27.02.2007
Milanicja Obywatelska: Od Sypniewskiego do Boruca, czyli Polak w Milanie

Tekst niniejszy (i jego tytuł pośrednio) został zainspirowany ostatnim felietonem Rafała Steca z Gazety Wyborczej, w którym autor nawiązuje do pojawiających się we włoskiej i angielskiej prasie doniesień o zainteresowaniu Milanu polskim bramkarzem Arturem Borucem. O ile pan Stec stwierdza, że szansa na taki manewr ze strony Milanu wciąż pozostaje niewielka z racji mnogości personalnych wariantów branych przez mediolańczyków pod uwagę, o tyle nie wspomina o innej okoliczności mogącej powodować powstanie tej plotki. Plotki, bo na razie tylko w kategoriach pogłoski należy takową informację rozpatrywać, między innymi właśnie ze względu na tę drugą ewentualność. Nie przypadkiem omawiana wieść pojawiła się między dwoma meczami czerwono-czarnych z Celtikiem, wszakże włoskie ministerstwo sportowych gier psychologicznych nie śpi. A to właśnie La Gazzetta dello Sport już w zeszłym tygodniu jako pierwsza zaczęła sprzedawać Boruca do Milanu i to za jej przyczyną sprawę szybko pochwyciły brytyjskie i polskie media. Na potwierdzenie teorii o rozpętywanych przez italską prasę mentalnych wojenkach przed ważnymi meczami wystarczy wspomnieć ćwierćfinałowy dwumecz z Lyonem podczas ubiegłej edycji Ligi Mistrzów, kiedy to na dzień przed pierwszym spotkaniem rossonerich z Francuzami brazylijski obrońca Cris miał wyznać redaktorowi Gazzetty o swoim płonnym uczuciu do klubu z Mediolanu stwierdzając, że "kocha Milan, fascynuje go też jego historia i tradycja". W drugą stronę bywało podobnie, przed meczami z Manchesterem dwa sezony temu dziwnie nasiliły się głosy o odejściu Gattuso do United, choć w tym akurat wypadku sporo było na rzeczy.

Jednakowoż Artur kulawy nie jest i przyznać trzeba, że to na dzień dzisiejszy jedyna osoba ze składu mistrza Szkocji, która z powodzeniem mogłaby występować w pierwszej jedenastce Milanu (może jeszcze tylko dla Nakamury znalazłoby się miejsce, lecz na ławce rezerwowych). Przesadzam? A skądże! Nie tylko ja uważam, że Boruc to już europejska czołówka i "należy go wyrwać ze szkockiej prowincji". Czy do Milanu? Aspekt psychologiczny omawianej wieści to jedno, a ziarno prawdy w niej zawarte to drugie. Nawiasem mówiąc, na polskim reprezentancie ploty nie powinny wywrzeć żadnego wrażenia, nie raz, nie dwa potwierdzał, że ma - za przeproszeniem - jaja ze stali. Dodając do tego jego bramkarski kunszt otrzymujemy model lepszy niż te na posiadaniu klubu z Milanello. Dida prezentuje zdolności na wysokim poziomie, gorzej jednak bywa z nerwami i koncentracją. Marco Storari posiada charakter, ale za mało miał szans do pokazania umiejętności predestynujących go do gry w pierwszym składzie. Zeljko Kalac nie ma ani jednego, ani drugiego i jak głosi spotkana przeze mnie na jednym z for dyskusyjnych opinia "mógłby być bramkarzem, owszem, ale w nocnym klubie".

Wróćmy zatem do wspomnianego "ziarna prawdy". Rossoneri muszą powoli rozglądać się za nowym zawodnikiem do wstawienia między słupki, bo Dida leci w kulki w sprawie przedłużenia swojego kontraktu, żąda ogromnych kwot - na szczęście Galliani oferuje mu dużo mniej, na sporo Dida wycenia swoje babole - i już podobno jest po słowie z Barceloną, łąknącą jak kania dżdżu golkipera z prawdziwego zdarzenia. A Boruc zdążył się pokazać środowisku ACM w spotkaniu przed tygodniem, co jak wskazuje historia jest dobrym prognostykiem. Przypadki Desailly, Papina, Weah, Kluiverta, Rivaldo czy najnowszy Storariego potwierdzają bardzo popularną swego czasu formułę (a jak widać wciąż aktualną): dobry występ przeciw Milanowi i kontrakt w kieszeni. Może więc jeśli Artur na San Siro znów zagra swoje - np. solidna porcja obronionych groźnych strzałów i ze dwa puszczone, takie nie do obrony, dające awans milanistom - to rewelacje włoskiej prasy staną się ciałem? Inna kwestia to ewentualna konkurencja, Arsene Wenger już oświadczył, że będzie się Polakowi bacznie przyglądać. A i Carlo Ancelotti ma kilka innych nazwisk na swojej liście.

Rozpływam się tak nad tematem "Polak w Milanie", ale ten fakt raczej nie powinien nikogo dziwić. Zawsze marzyłem o połączeniu dwóch ukochanych gałęzi piłki (polskiej i calcio) w jeden konkretny byt, koniecznie pod czerwono-czarnym szyldem. Do tej pory trzeba było zadowolić się pamiętną konfrontacją Milanu z Zagłębiem, ale ani Krzyżanowski (strzelił bramkę mediolańczykom), ani później grywający przeciw rossonerim - że wspomnę tylko przypadki z najnowszej historii - Bąk, Lewandowski tudzież Koźmiński (dwie piękne asysty Marka w 2001 roku były początkiem jego końca we Włoszech) nie wyryli swoją grą własnych nazwisk w notesach włodarzy Milanu, co akurat wielką sensacją nie jest. Teraz pojawiła się wzmianka o Borucu, bodajże pierwsza od czasu, kiedy ponoć Milan interesował się grającym wówczas w Panathinaikosie Igorem Sypniewskim. Polski futbol pod wodzą Beenhakkera znalazł się na fali wznoszącej, nie miałbym nic przeciwko, gdyby udokumentowano to wysłaniem czołowego zawodnika kraju do czołowego klubu świata. Jeden Hernan "El Polacco" Crespo to zdecydowanie za mało.

Radeo



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone