierę w Milanie. Wielu pukało się w czoło, pytając, czy premier sobie żartuje, czy faktycznie stracił już kontakt z rzeczywistością. Zapomnieli jednak, że Berlusconi to mistrz manipulacji i specjalista od kreowania wizerunku. Facet bezwzględnie realizujący swoje plany. Tak uczynił również wczoraj, kiedy wyraził zgodę na odejście Ronaldinho. Odejście na warunkach Milanu. Zdziwieni? Wygląda na to, że nie czytaliście miedzy wierszami. A przecież wypowiedzi Berlusconiego właśnie tak należy analizować... Sprawa Ronaldinho jest kwestią bardzo złożoną. Umiejętności techniczne Brazylijczyka nie podlegają dyskusji, ale jego zaangażowanie i profesjonalizm wzbudzają spore wątpliwości. Nie ma już wielkiego celu w postaci zbliżającego się Mundialu, który wyzwalał w Dinho uśpione pokłady ambicji. Zabraknie też Leonardo – człowieka, który potrafił znaleźć wspólny język z Gaucho i wykrzesać z niego tyle, ile się dało. Kontrakt dobiega końca, a piłkarz zdaje sobie sprawę, że obecny Milan nie ma ani zamiaru ani możliwości spełniać jego zachcianek finansowych. Allegri natomiast jasno i wyraźnie dał do zrozumienia, że olewackie podejście Brazylijczyka nie będzie tolerowane i wymagać się będzie od niego pełnego zaangażowania. Ronaldinho to talent czystej wody o mentalności dziecka, któremu wydaje się, że skoro ma nieprzeciętne umiejętności, to nie musi się przykładać. Po co więc ma się męczyć u Allegriego i zasuwać, by potem dostać ofertę przedłużenia umowy za 4 miliony rocznie, skoro Flamengo obiecało mu 6 baniek, a LA Galaxy jest skłonne dać jeszcze więcej? Nic dziwnego, że braciszek agent już kombinuje, co potwierdzają działacze Flamengo, którzy nie ukrywają, że De Asis sporo im naobiecywał. Ich problem polega jednak na tym, że o ile pensję gracza opłaciliby pewnie sponsorzy, o tyle na kartę Dinho ich po prostu nie stać. A Milan za darmo go nie puści. Berlusconiemu można wiele zarzucić, ale na pewno nie to, że jest głupi. Nie stracił też kontaktu z rzeczywistością i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak mają się sprawy. Ma po prostu swój niepowtarzalny styl załatwiania spraw. Rzekłbym wręcz, że on kreuje rzeczywistość, dopasowując ją do swoich potrzeb. Nie ma bowiem wątpliwości, że Berlusconi otacza się aurą człowieka sukcesu i chce aspirować do miana wszechwiedzącego i nieomylnego. Widzieliśmy to przy okazji sprzedaży Shevchenki, kiedy to właśnie na Ukraińca posypały się gromy, podczas gdy Silvio odgrywał dobrego ojca, któremu syn marnotrawny czmychnął właśnie z domu. Już wtedy pojawiały się nieśmiałe sugestie, że pożegnanie z Shevą było postanowione odgórnie, a Andriy zbyt wiele zawdzięczał prezydentowi i z ciężkim sercem przyjął na klatę łatkę sprzedawczyka i niewdzięcznika. Potem była sprawa Kaki, którego sprzedaż była planowana z wyprzedzeniem, a plany te obejmowały również sprowadzenie Ronaldinho. Jednak Berlusconi nie docenił ambicji chłopaka i wyszła z tego styczniowa szopka z gościnnym udziałem Manchesteru City. Po zakończeniu sezonu Silvio znów gotów był założyć maskę oszukanego dobroczyńcy, któremu nóż w plecy wbija kolejny pupil do spółki ze swoim pazernym tatusiem. Wielu kibiców ruszyło jednak głową, bo to, że zachłanność inżyniera Bosco nie jest jedynym powodem, było ewidentne. Z pomocą Berlusconiemu przyszła wtedy recesja. Bo przecież „jest kryzys, więc jako premier nie mogę szastać pieniędzmi” brzmi lepiej niż „szkoda mi kasy”. Teraz zaś przyszedł czas na Ronaldinho, którego chęć odejścia stawia prezydenta w niezręcznej sytuacji. Z jednej strony jest perspektywa dalszej naprawy klubowego komina płacowego, ale z drugiej mówimy o gościu, który przybył do Milanu jako marzenie prezydenta. A nasz megaloman nie może sobie pozwolić na taką rysę na wizerunku, jak otwarte pozbycie się rzekomego pupila, nawet mimo tego, że upadł już mit Milanu, który nie sprzedaje swoich największych gwiazd. Zwłaszcza, że tym razem w kolejce po gwiazdora nie ma nikogo z przesadnie wypchanym portfelem. Ale Dinho naraża teraz na szwank reputację i przerośnięte ego Berlusconiego, a to oznacza wojnę. Toczy się ona cichutko z dala od kamer i mikrofonów. Wczoraj Silvio wygrał bitwę, która najprawdopodobniej zapewniła mu końcowe zwycięstwo: inteligentnie odbił piłeczkę w stronę Brazylijczyka. Dał do zrozumienia wszystkim, że Milan chce zatrzymać Ronaldinho i przedłużyć mu kontrakt. Teraz decyzja należy do Gaucho: albo zostanie na warunkach Milanu, albo ostatecznie udowodni wszystkim, że jest mało ambitnym człowiekiem, który woli robić za atrakcję w jakiejś podwórkowej lidze i imprezy do rana niż poważne wyzwania w jednym z najważniejszych klubów świata. Teraz to Brazylijczyk znalazł się między młotem a kowadłem. Czy jest gotów wybrać bramkę numer dwa i zejść ze sceny? Osobiście wcale bym się nie obraził, gdyby doszło do pożegnania z Ronaldinho. Zarówno w przypadku Shevchenki, jak i Kaki, Berlusconi okazał się zwycięzcą, bo ani Ukrainiec ani Brazylijczyk (póki co) nie zdołali w nowych klubach nawiązać do swych złotych momentów z okresu gry w chwalebnej czerwono-czarnej koszulce i wyszło na to, że ich nabywcy zdrowo przepłacili. Po ich odejściu Milan się nie zawalił. Wręcz przeciwnie: po Shevie była Liga Mistrzów, Superpuchar Europy i Klubowe Mistrzostwo Świata, a po Kace klub spisał się lepiej niż rok wcześniej, walcząc niemal do końca o scudetto, podczas gdy latem byli i tacy, którzy wieszczyli mu degradację. Nie mam nic przeciwko temu, by sztuczkę ze sprzedażą największego gwiazdora powtórzyć po raz trzeci. Z jednym małym zastrzeżeniem: niech tym razem znajdzie się poważny i perspektywiczny następca, którego w tych dwóch wcześniejszych przypadkach zabrakło. Bo naprawa komina płacowego to nie wszystko. TomekW |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |