![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
|||
![]() |
||||
|
22.03.2008 Zamiast felietonu Jakiś czas po odpadnięciu Milanu z Champions League przyszła pora na uporządkowanie myśli w ramach publicystyki ACMilan.PL. Jeśli zna się speca od Milanu, z którym po takim meczu jak ten z Arsenalem można przegadać pół nocy, to warto nie uronić ani kropli z takich dyskusji i podzielić się nimi z innymi. W dwa tygodnie po klęsce z Anglikami, w okresie, gdy rossoneri ze zmiennym szczęściem rozpoczęli swoją walkę o europejski byt, zapytałem mojego rozmówcę o rzecz, której w różnych czerwono-czarnych kręgach poświęca się teraz najwięcej przemyśleń. Zapytałem o przyszłość Milanu. Radeo: Media są raczej zgodne - rewolucji w Milanie nie będzie. Mówi się o zmianach ewolucyjnych, ale czy nie jest tak, że ewolucja ta, która w poprzednich latach miała nieść progres, przyniosła regresję? Co w dzisiejszej sytuacji klubu może zrobić Berlusconi? TomekW: Rzeczywiście nastąpiła pewna regresja. Zwykle proces wzmacniania drużyny polega na tym, że kupuje się kogoś do pierwszej jedenastki, wygryziony ze składu piłkarz zostaje zmiennikiem, a dotychczasowy rezerwowy wypada z gry jako najsłabsze ogniwo. W przypadku Milanu był pewien problem, bo w ostatnich latach byliśmy naprawdę silnym zespołem, a takie drużyny bardzo trudno jest wzmacniać. Ale tam, gdzie nie można czegoś poprawić, powinno się przynajmniej utrzymać poziom. Kiedy pierwszy skład jest tak mocny, można przynajmniej ulepszać ławkę rezerwowych. Tymczasem w Milanie wyjściowa jedenastka stała w miejscu, a ławka ulegała degradacji. Dlatego właśnie przestaliśmy się liczyć w lidze, która wymaga posiadania wyrównanej drużyny. Także w Lidze Mistrzów mogliśmy liczyć tylko na pierwszy skład. Powiedzmy sobie szczerze, w rewanżu z Arsenalem Ancelotti nie miał do dyspozycji nikogo, kto mógłby zmienić oblicze drużyny i losy dwumeczu, wchodząc z ławki. Jednak żadnej rewolucji nie należy się spodziewać. Zwłaszcza, że Berlusconi doskonale wie, czym grozi zbyt duża wymiana piłkarzy - jedyna rewolucja, jakiej dokonał, przyniosła najgorsze sezony w historii jego prezydentury. Szkielet zespołu jest, a teraz należy go mądrze wzmocnić. Ale nie tylko w kwestii zawodniczego zaplecza konieczna jest poprawa. Coraz częściej ci „podstawowi” gracze się gubią. W Milanie nie ma piłkarzy stworzonych do gry na skrzydle (Cafu i Serginho już się nie liczą), a pomoc jest przewidywalna aż do bólu. Mówisz, że jedyna rewolucja kadrowa sprzed lat przyniosła opłakane skutki. A przecież później, w latach 2001 – 2003, nastąpił okres hiperewolucji. Kaładze, Nesta, Cafu, Pirlo, Seedorf, Kaka, Rui Costa czy Inzaghi, którzy wtedy przyszli, sprawili, że nastała nowa, jasna epoka w dziejach klubu. Dlaczego nie da się tego powtórzyć? Da się to powtórzyć, ale tym razem nie będzie już tak łatwo. Wtedy Berlusconi nie wahał się sięgać do kieszeni. Teraz jest zupełnie inaczej. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie wypowiedzi prezydenta, by zrozumieć, że Milan nie będzie szalał na rynku transferowym. Wprawdzie Berlusconi zapowiada wzmocnienia, ale jednocześnie popiera redukcję liczebności kadry. A to oznacza, że pieniędzy na transfery szukać będziemy w pensjach obecnych zmienników. To zaś zmusi naszych działaczy do znajdowania dobrych zawodników za małe pieniądze. Ale zawsze jest ryzyko, że Galliani i spółka pójdą na łatwiznę i zaserwują nam kolejną gasnącą gwiazdę z przeceny, albo ściągną kolejny antyk na zasadzie wolnego transferu. Żeby powtórzyć ewolucję z lat 2001-2003 należałoby powrócić do starej polityki sprowadzania co rok wielkiego mistrza na każdą pozycję. I tak jak mówiłem na początku: przychodzący musi być w stanie wygryźć kogoś z wyjściowego składu, albo przynajmniej być dla niego poważną konkurencją. A tego w Milanie ma. Niby parę transferów z okresu post 2003 to założenie spełniło - ale Stam i Crespo to już odległa przeszłość, Jankulovski i Oddo mieli bardzo ułatwione zadanie, a jeden Pato w chwili obecnej to wydaje się za mało. Gallianiego postrzegasz - jak sam pisałeś - jako żywą tarczę, zbierającą cięgi zamiast Berlusconiego. On sam paru błędów się nie ustrzegł i wydaje mi się, że nie jest już taki skuteczny jak kiedyś. Może więc oponenci łysola nie są bez racji i zgodnie z ich sugestiami, trzeba posłać Adriano w odstawkę? Czy ktoś w rodzaju rzutkiego menedżera nie wpłynąłby lepiej na Berlusconiego i przekonał do swoich (to ważne słowo) pomysłów? Leonardo? To nie Galliani stracił skuteczność. To Berlusconi nie jest już tak skłonny do wydawania pieniędzy, bo mająca coraz większe wpływy córka każe mu pilnować bilansów. Zauważ, że od kilku lat Milan kończy rok na plusie, a nowe transfery dokonywane są głównie dzięki wpływom ze sprzedaży zawodników. Wszystko wskazuje na to, że i w czasie tegorocznego mercato pod młotek pójdzie kilku mniej potrzebnych lub niesprawdzających się piłkarzy, a klub będzie starał się obniżyć ceny za nowe nabytki, oferując w rozliczeniu zawodników, którzy obecnie przebywają na wypożyczeniach. To oczywiście jest dobre z ekonomicznego punktu widzenia, ale z pewnością ogranicza pole manewru Gallianiego. To samo czeka ewentualnego następcę łysego, niezależnie od tego, kim będzie. Czyli wszystkie klucze w ręku Silvio, który podał do wiadomości, że zauważył zapalenie się czerwonej lampki. Teraz trzeba czekać na jego ruchy. Czy jednym z nich może być zwolnienie Ancelottiego, gdy temu nie uda się zdobycie czwartego miejsca w lidze? Stale deklaruje swoje wielkie przywiązanie do Carletto, ale mam przeświadczenie, że w razie czego mógłby zechcieć odwrócić od siebie uwagę i poświęcić trenera. A może mimo wszystko jest to konieczne posunięcie? Nie uważam, żeby zwolnienie trenera było konieczne. Taki krok mógłby mieć miejsce po Stambule, kiedy zespół był w szczytowej formie i być może potrzebował człowieka ze świeżą wizją. Teraz to właśnie zespół jest w rozsypce, więc najważniejsze jest odbudowanie go. Ancelotti dokonał cudu, doprowadzając na tron Europy i świata drużynę rozbitą przez calciopoli, osłabioną odejściem Szewczenki i pozbawioną dopływu świeżej krwi podczas mercato. Dlatego powinien dostać szansę wykazania się z tą nową, odbudowaną grupą, która powinna zapewnić mu szersze pole manewru i nowe możliwości taktyczne. Poza tym Berlusconi nie zwykł zwalniać trenerów - w czasie swej prezydentury zerwał kontrakt z zaledwie trzema: Tabarezem, Zaccheronim i Terimem. Reszta odchodziła sama, bądź nie miała przedłużanej umowy. Mogę się mylić, ale uważam, iż jedyną realną szansą na odejście Ancelottiego byłby słaby występ Włochów na Euro i propozycja zostania następcą Donadoniego. Załóżmy więc taki scenariusz - Milan zajmuje czwarte miejsce i w sierpniu gra o LM, Carlo Ancelotti zostaje, Maldini, Cafu, Serginho i na pewno ktoś jeszcze - odchodzą. Berlusconi zgodnie z zapowiedzią stara się wzmocnić drużynę, ale jak wiadomo, musi obejrzeć każdego eurocenta, zanim go wyda. Jak musi te pieniądze spożytkować, żeby zła transferowa tendencja w Milanie zmieniła kierunek, a wraz z nią wyniki zespołu (zwłaszcza na krajowej arenie)? Zanim Berlusconi i spółka zaczną oglądać te eurocenty, będą musieli je skądś wziąć. Liga Mistrzów nie przyniosła takich zysków, jak zakładano, a nie od dziś wiadomo, że Marina wychodzi z założenia, iż Milan musi zarabiać sam na siebie. Dlatego najpierw trzeba będzie sprzedawać, bo Fininvest wkroczy do akcji dopiero w ostateczności. Można się spodziewać, że klubową kasę zasilą pieniędze za Oliveirę. O ile pozostanie Maldiniego nikomu szkody nie przyniesie, o tyle kluczowe dla naszego mercato będą decyzje w sprawie przyszłości Cafu i Serginho. Jeśli pożegnamy obydwu, jest szansa naprawdę wzmocnić boki obrony. W przeciwnym razie należałoby rozbić romb w drugiej linii, bo bez wsparcia agresywnych bocznych defensorów jest on strasznie powolny i przewidywalny. Potwierdziłbym Oddo i Jankulovskiego oraz podziękował Favalliemu. Na liście odchodzących umieściłbym też Didę, Brocchiego i Gilardino. Nie obraziłbym się, gdyby spełniły się prognozy mediów i Milan ściągnął w ich miejsce Freya, Zambrottę i Flaminiego. Byłyby to dość solidne wzmocnienia, a do tego dokonane za rozsądną kwotę, bo prasa przewiduje, że cenę francuskiego bramkarza obniżyłby Gila, Zambrotta w chwili obecnej wiele nie kosztuje, a pomocnik Arsenalu dostępny jest z wolnego transferu. Pozostałaby kwestia następcy Gilardino i tu bardzo pomocna może okazać się znakomita forma strzelecka Borriello, który - w zależności od rozwiązania kwestii jego współwłasności - zapewni okrągłą sumkę lub niezłą kartę przetargową przy negocjowaniu poważniejszego transferu. Oczywiście istnieje ryzyko, że spełnia się inne prognozy mediów i zostaniemy z Didą, zamiast Zambrotty dostaniemy Cesara, Flamini przedłuży kontrakt, a do ataku sprowadzimy jakiś wynalazek. Nie bardzo wierzę w powrót Szewczenki, spodziewam się wypożyczenia lub sprzedania Gourcuffa i modlę się, byśmy nie czekali na Ronaldo. A ponad wszystko chcę wierzyć, że zapowiadane przez Berlusconiego okrojenie kadry będzie oznaczało stworzenie 18/20-osobowej grupy piłkarzy z górnej półki i uzupełnienie jej zdolną młodzieżą, która będzie uczyć się od najlepszych. Jak już mówiłem wcześniej, szkielet drużyny jest: 14 graczy z obecnej kadry może śmiało zacząć nowy cykl. Uważam, że cztery porządne transfery latem i wymiana dwóch najsłabszych ogniw zimą, to wykonalny scenariusz. Nie dostrzegłem wśród rozważanych przez ciebie opcji, propozycji dotyczącej ofensywnego pomocnika. Sami Kaka i Seedorf to za mało (świadomie pomijam Pirlo). Tego nie było widać gdy obaj byli zdrowi, gdy byli w formie, gdy grał z nimi Szewczenko. Ale dziś mamy Pato, który jeszcze nie potrafi odnaleźć z nimi zrozumienia, mamy powtarzające się kłopoty zdrowotne jak nie jednego to drugiego, mamy wreszcie wahania formy u obu – Seedorf to wręcz wilkołak, który budzi się tylko raz w miesiącu. Potrzeba takiego gracza, który gdy cała reszta twierdzi „tego nie da się zrobić”, on o tym nie wiedząc przychodzi i to robi. Celowo nie wymieniłem żadnego ofensywnego pomocnika, bo w Milanie jest w tej chwili kilka pozycji, wymagających pilniejszych zmian. Wzmocnienia potrzebne są bardziej na bokach obrony i w ataku. Jestem przekonany, że nasza pomoc grałaby lepiej, gdyby miała większe wsparcie właśnie ze strony bocznych defensorów oraz cofniętego napastnika. Oczywiście nie wykluczam transferu w linii pomocy, nawet dużego transferu. Ale wydaje mi się, że po latach bezskutecznych poszukiwań vice-Kaki, vice-Seedorfa i przede wszystkim vice-Pirlo, tym razem klub nie będzie szukał zmiennika dla wymienionych graczy, lecz spróbuje ściągnąć kogoś, kto będzie w stanie rozbić nasz skostniały romb i zaoferować zupełnie nową jakość w środku pola. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się jednak to, że nasza pomoc zostanie uzupełniona zdolnymi wychowankami, takimi jak wymieniony przez Ancelottiego Sammarco, czy też chwalony w Bolonii Di Gennaro. Pojawiały się plotki, że Carlo chciał latem sprowadzenia Ribery’ego, czemu sprzeciwił się Berlusconi. Czyli jednak Ancelotti mógł mieć plan rozbicia rombu. Ciekawie w tej formacji gra Roma, moim zdaniem mnogością rozwiązań ofensywnych bijąca nas na głowę. Nie obawiasz się, że nawet jeśli coś drgnie w skostniałej polityce transferowej Milanu, wciąż będziemy o krok za Interem i Romą? Ta ostatnia właśnie przełamała wieloletni monopol Milanu na bycie najlepszą włoską ekipą w Europie. Jeśli nastąpią zmiany, to będziemy w stanie walczyć jak równy z równym z Interem i Romą. Tego jestem pewien. Oba te zespoły biją nas ławką rezerwowych. U nas jest ona krótka i niewystarczająco silna, więc na dłuższą metę nie jesteśmy w stanie rywalizować w rozgrywkach, które wymagają systematycznego gromadzenia punktów. Z tego, że Roma zaszła dalej niż my w Europie, nie wyciągałbym na razie jakichś daleko idących wniosków. Czas pokaże, czy nie był to tylko incydent. Jeśli obawiam się czegoś w kwestii polityki transferowej, to głównie tego, że moglibyśmy dalej kroczyć ścieżką wyznaczoną w ostatnich 2-3 sezonach: sprowadzać kandydatów na piłkarskich emerytów i deformować konkurencję między zawodnikami, ograniczając ją jedynie do walki o miejsce na ławce rezerwowych. W porządku. Zmieniajmy schemat polityki transferowej, ale co z bądź co bądź mającym na niego wpływ rodzinnym charakterem Milanu? Co zrobić z będącym w potrzebie Ronaldo? Zachować się z sentymentem czy z rozsądkiem? A w wypadku Szewczenki? Uprawiać romantyzm i ściągać go z powrotem? Przypadek Ronaldo stawia nas w dość niewygodnej sytuacji. Przez lata Milan wypracował sobie wizerunek klubu, który nie zostawia w potrzebie tych, którzy doznali poważnych urazów walcząc o naszą czerwono-czarną sprawę. To nas odróżnia od Interu, który pozbył się nawet legendarnego Giuseppe Meazzy, kiedy ten doznał urazu nogi. Milan zaś dba o swoich piłkarzy. Wystarczy przypomnieć chociażby Inzaghiego, którego kontakt był kilka lat temu przedłużony w momencie, gdy ten leczył poważną kontuzję. W przypadku Ronaldo klub będzie musiał zachować się z sentymentem. Nie ulega wątpliwości, że powinniśmy zapewnić Roniemu wszelką pomoc niezbędną do przeprowadzenia skutecznej rehabilitacji. Jednak zachowanie się z sentymentem niekoniecznie musi oznaczać przedłużenie kontraktu. Zwłaszcza, że sam zawodnik do końca jeszcze nie wie, czy da radę wrócić. Jeśli zaś chodzi o Szewę, to nie jestem do końca przekonany, czy faktycznie jesteśmy zainteresowani jego powrotem. Berlusconi rzadko kiedy sprowadzał graczy, których wskazywał prasie jako obiekty zainteresowania klubu. Poza tym nasz prezydent znany jest z tego, że sowicie nagradza za lojalność, ale tych, którzy go zawiedli, lubi tępić. A odejście Andrija było dlań mocnym policzkiem. Wypowiedzi o Szewie mogą być jedynie grą, mającą na celu wyraźne pokazanie światu, jak kończą ci, którzy odwracają się od Silvio. Z drugiej jednak strony prezydent lubuje się również w odgrywaniu przed mediami roli dobrego i wyrozumiałego ojca, który z otwartymi ramionami przyjmie syna marnotrawnego. Tyle, że wciąż pozostaje niepewność, czy Gattuso, Maldini i Ambrosini mówią szczerze i Ukrainiec naprawdę nie będzie postrzegany w szatni jako intruz. To, że Ancelotti ucina temat, może oznaczać, że drużynie nie bardzo podoba się ten pomysł. Jedno jest pewne: jeśli Szewa faktycznie wróci, nie może być traktowany przez klub jako wielki transfer. Oprócz niego musi przyjść napastnik z najwyższej półki. Najwyższa półka swoją drogą, w Milanie zaniedbana jest także ta niższa, dotycząca sektora młodzieżowego. Widzisz szanse na szybkie podreperowanie tej części klubu? Paloschi - dobry zwiastun, czy jaskółka co wiosny nie czyni? Na podreperowanie tej niższej półki potrzeba kilku lat solidnej pracy nad mądrym projektem. Na szczęście po wprowadzeniu zapisu o zwiększaniu liczby obowiązkowych wychowanków w kadrze na Ligę Mistrzów, Milan zajął się sektorem młodzieżowym i wydaje mi się, że jesteśmy na dobrej drodze. Porozrzucane dotąd po różnych podmediolańskich boiskach drużyny juniorskie wreszcie mają wspólną bazę treningową, a Primavera ma możliwość pracy w Milanello. Kolejne grupy wiekowe ściślej współpracują ze sobą, więc przejście do starszej drużyny przebiega teraz płynniej. Postawiono na świetnych trenerów i wreszcie zaczęto sięgać po najbardziej utalentowanych chłopców również spoza regionu. Oczywiście nie należy się spodziewać masowego napływu do pierwszej drużyny nowych Baresich, Maldinich czy Albertinich, ale jestem przekonany, że piłkarze tacy jak Darmian, Di Gennaro czy Albertazzi będą silnymi punktami pierwszoligowych drużyn. A być może ktoś przebije się do drużyny seniorskiej. Paloschi jest na najlepszej drodze. Jak spoglądasz na "jutro" Milanu? Więcej niepokoju czy nadziei? Zdecydowanie więcej nadziei. Doszliśmy do punktu, w którym skończyły się wymówki. Trzeba zakasać rękawy i zabrać się do pracy. Liczę, że podczas tegorocznego mercato nasi działacze przestaną gadać i słowa obrócą w czyn. Kaká, Pato i Paloschi to dobry punkt wyjściowy. Oczywiście pozostaje też nutka niepokoju. I życzenie: oby tylko nie przyszło im do głowy powtórzenie zeszłorocznej sesji transferowej, podczas której ograniczyli się do sprowadzenia Emersona. Radeo |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |