Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


 

06.09.2004
Moim z(a)daniem...

A jeśli zwycięstw nie będzie?!

Każdy żurnalista zajmujący się tematyką piłkarską - zarówno zastępca redaktora naczelnego poważnego tygodnika, jak i quasi-felietonista (a na codzień matematyk) któregoś z nieoficjalnych klubowych serwisów - musi pisać prawdę. Różnica pojawia się, gdy mówimy o sposobie, w jaki tą prawdę przekazuje. A zależy on nie tylko od jego interpretacji faktów, lecz także od tego, jakie zdanie chce wyrobić u czytelnika. Bo oprócz dziennikarzy, którzy słodzą i głaszczą jak tylko mogą, są też spoglądający na wszystko bardziej krytycznym okiem.

Takie moje zdanie i takie zadanie: nie tylko pisać, ale i jednocześnie działać. Działać, zdaje się, tylko teoretycznie, bo z pewnością nie przeczyta tego nigdy Galliani, Ancelotti, czy Abbiati z Brocchim, ale przynajmniej wiem, że sumienie będę miał czyste.

Każdy ma prawo do kwestionowania prawdziwości tych i owych plotek. Do swojego poglądu na cel i okoliczności niektórych wypowiedzi. Każdy jednak musi zobaczyć to samo: na gładkiej powierzchni wody Morza Czerwono-Czarnego pojawiły się fale, niemałe, ale jeszcze nie sztormowe. Rzecz normalna i bez wątpienia nie zagrażająca statkom, lecz warta odnotowania, zwłaszcza przed wyruszeniem w rejs.

Różnie to bywa w drużynach piłkarskich. Nasza, ostatnimi czasy rzeczywiście słynie z dobrej atmosfery. Wszyscy zapomnieli chyba, że podobnie było przed feralnymi sezonami 96/97 i 97/98. Nie mam zamiaru porównywać żadnych sytuacji, bo tu bardzo mało jest podobieństw. Zmierzam tylko do tego, jak łatwo może zmienić się atmosfera w szatni, jak łatwo klub może pogrążyć się w zapaści.

Dlatego ważne jest, by zauważać wszystkie symptomy mogące prowadzić do obniżenia morale zespołu. Ważne jest, by leczyć złe sytuacje. Nie wolno przymykać oczu i mówić, że nic się nie dzieje. Owszem, spokój jest wskazany. A teraz, na kilka dni przed startem ligi, naprawdę coś się stało. By pokazać negatywną stronę sytuacji i zakończyć temat: Nie jest dobrze, gdy Kaladze jednego dnia mówi, że nie chce Bayernu, woli walkę w Milanie, a drugiego zapowiada rychłe odejście. Gdy o Abbiatim dowiadujemy się, że kocha klub i gotów jest zostać w nim do końca kariery, a po kilku dniach (nie ma znaczenia z czyich ust) żąda pozwolenia na odejście. Bez względu na to, czy to była "sygnalizacja ostrej walki u progu sezonu", czy poważne pretensje, taki sposób ich przedstawienia musi zasiać choć trochę fermentu w ekipie. Ot, mały kamyk, który może poruszyć lawinę.

A jeśli przypadkiem przegramy z Livorno i Szachtarem? Lawina pretensji może ruszyć, pochłaniając nowe ofiary. Scenariusz nieprawdopodobny? Każdy tak mówi, pewien siebie. Nikt jednak nie chce obudzić się znowu z ręką w nocniku, jak było po klęsce z Deportivo. Ja nie chcę. I dlatego piszę.



Radosław Juszczuk



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone