23.04.2007
Milanicja Obywatelska: Gorączka i bełkot przed Manchesterem

Na jedynym słusznym polskim forum poświęconym Milanowi zapytano mnie niedawno z pewnym wyrzutem „co takiego schrzanił Carlo Ancelotti”. Pytanie pojawiło się po tym, jak zakwestionowałem prawidłowość tezy postawionej w jednym z wyemitowanych na naszej stronie artykułów. Stwierdziłem wtedy, że jeżeli Carletto coś teraz naprawia, to tylko to, co sam pomógł wcześniej zepsuć. Tak się składa, że autor wyżej przytoczonego pytania siedział obok mnie na trybunach San Siro podczas rewanżowego meczu z Celtikiem. W czasie drugiej połowy, gdy utrzymywał się zwiastujący dogrywkę bezbramkowy remis, obsypywał biednego Carletto szeregiem nienadających się do zacytowania słów, których sens sprowadzał się do sformułowania: „Czemu nie wprowadzasz drugiego napastnika?!”.

Gdyby nie „majstersztyk jedynego człowieka, który w tej chwili jest w stanie dokonywać cudów w Milanie” (to fragment innego włoskiego artykułu, jakże odmiennego od tego przytoczonego w pierwszym akapicie), gdyby nie ten cudowny rajd Kaki zakończony decydującą bramką, a zamiast tego jedno nagłe i celne użądlenie gości, mój rozmówca zdołałby się może przekonać, na czym polegają błędy Ancelottiego. 180 minut na 0-0 z Celtikiem oznaczały otarcie się o najgorszy wynik w europejskich pucharach podczas całej kadencji Carlo A. I co istotne, tym razem byłoby to rezultatem jak najbardziej adekwatnym do tego, co w obecnym sezonie prezentował Milan pod jego wodzą.

To bezgraniczne zaufanie swoim schematom, które mogło go zgubić w tamten środowy wieczór, zawiodło go już nieraz. Nie wypalił jego plan pamiętnego wieczoru na El Riazor. Zabrakło wówczas choćby jednej, przywracającej nadzieję bramki, jak to miało miejsce w 2003 roku z Ajaksem (Inzaghi na spółkę z Tomassonem), w 2005 z PSV (Ambrosini), w 2006 z Lyonem (Inzaghi). Za każdym razem Milan w drugim meczu pojedynku nie potrafił pewnie wykorzystać niezłego wyniku z pierwszego spotkania. Za każdym razem postawa rossonerich „groziła zawaleniem”. Jeśli dodać do tego dwie twarze w grach z Borussią w 2002, prześliźnięcie się po Puchar Europy w 2003 (wspomniany Ajax, półfinał wygrany bramkami na wyjeździe, finał zwyciężony po karnych), Stambuł sprzed dwóch lat (to zaś specyficzny przypadek, Carletto słusznie umyłby ręce, gdyby był Piłatem), Barcelonę sprzed roku (znów niewiele brakowało), to otrzymamy pełen obraz nienazwanego Carlowego błędu. Koniecznymi składnikami definicji takowego (nie porównywać z czeskim błędem) będą dwa pojęcia: mocna, grająca dobrą piłkę drużyna oraz wyrażenie „mało brakowało” (w zależności od sytuacji z dołączonym wykrzyknikiem „ach” lub „uf”). Świetnym przykładem jest to nieszczęsne Deportivo. To wtedy Milan zdawał się mieć najsilniejszą ekipę od lat, to w tamtym czasie niektórzy poczęli ukuwać jakże wzniosły przydomek „Meravigliosi”. To w owym sezonie Milan lał w lidze wszystkich jak chciał i zdobył scudetto. I to wtedy drużyna dokonała czynu, bliźniaczo podobnego do zachowania zająca z bajki La Fontaine’a o żółwiu i zającu właśnie.

Żadne krzyki i płacze nie przekonają mnie, że… taki jest sport. Za kadencji Ancelottiego sport zbyt często ujawnia ten swój przymiot nieprzewidywalności, a szanse Milanu i jego przeciwnika notorycznie są w sztuczny sposób wyrównywane. Efekt – są trofea, a jakże, ale przy każdym liczba 1. A to już szósty rok trenera w klubie.

Wróćmy do rzeczonego forum dyskusyjnego. „Czasami tak sobie myślę, że najlepiej by było, gdyby to wszystko spłonęło” – mówił po grze z Bayernem na San Siro uznany dyskutant. I było w tym wiele racji. Od tamtej pory Milan odprawił z kwitkiem kilku ligowych szczawików i wykopał Niemców z Champions League (cudowny przykład wyjątku od nadmienionej wyżej reguły, chciałbym więcej takich) i od razu poczęło się mówić że forma wróciła. Jeśli Milan jest w formie (a to się dopiero okaże), to nietrudno wytypować przebieg dwumeczu z Manchesterem United. Jeżeli odpadniemy, to wyłącznie o włos. Gdybyśmy zaś awansowali, stanie się to tylko „o błysk szprychy”.

Radeo



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone