Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


 

07.06.2006
Milanicja Obywatelska: [sic!]

Milkną już powoli płacze i szlochania po Szewczence. Jeszcze tylko podczas mundialu ten czy tamten milanista z żalem zerknie na jego popisy. Niejeden będzie mu w duchu kibicował, póki jeszcze miejsce po czerwono-czarnym trykocie nie zostało splamione błękitną klubową koszulką, póki jeszcze (zgodnie z tradycją) przy jego nazwisku znajdować się będzie nazwa klubu, którego barwy reprezentował ostatnio.

Ze stanowczością twierdziłem, że nie będę płakał po Andriju. Powtarzałem nawet słynne w pewnych kręgach słowa, żeby sobie szedł w p… okoju. Ale tęsknoty niełatwo się pozbyć. Im szybciej człowiek przyzwyczaja się do pewnych rzeczy, tym trudniej przywyknąć mu do ich braku. Nie dość, że po mistrzostwach będę czekał, aż tak jak wszyscy pozostali zażyje zasłużonego urlopu i wróci do Milanello, to gdy zobaczę go na boisku w Lipsku, Hamburgu czy Berlinie (a może jeszcze gdzie indziej), będę go widział na San Siro.

Niech tylko strzeli 3 gole Arabom, przypomną mi się wtedy hattricki przeciw Lazio, a przed oczami stanie obraz, kiedy po zdobyciu w Perugii trzech bramek w przeciągu siedmiu minut, "buty czyścił" mu Rino Gattuso. Wystarczy mały dublet z Tunezją, a błyskawicznie na myśl przyjdzie mi ten majowy wieczór, gdy dobijał Inter w pamiętnym spotkaniu, którego wyniku nie trzeba przypominać. Nie musi jednak zwracać uwagi liczbą bramek, każda jedna będzie coś znaczyć. Ale jeśli uda mu się zapakować piłkę do siatki z ogromnej odległości, ponad rozpaczliwie interweniującym bramkarzem, bramkarz ten w mgnieniu oka zamieni się w Buffona.

Gdy przyjdzie do wykonywania rzutu karnego (może decydującego w serii, np. z Francją w 1/8 finału?), moją uwagę przykuje ten jego wzrok, a jeśli dodatkowo Szewa spojrzy z nutką strachu w stronę arbitra - wiadome wspomnienie pojawi się natychmiast. Każdy jego charakterystyczny strzał głową przypomni Superpuchar Europy, czy mistrzowskiego gola z Romą w 2004 roku.

Każdy typowy dla niego zamach ręką przy strzale, każda charakterystyczna jemu radość ze zdobycia bramki, każdy znany już na pamięć gest, którym daje upust swojej sportowej złości… Z wszystkim, co do tej pory było "nasze" będzie okazja się pożegnać właśnie teraz.

Może być też tak, że nadchodząca impreza okaże się nieudana dla byłego napastnika Milanu. Wtedy, nie wiem dlaczego, skojarzę to nie z przeszłością, a przyszłością. Potraktuję to jako jakiś rodzaj przepowiedni. Nie, nie życzę mu źle. Nawet ktoś, kto do tej pory zarzucał mi, że nie wyraziłem wdzięczności Andrijowi za to, czego dokonał, teraz zmieni zdanie, bo właśnie uczyniłem to tym tekstem. Ale mistrzostwami zamykam rozdział oznaczony numerem 7. A przynajmniej chcę.

Radeo



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone