13.01.2008
Milanicja Obywatelska: Pato - krajobraz po adwencie

Wielkie pieniądze i wielkie słowa, wielkie wyczekiwanie i wielkie… oczekiwania związane z tym brazylijskim talentem, niewątpliwie też wielkim, świadczą o tym, jak ogromne nadzieje są w nim pokładane. A wszystko to dotyczy przecież piłkarza dopiero 18-letniego, zawodnika, który w seniorskiej piłce nie spędził nawet jednego roku. I jest tak pomimo płynących ostatnio z czerwono-czarnego obozu zapewnień, iż młodzieńca nie chce się obarczać zbyt dużą odpowiedzialnością i daje mu czas na okrzepnięcie. Swoje zrobiło bowiem pół roku nawijania Gallianiego o tym, że „atak będzie silniejszy, gdy wyzdrowieje Ronaldo, a w styczniu dołączy Pato”. Swoje zrobiła daleka od wymarzonej dyspozycja drużyny, zwłaszcza na krajowej arenie, która doprowadziła do tego, że Alexandre postrzegany jest teraz przez wielu jako futbolowy mesjasz. Jednak takiemu wielkiemu klubowi jak Milan nie przystoi oczekiwać na 18-letniego wybawiciela.

Kiedy jakiś czas temu Adriano Galliani deklarował, że Milan śladem Arsenalu obiera kurs na poszukiwanie młodych talentów, nawet nie podejrzewałem włodarzy o to, że zarzucą sieci po całym świecie i wzorem Wengera wyłapywać będą całe pęki zdolnych chłopców. Klub, w którym szkolenie młodzieży stoi obecnie na przeciętnym poziomie – dopiero co mówił o tym sam kapitan Maldini – nie mógł z dnia na dzień stać się miejscem dalszej hodowli co zdolniejszego piłkarskiego narybku sprowadzonego z całego globu. Postawiono na detal, w ciągu ostatniego półtora roku trafiło więc do rossonerich trzech, uchodzących za utalentowanych, grajków - najpierw 20-letni Gourcuff, potem 22-latek Grimi, aż wreszcie teraz 18-letni Pato. W porównaniu do gwiazdeczek Wengera, sprowadzanych nierzadko w połowie nastoletniego wieku, ci są dość posunięci w latach, ale każdy ma taki Arsenal, jaki potrafi sobie zrobić.

Gourcuff stoi w miejscu - ciężko uwierzyć, że to wina Carlo i ten nie potrafi go poprowadzić. Wręcz przeciwnie – wyczyny młodego Francuza, czy raczej ich brak, każą póki co zweryfikować osąd na jego temat. Leandro Grimi musiał przed przyjściem do ACM mieć dobre PR, skoro już na miejscu Ancelotti niemal go nie zauważał, a w Sienie nie potrafi wzbić się ponad przeciętność. Ale kiedy własne produkty sprawiają wrażenie niegotowych do gry na poziomie, na jakim obecnie jest Milan i nabierają ogłady w innych klubach Serie A (Marzoratti), Serie B (Di Gennaro) czy terminują jeszcze w juniorach (4 miesiące młodszy od naszego bohatera Paloschi); kiedy podobnie rzecz ma się z półproduktami (tu przykładem jest sprowadzony onegdaj w wieku 17,5 lat Pozzi), nie dziwi, że Milan znów sięga po młokosa z zewnątrz. Tym razem wyciągnął rękę po nie byle jakiego, bo o tego dzieciaka biło się ponoć pół piłkarskiej Europy. A zadecydowała chęć Alexandre do gry obok Ronaldo i rzecz tak prozaiczna, jak zapłacenie przez Milan klauzuli odstępnego.

No, ale co miał robić łysol, gdy spośród obranych przez siebie samego gwiazdek na niebie (Drogba, Eto’o, Ronaldinho, Szewczenko, Pato) najłatwiej było sięgnąć po tę najbliższą, od początku wyglądającą jak rezerwowa opcja dla pozostałych. A skoro wydało się kupę szmalu na gołowąsa, trzeba go teraz w prasie promować, aby nikt przez chwilę nie pomyślał, że sprowadzono niewłaściwą osobę. Może nie do końca odbywało się to świadomie, może rzeczywiście nikt nie chciał narażać młodzieńca na presję, ale notorycznie powtarzane przez Gallianiego, nie tylko po słabych występach ataku, słowa „czekamy na Pato”, „on jest niesamowity”, czy niekontrolowane wybuchy entuzjazmu u Ancelottiego („Pato lepszy od Ronaldinho”) zagłuszyły głosy traktujące o cierpliwości względem Alexandre. Nie wspominam już nawet o słynnych 30 golach, o których mówił Berlusconi, tym samym zdradzając starającego się jednak oficjalnie tonować nastroje Carletto. Atmosferę podgrzewali członkowie sztabu trenerskiego (Galli: „Niełatwo znaleźć gracza tego kalibru, jest fenomenalny”) i zawodnicy (Kalac: „Ma piekielnie mocny strzał”, Emerson: „Przypomina mi Bebeto”), a ostatnio ktoś porównał go do jego rodaka, Careki.

Paru zawodników wystąpiło za to w roli jego adwokatów, jak na przykład Cafu i Seedorf, uparcie tłumacząc, że otaczająca go presja nie służy 18-latkowi. Wtórują im ludzie spoza kręgu rossonerich, z byłym trenerem Alexandre na czele, wypowiada się sam zainteresowany, dementując na przykład doniesienia prasy, jakoby deklarował dwa gole w dzisiejszym meczu z Napoli. Wszak to póki co żółtodziób, poza paroma meczami w lidze brazylijskiej czy klubowym mundialem, jeszcze nieograny. Talent, który potrzebuje spokojnego poprowadzenia i rozwoju, od którego wymaganie natychmiastowych cudów jest niestosowne. Jak się okazuje inaczej być nie mogło. Potwierdzenie transferu pół roku przed faktycznym przyjściem złożone z wkroczeniem Pato na pustynię, jaką jest atak rossonerich, sprawiło, że portret pamięciowy mesjasza nie mógł tyczyć się kogo innego. A niestety powinien.

Ciekawe, jak nowa „siódemka” sobie z tym wszystkim poradzi. Nie tacy już wymiękali w Milanie, zwłaszcza, gdy pierwsze kroki w ekipie Diavolo przyszło im stawiać w nienajlepszym dla niego okresie. Taki Kaka miał inaczej. Przyszedł za połowę kwoty odstępnego Alexa, był trzy lata starszy, miał wyrobioną opinię już spełniającego się talentu i na początku oczekiwano od niego mniejszych rzeczy. A co najważniejsze – jak to stwierdził Cafu – Ricardo musiał starać pokazać się i o miejsce w składzie walczyć z Rui Costą oraz Rivaldo. Pato ma łatwiej. Kto wie, czy nie za łatwo.

Radeo



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone