Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


 

20.02.2006
Milanicja Obywatelska: Wiara, nadzieja, matematyka

Pozwoliłem sobie na drobną parafrazę słynnego cytatu biblijnego. Na czas trwania (jeśli można użyć takiego określenia) tego felietonu, największą cnotę boską zastąpiłem nazwą królowej nauk. Po co? Ano po to, aby otrzymać nową jakość. W jakim celu? Już tłumaczę.

W tabeli Serie A różnica między Milanem a prowadzącym Juventusem wynosi dziesięć punktów, choć była już większa. Do końca sezonu pozostało 12 kolejek. Wszyscy znawcy zdążyli obwołać Starą Damę mistrzem Włoch Anno Domini 2006. Wszyscy fani Juve, ba, nawet wielu kibiców ACM! Krucjata pod hasłem "już po ptokach" zatacza co raz szersze kręgi. Ale ja się nie dam! Nie! Schowam się przed tą dżumą w piwnicy, zabezpieczę się przed tym atakiem jądrowym za pomocą prześcieradła i nie dam się! Nie pozwolę, aby sucha baba z kosą przyszła do żywego człowieka. Co to, to nie! Ja wiem, że wam, prorokom zagłady, nie wystarczy proste matematyczne równanie. A mi tak! A teraz, drogi czytelniku, jeśli uważasz, że wiesz wszystko o działaniach matematycznych, opuść proszę następny akapit.

Jeszcze dwanaście kolejek do końca, do zdobycia więc 12 razy 3, a więc 36 punktów. Jeśli Rossoneri zdobyliby komplet (A dlaczego nie? Ma ktoś pomysł?), Juventusowi potrzeba ich 27. 8 zwycięstw, remis i trzy porażki - to byłoby za mało. A taki rezultat jest niewykluczony. Gdzie jest więc wasz problem?

Tomasze niewierni.

Ja też mam coś z takiego Tomasza. Nie uwierzę w scudetto dla biało-czarnych, póki nie zobaczę. Póki nie zobaczę odpowiedniej przewagi punktowej. Póki nie wybrzmi ostatni gwizdek sędziowski w ostatnim meczu mającym znaczenie.

Fascynujecie się piłką, najpoważniejszą rzeczą z tych najmniej poważnych, sportem, najmniej przewidywalną rzeczą z tych najbardziej przewidywalnych. Widzieliście wiele. Widzieliście Legię przegrywającą mistrzostwo w try miga (dosłownie) wiosną 1997. Widzieliście oczami wyobraźni Włochów wznoszących w 2000 puchar Henry Delaunay'a. Ba, widzieliście nawet marsz Donalda Tuska po prezydenturę.

OK, niech Carletto rzuci wszystkie siły na Ligę Mistrzów. Można tak wyważyć priorytety, prawdopodobieństwo zdobycia mistrzostwa kraju zmniejszyło się, choć nie jest równe zeru. Dlatego, jeśli nadarzy się okazja… a wszystko wróci do stanu zerowego… można będzie szale znowu wyrównać…

"You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one."

Z dokonania rzeczy najtrudniejszej ma się największą satysfakcję. Kiedy byłem dzieckiem, bawiliśmy się w różnych miejscach. Ale zawsze przedzierało się przez największe zarośla, właziło na największe drzewa, przeskakiwało przez największą kupę siana. Bo tak było najtrudniej, bo tak było najciekawiej, bo z tego była największa radość.

Nie pójdę na łatwiznę, nie postawię pieniędzy na Juventus.

Fani Liverpoolu czuli ogromną satysfakcję w tamten majowy wieczór, byli dumni ze swoich pupili. Wśród nich było jednak wielu, którzy byli też dumni z siebie. To ci, którzy nie przestali wierzyć w przerwie meczu.

Plotę bzdury, bo nie znam się na futbolu? Wiem. Dlaczego to robię?

"Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość."

Dlatego. I fakt, że Ancelotti jest słaby, a piłkarze nie mają motywacji, nie ma tu żadnego znaczenia.

Radeo



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone