![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
||||
![]() |
||||
|
Milanowe Obsesje 12.04.2005 Opowiem wam historię… - Źle bardzo… Niedobrze… - rzekł niższy z nich obu, szatyn o trochę znudzonym wyrazie twarzy. Choć zawsze jego facjata słynęła z owej miny, to jednak ostatnimi czasy grymas ten wydawał się być jakby intensywniejszy. - Oj tak… Nie zazdroszczę wam. Mi też jest smutno, żal mi waszego klubu, w końcu sam tu kiedyś grałem – odparł mu brunet, który mimo trzydziestki piątki na karku, ciągle miał twarz dziecka – Sport bywa okrutny – ciągnął. - Dla nas jest okrutny już kilkanaście lat. Nie uważasz, że to zbyt długo? Przecież jesteśmy pośmiewiskiem Europy. Od czasu tamtego scudetto nie wygraliśmy nic. Nic! Słyszysz?! – Szatyn na moment wyprostował swoją przygarbioną sylwetkę. - Wygrywaliście derby, chociaż ostatni raz też jakoś dawno… - Trzy lata temu! – pierwszy był bliski płaczu. – Noszę opaskę kapitana już 10 lat, a nie poprowadziłem drużyny do żadnego tryumfu. A wiesz przecież, że w tym roku wieszam buty na kołku. Poczet naszych kapitanów – każdy duma i chluba klubu, tylko ja nie… - Przesadzasz – odparł wyższy z nich. – Na początku wygrywałeś, razem wygrywaliśmy! - Wiesz przecież, kto wtedy jeszcze był kapitanem. Kiedy przyszedł mój czas, wszystko się skończyło… I nie wiem, czyja to wina, że atmosfera zaczęła się psuć. Ja się starałem, wszyscy się staraliśmy. Co ja poradzę, że nieodpowiedni ludzie przychodzili do klubu, że nieodpowiedni odchodzili… Że zaginęła wola walki, że nic nie wychodziło… A ty? Musiałeś odchodzić? I to jeszcze do nich? – to ostatnie słowo zaakcentował tak, że po plecach jego rozmówcy przeszły ciarki. - Widziałem, że kończy się pewna era. Potrzebowałem nowej motywacji, nowych wyzwań. A że u odwiecznego wroga? No cóż… Tak czasem w życiu bywa – brunet mówił z niekłamanym żalem. – Chociaż w głębi duszy miałem nadzieję, że sobie poradzicie. Wtedy nie podejrzewałem, że nadejdą lata chude. Tyle chudych lat! - Dla ciebie to były lata tłuste – odparł mu pierwszy z goryczą w głosie. - Posłuchaj. Nie widziałem perspektyw. Przecież pierwszy sezon po odejściu kapitana to była klęska! Przypomnij sobie, kogo ściągnięto wtedy do drużyny. Oni… My… Nie mogliśmy udźwignąć tego ciężaru, a przecież nie tylko kapitan odszedł. Mało tego: ja też nie spełniałem oczekiwań. I paru świetnych graczy z dnia na dzień zagubiło się, w dodatku ta polityka klubu… - Czytałeś wczorajszą „Gazzettę”? – przerwał mu, ale tym samym nie przerywał swojego biadolenia. – Wyliczają nam od ilu minut nie strzeliliśmy gola w derbowym pojedynku. - Zapomniałeś o jednym – szczupły brunet starał się zmienić temat. – Zapomniałeś, że kiedyś było odwrotnie. To z waszych przeciwników, a z mojej byłej już ekipy, śmiał się świat. To im wyliczano, od jakiego czasu nie wygrali scudetto, nie zdobyli Pucharu Mistrzów, nie wygrali derby… Sport jest nieprzewidywalny, sam wiesz – kontynuował wlewanie otuchy w serce kolegi. - Ech… - tylko na taką odpowiedź było stać jego towarzysza, a znudzenie na twarzy nie malało. Ożywił się nagle, gdy usłyszał pukanie. – A, Luca! Wejdź. Przywitaj mojego gościa. Co tam dla mnie masz? - Dzień dobry. Ten świstek papieru, o którym rozmawialiśmy. Miałeś podpisać. - No tak. – Chwycił pióro i w odpowiednim miejscu wykaligrafował: Mediolan, 20 kwietnia 2017. Andrea Pirlo. - Dobrze, to ja już zaniosę go gdzie trzeba. Miłego dnia panom życzę! – rzucił Luca i wyszedł. - Słyszałem, że otwierasz szkółkę piłkarską tam, w Brazylii – Włoch skierował się ponownie w stronę swojego gościa. - To prawda. Może ktoś powie kiedyś, że Kaká zrobił coś dobrego dla brazylijskiego futbolu, oprócz jako takiego kopania piłki… Radosław Juszczuk |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |