![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
|||
![]() |
||||
|
26.08.2008 Od słupka: Bajka o Księciu Starzec kiwał się w bujanym fotelu koło kominka i popijał gorącą herbatę. Wokół niego na podłodze i dywanie zgromadziła się gromadka dzieci. Spojrzał na nie z uśmiechem i zapytał: - „To o czym chciałyby dziś usłyszeć moje kochane prawnuczęta?” - „O smoku!” – zakrzyknął jeden z chłopców. - „Nie! O smoku słyszeliśmy już tyle razy, dziaduniu. Opowiedz nam bajkę, której jeszcze nie słyszeliśmy” – przerwała mu starsza siostra malca. - „Hmm... Co powiecie na bajkę o Księciu?” – zapytał starzec. - „Taaaaak!” – krzyknęły dzieci chórem. „Opowiedz o Księciu!” - „Słuchajcie zatem...” „Dawno, dawno temu było sobie potężne królestwo rządzone przez bogatego i ekscentrycznego Króla. Lata jego rządów „Złotą Erą” są dziś zwane, bo monarcha ten największym był władcą w całej królestwa historii. Miał Król wówczas armię potężną – zawodową jako się teraz rzecze – z najznamienitszych najemników z całego świata złożoną. Bitne to były chłopaki i wiele wygrali wspólnie, chwały królestwu całemu przysparzając. A był wśród nich hetman jeden, przez Króla szczególnie umiłowany. Do armii królewskiej dołączył w roku Wielkiego Jubileuszu i od czasu tego postrach siał pośród wrogich wojsk, na przydomek „Wicher pasji” uczciwie zapracowując. „Carem ze Wschodu” był też przez niektórych zwany, choć prostym synem szewca będąc, krwi carskiej w swych żyłach nie miał nawet odrobiny. Umiłował go jednak Król – jako już rzekłem wcześniej – i jak syna swego traktował, przez co Księciem zwykło się go tytułować. A wojak był z niego niezrównany, bo każdą bronią posłużyć się potrafił jednakowoż skutecznie. Lat siedem w królewskiej armii Książę służył i wrogów licznych pokonać dopomógl, a trofeów tyle królewska świta wtedy zdobyła, że potem wóz wielki trza było wynająć, co by je ludowi wiernemu móc zaprezentować. Uzyskał też bohater tej opowieści wiele osobistych wyróżnień, drogocenną Złotą Kulę w to wliczywszy. Nadszedł jednak dzień smutny, w którym świat wieść obiegła, że nosi się Książę z zamiarem opuszczenia królestwa, by Armię Niebieską zasilić.” „Mało kto spodziewał się tego, co w roku Wielkiej Zamieci nastąpiło. A był to rok pechowy nie tylko dla królestwa, ale i dla oponentów jego, bo pod wyrokami Trybunału ugieły się także kolana tych, co tarcze z orłem i fiołkiem dzierżyli. Najsrożej jednak pokarano tych spod znaku zebry, bo status królestwa na rok utracili, a rządzący triumwirat na banicję zesłano. Oberwało się i królestwu, w którym nasz Książę służył, bo Kanclerz, prawą ręką Króla będący, wdał się w podejrzane interesy i gniew Trybunału na swą łysą głowę ściągnął. Przed szafotem jednak się potem wybronił, bo monarcha zrazu pomiarkował, że Trybunał na nędznych poszlakach swe wyroki ferował. To jednak już zza wielkiej wody widział Książę, bo nim sankcje srogie ustalono, dawno w szeregach Armii Niebieskiej szykował się do potwierdzenia jej dominacji w Krainie Mgieł. Przesłanki pierwsze ku temu, co nastąpiło, już rok wcześniej niektórzy odgadli, gdy kłócił się Książę z Generałem w koszarach w dniu rozpoczęcia przygotowań do nowej kampanii. A ranny był wtedy nasz hetman, bo wróg mu twarz rozorał w potyczce i właśnie o szczegóły leczenia posprzeczał się wówczas z głównodowodzącym. Potem nieraz widziano Księcia rozeźlonego, gdy Generał innych wojowników w bój zamiast niego wypuszczał. Aż dzień ten nadszedł, kiedy poszedł nasz hetman do Króla, by o przyszłości swej porozmawiać.” „Wiedzieć wszak musicie, że choć najemna armia to była i w teorii walczyć mogła dla tego, kto im więcej zapłacił, to jednak pilnie przestrzegano, by dane słowo było dotrzymywane, a łamiących je ciężkimi sankcjami karano. Poszedł więc Książę do Króla, by o zwolnienie ze służby prosić i względami rodzinnymi swą prośbę argumentował. I zgodził się monarcha, choć cios był to dla niego straszny, lecz Księcia jak syna miłował i na drodze do szczęścia stawać jego rodzinie nie chciał. Mówiono potem, że do wyrażenia zgody namówiły Króla dzieci. Że zarządzająca królewskim skarbcem Królewna aż się śliniła na sztaby złota, które za zwolnienie Księcia przysłano z Krainy Mgieł. Że radował się wielce Królewicz, który do żony Księcia bezskutecznie smalił cholewki nim ta Księżną została. Ale posród ludu wieść rozesłano, że to właśnie żona Księcia do jego odejścia doprowadziła, bo o tym, że z małżonką Wielkiego Mistrza Niebieskiej Armii się przyjaźniła, każdy wiedział. Mężowi wciąż marudzić miała, bo ponoć ogromnie jej się w królestwie nudziło i życia na dworze innym sprobować zapragnęła. Mówiono też, że Księcia skusiły wypchane po brzegi sakwy i obietnica zostania największym hetmanem Niebieskiej Armii. I skupił się cały gniew ludu na książęcej rodzinie, zwłaszcza że powodem odjazdu oficjalnie ogłoszono konieczność kształcenia syna na lingwistę. A i sam Książę nie pomógł, bo instynktem wiedziony herb nowy całować począć, gdy swą klasę po raz pierwszy na moście Stamforda prezentował. Nie wiedział on wtedy jeszcze, że pałac ten piękny, w którym zamieszkał, więzieniem się wkrótce stanie i decyzji swych żałować mu przejdzie.” „Nie chwal dnia przed zachodem słońca, mówić się zwykło i o mądrości tej Książę przekonał się rychło. Gdy entuzjazm początkowy zastąpiła szara codzienność, zagłębił się on w nią i cień samego siebie począł prędko przypominać. Inni hetmani spode łba nań patrzyli, bo łaskami Wielkiego Mistrza się cieszył, przez co o donosicielstwo go podejrzewali i współpracować z nim w bitwach zbyt ochoczo nie chcieli. Nie pałał też sympatią do Księcia ówczesny Generał Niebieskiej Armii, który w swej taktyce bitewnej miejsca dla niego nie widział, co potem dość często odczuć mu dawał. Patrzył więc nasz hetman z nostalgią w przeszłość i o swych decyzjach często rozmyślał z żalem. Na margines zepchnięty, począł do Króla słać prośby, by go łaskawie z powrotem sprowadził. Po roku z byłymi kompanami bratać się nawet pojechał, lecz Król ruchu nie wykonał, bo rana wciąż nie zagoiła się do końca, a i lekcji poglądowej Księciu chciał udzielić. Pozostał więc biedaczyna w Krainie Mgieł i tam gorycz raz po raz przełykać musiał. Nadzieja weń wstąpiła, gdy Generał – ranny w bitwie z Wikingami – zwierzchnictwo nad armią oddał. Nowy Generał dał mu szansę i nawet się wydawało, że do pełni chwały Książę powrócić zdoła. Wtedy jednak ranę odniósł nieborak, co go z dala od bitew i chwały na długi czas trzymało. Wciąż do Króla słał posłańców i o wybawienie prosił, aż ten wreszcie ogłosił, że syna swego przybranego z otwartymi ramionami przyjmie. Księżna też tej opcji ochoczo przyklasnęła, bo od czasu, gdy Wielki Mistrz precz posłał swą małżonkę, nudziło się na jego dworze niemiłosiernie, a i o szczęściu męża wreszcie myśleć zaczęła.” „Poczęli więc do powrotu się szykować, gdy dnia pewnego Wielki Mistrz im oświadczył, że puścić ich nie zamierza, bo na śmieszność by go to naraziło, iż hetmana swego ulubionego odsyła za drobne do tych, którym dwa lata wcześniej wielkim kosztem go wyszarpał. Posmutniał więc Książę i – marzyć nie przestając – liczyć począł na to, że kolejna zmiana Generała szczęście mu przyniesie. Ten jednak na starcie go skreślił i to Wielkiemu Mistrzowi jasno oświadczył. Być może dlatego właśnie udało się wreszcie Księciu przekonać swego władcę, by na powrót zezwolił. Wielki Mistrz z Królem uzgodnili, że szczegółów porozumień finansowych nie zdradzą, co by Niebieskim wstydu oszczędzić. I zakrzyknęli radośnie Król i Kanclerz jego lojalny, bo oto wracał do domu syn marnotrawny. Wracał upokorzony i z podkulonym ogonem. Ale wiedzieli, że wielce może być jeszcze przydatny. Że nawet jeśli na polu bitwy już nie zabłyśnie, to jednak młodym hetmanom opowiadać będzie, jak to na własnej skórze się przekonał, że pieniądze szczęścia nie dają, a rodziny – nawet tej przybranej – się nie opuszcza. A że wierzyć mu będą, wiedzieli, bo choć miejsca w panteonie herosów królestwa sam się swymi decyzjami zrzekł, to dla wielu wciąż żywą legendą pozostawał. I wrócił tam, gdzie jego dom, by odzyskać to, z czego zrezygnował. A ci, którzy mu do tego czasu wybaczyli, wyszli go powitać i radośnie śpiewali. Koniec.” - „To nie może być koniec, dziadku!” – krzyknął malec siedzący na dywanie. - „Właśnie! Chcemy wiedzieć, co dalej było z Księciem i jego żoną!” – wrzasnęła jego siostra. - „Powiedz nam, czy Książę znów był wielkim bohaterem i czy uzyskał przebaczenie swego ludu! Prosimy, dziadku Andriyu!” – dodało kolejne dziecko. - „To historia na całkiem nowe opowiadanie, moi drodzy. Poznacie ją innym razem. A teraz chodźmy już do kuchni, bo babcia Kristen woła na kolację.” TomekW |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |