Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


 

25.04.2006
Milanicja Obywatelska: pH równe 7

A teraz będę obojętny jak śmierć, niczym bezduszny urzędnik wobec ludzkiej tragedii będę. Odczyn będę miał jak woda destylowana, niby gaz niebiorący udziału w reakcji chemicznej się zachowam. Ślepy będę jak Temida, swoją stronniczość schowam głęboko. Ni plus, ni minus, ale 0 będę przypominał. I o wydarzeniu jutrzejszym napiszę.

Nie wiem, czy ci, co chcieli finału z udziałem Dumy Katalonii i drużyny z San Siro, są dzisiaj usatysfakcjonowani, czy nie, wiem, że co dwa mecze to nie jeden. Nie jest to może nic odkrywczego, ale prawdziwego jak najbardziej. Pal licho, że to nie ta ranga, co spotkanie o Puchar. Zwycięzca tego pojedynku i tak zawalczy o trofeum, a tak przynajmniej dwie najbardziej intrygujące ekipy starego kontynentu dadzą swoim (i nie tylko) fanom podwójną dawkę emocji i piszę to nawet pomimo faktu, że pierwsza potyczka Milanu i Barcelony rozczarowała. Rozczarowała, jeśli chodzi o poziom, wynikiem rozczarowała wszystkich tifosi i wielu socios.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wynik, jaki padł na Stadio Giuseppe Meazza jest gwarantem widowiska na najwyższym poziomie, nawet większym chyba niżby to Milan wygrał takim samym rezultatem. Rossoneri w wypadku pokonania u siebie katalońskiego giganta niechybnie wpadliby w pułapkę, w jaką wpadali nieraz. Czym było pokonanie w pierwszym meczu Deportivo 4-1, albo prowadzenie do przerwy z Liverpoolem 3-0, tym teraz byłaby każda wygrana z Barcą. Ekipa Ancelottiego od lat uchodzi za chwiejną psychicznie, by nie powiedzieć słabą. A to, co się stało w zeszły wtorek nadszarpnęło dumę wicemistrza Włoch i niewątpliwie podziałało na ich ambicję. O ich motywację możemy więc być spokojni, to już połowa sukcesu, jakim ma być oczekiwany niesamowity spektakl na Camp Nou.

Druga połowa to postawa mistrza Hiszpanii. Ci z kolei przyzwyczaili widzów, że bez względu na stawkę spotkania grają swoje. Co się kryje pod tym słowem, nikomu nie trzeba mówić, w wypadku Barcelony jest ono bardzo pojemne znaczeniowo. Swoje więc podopieczni Rijkaarda będą grać jutro, zależeć im będzie niewątpliwie na jak najszybszym podcięciu skrzydeł przeciwnikowi, a na takie otwarcie się będzie tylko czekał Milan…

Scenariuszy jest kilka. Albo Barcelona pierwsza zdobędzie gola, a Milan już się nie podniesie, albo też strzelą jako pierwsi, jednak dadzą się doścignąć nieustępliwym Włochom dowodzonym w tym elemencie przez Rino Gattuso, albo też to Milan pierwszy ukłuje, a wtedy może być różnie. Prawdopodobieństwo poszczególnych opcji pozostawiam do oceny Czytelnikowi, nie da się jednak ukryć, że odpadnięcie Ronaldinho i jego kolegów byłoby niespodzianką. Z drugiej strony jednak ten wyjazdowy mecz dla Milanu będzie pod względem trudności porównywalny z tym, czym dzisiaj dla Villarreal będzie potyczka u siebie z Arsenalem. A jak wiadomo, oni broni nie składają.

Jedno jest pewne: będzie ciekawie (co za banał), będzie jak w piłkarskim niebie (banał do kwadratu), i - co zabrzmi dziwnie - właśnie w takich meczach wygrywa lepszy. Zawsze.

Radeo



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone