20.10.2007
Milanicja Obywatelska: Zgasić światła na San Siro

W całym mnóstwie służących tłumaczeniom śpiewek, jakie mają w swoim repertuarze ludzie Milanu, dość popularna jest jedna. Ancelotti, Galliani czy niejeden piłkarz lubią po nieudanym meczu (najczęściej u siebie) z rozbrajającą szczerością stwierdzić, że rossonerim trudno gra się przeciw ekipom, które w starciach z nimi nastawiają się tylko na defensywę, które tuż przed bramką – jak mawia Jose Mourinho – parkują swój klubowy autobus. Z jednej strony trudno nie przyznać takiemu punktowi widzenia racji – nie każdy trener słabeusza rozkaże swoim podopiecznym pójście na wymianę ciosów z Milanem, bo skończyć mogłoby się to śmiercią na miejscu. Dlatego rzecz to już w futbolu normalna – szczawik przyjeżdża w gości do mocarza i się muruje, licząc, że jakaś jedna przeprowadzona przypadkiem akcja pozwoli meczu nie przegrać.

Co na to faworyt (w szerszym sensie)? Ano, jaka by nie była obrona przeciwnika, stawia sobie za cel jej pokonanie. Zazwyczaj wie, że łatwo być nie musi, ale skoro jest świadom, że przewaga leży po jego stronie – stara się ją wykorzystać. Mecz meczowi nierówny – można w łatwy sposób uporać się z silną ekipą, a można i cierpieć męki okrutne w spotkaniu z autsajderem. To drugie wszak często spotykane – do wymienionych wyżej powodów dołożyć starczy tylko niewielkie, najczęściej podświadome zlekceważenie ze strony faworyta i może się okazać, że będzie szło jak po grudzie.

Podopiecznym Ancelottiego wiodło się tak w ostatnim czasie bardzo często. Dość wspomnieć, że w dniu niedzielnego meczu ze… słabeuszem, trzecim od końca Empoli, minie równe pół roku, od kiedy Milan wygrał ostatni raz na San Siro w spotkaniu ligowym. Niby to tylko pięć spotkań i nie wszystkie trzeba traktować poważnie, ale jak na ACM sam fakt lekko porażający, zupełnie jak te rzekome materiały Leppera na Kaczyńskiego. Przyda się niedzielna wygrana, potrzebna nie tylko dla utrzymania rosnącego stanu morale, ale i dla przełamania tej serii nienajlepszej. Tylko co, jeśli i Empoli wjedzie autokarem na murawę?

Trochę licho z rozwiązaniami Carletto na takie sytuacje. Jego ekipa nieraz waliła głową w mur – pamiętacie mecz z Catanią? – i w waleniu tym się tylko zatracała. A przecież jeśli kto mocny jest, wtedy i oko ma bystre i głowę trzeźwą, żeby autobus z pola karnego przeciwnika przepędzić. No niech będzie tylko przytoczon ten ostatni mistrzowski sezon, przełom lat 2003 i 2004. Wtenczas ładny bilans w Mediolanie się wykręciło, z murarzami dało radę się uporać, bo i przewagę potrafiło się wykorzystać i rozwiązań sto miało na różne sytuacje. A teraz Milan jakiś taki spłaszczony, jeśli Kaka nie strzeli, jeśli Pirlo nie zanotuje jakiegoś look-but-surprising-passa, albo jeśli Gilardino nie padnie jak długi w polu karnym, to i spektrum możliwości rossonerich się drastycznie kurczy.

A wystarczy konsekwencja w swoich poczynaniach. To, co sami zaprezentowali w spotkaniu o Superpuchar Europy, będąc w opałach. To, czego nie potrafili wykorzystać do przechylenia szali na swoją korzyść w spotkaniach niewygranych. Choć piłka słuchać się nie chciała, choć w grach, wydawało się rozstrzygniętych, zatrzymywała na słupkach pionowych i poziomych, brak wytrwałości (trzy razy Milan prowadził, a nie potrafił dowieźć zwycięstwa do końca), on właśnie, odjął dodatkowe szanse i dał handicap przeciwnikowi. A przecież potrzebne instrumenta rossoneri podobno posiadają.

Konsekwencja, jaką odznaczyła się reprezentacja Polski w niedawnym spotkaniu z Kazachstanem. Łatwo było wpaść w nurt pod hasłem „nie idzie”, ale charakterem dało radę wygrzebać się z trudności. Charakter, świetne słowo, to jedno z ostatnich, jakie użyłbym w kontekście obecnego Milanu. Tak, pamiętam Manchester i Bayern, lecz co komu z charakteru od święta?

Polakom pomogła - to już legenda - awaria oświetlenia. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby podobnie stało się na San Siro, gdy przeciwko czerwono-czarnym źli przybysze założą potrójne zamki. Szkoda tylko, iż ligowy mecz z Empoli odbędzie się o 15.

Radeo



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone