![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
|||
![]() |
||||
|
17.11.2007 Milanicja Obywatelska: Diabeł ubiera się w kolor... nieba Dziś reprezentacja Włoch ma szansę zapewnić sobie awans do przyszłorocznych Mistrzostw Europy. W kadrze Squadra Azzurra na decydujące mecze eliminacji ze Szkocją i Wyspami Owczymi znalazło się aż sześciu zawodników rossonerich. Gdyby wszyscy oni jednocześnie pojawili się wieczorem na murawie Hampden Park, byłby to najlepszy wynik od 9 lipca 1994 i ćwierćfinałowego spotkania Mundialu w USA przeciw Hiszpanom. Wtedy to po raz ostatni większą część jedenastki Azzurrich stanowili gracze Milanu. Ba, w tamtych czasach mecze Italii, jeden po drugim, obsadzane były sporą liczbą milanistów. Czyżby szóstka niedawno powołanych zwiastowała powrót do tej tendencji? Łyk historii Mediolański Diavolo od samego początku istnienia reprezentacji Włoch wysyłał swoich zawodników na jej mecze. Dwóch milanistów zagrało w datowanym na pierwsze oficjalne w historii Squadra Azzurra spotkaniu z Francją w Mediolanie w 1910 roku. Do historii przeszli Aldo Cevenini i Pietro Lana, dodatkowo ten drugi miał spory udział bramkowy w zwycięstwie 6:2, bo zdobył trzy gole. Od tej pory piłkarze czerwono-czarnych co i rusz zakładali trykoty narodowe, choć na początku nie stanowili żadnej istotnie licznej siły w Squadra. Wystarczy przypomnieć, że jedyny powołany do kadry na wygrane MŚ ’34 napastnik Pietro Arcari nie zagrał na mundialu ani sekundy (mało tego, on nigdy nawet nie zadebiutował w niebieskiej koszulce!), a w 1938, gdy Włosi obronili mistrzowski tytuł, to już bez żadnego piłkarza rossonerich w kadrze. Dopiero od początku lat 60. i epoki Cesare Maldiniego, Trapattoniego, Altafiniego i Rivery milaniści gęściej i częściej zaczęli się pojawiać w reprezentacji. Wspomniany Rivera, a oprócz niego Rosato, Lodetti i Prati wygrali w 1968 europejski czempionat, a dwa lata później (już bez Lodettiego) zajęli drugie miejsce na mistrzostwach świata. Przegrane przez Włochów Mistrzostwa Świata w 1974 roku rozpoczęły paskudny czas, gdy średnia liczba graczy oddawanych przez klub do kadry zbliżona była do… 1. Swoistą sztafetę stworzyli zmieniający się co jakiś czas Benetti, Capello, Maldera, Collovati (ten był powoływany także gdy w 1980 Milan relegowano do Serie B), aż do Baresiego (ten z kolei zadebiutował podczas drugiej degradacji Milanu). Dwaj ostatni to mistrzowie globu z 1982, lecz tylko Fulvio C. czynnie uczestniczył w tej imprezie. W 1986 AC Milan delegował na meksykański mundial tylko Paolo Rossiego (Baresi nie pojechał ze względu na konflikt z selekcjonerem), niestety król strzelców imprezy sprzed czterech lat nawet nie powąchał murawy podczas mistrzostw. Wkrótce powrócił Baresi, a z chwilą, gdy klub objął Berlusconi poczet milanistów w Squadra Azzurra począł rosnąć. Rewelacyjny Milan przełomu dziesięcioleci wzmacniali nie tylko wspaniali stranieri, lecz także wyśmienici włoscy gracze. Do Baresiego dołączył Donadoni, następnie Ancelotti z Maldinim (cała czwórka zdobyła trzecie miejsce na MŚ ’90), potem Albertini, Evani, Costacurta i Tassotti oraz – choć raczej epizodycznie - Eranio, Lentini i Simone. Milan rządził na krajowym podwórku, rządził też w Europie, nic dziwnego, że nastały czasy, gdy reprezentacja korzystała w przeważającej większości z usług graczy w czerwono-czarnych koszulkach. Debiutancki mecz wspomnianego Marco Simone w Squadra Azzurra okazał się spotkaniem bez precedensu w relacjach Milan – reprezentacja, bo oto w grudniu 1992 roku na boisku stadionu w Valetcie, stolicy Malty, pojawiło się ośmiu (choć nie jednocześnie) rossonerich, co nie zdarzyło się nigdy wcześniej i nigdy później. To nie była Squadra Azzurra, to była Squadra Rossonera! Albertini, Baresi, Costacurta, Donadoni, Maldini, Massaro, Tassotti – ta siódemka pojechała do USA na MŚ ’94, wszyscy wystąpili w pierwszym meczu swojej drużyny, a każdy miał swój niemały wkład w ostatecznie wywalczone na amerykańskich boiskach srebro. To było apogeum obecności milanistów w reprezentacji. To były czasy, gdy bez większej przesady można było powiedzieć Azzurri i pomyśleć Milan, pomyśleć Milan i powiedzieć Azzurri… W późniejszych latach czerwono-czarny trzon kadry tworzyli już tylko Maldini, Costacurta i Albertini aż do czasu, gdy pod koniec dwudziestego wieku pojawili się Ambrosini, Gattuso i Coco, a potem z falą wzmocnień Inzaghi, Nesta czy Pirlo. Teraz gdy Milan ma w składzie przetransferowanych, lecz już wcześniej reprezentacyjnie rozprawiczonych Gilardino, Oddo i Bonerę pojawiła się szansa na reaktywację milanowej potęgi w kadrze. Warto dodać, że piątka, która przed ponad rokiem na niemieckich boiskach zgarnęła najwyższą pulę, była tego niezłym symptomem. Squadra Rossonera 2008? W dobie nadzwyczajnej „internacjonalności” Interu (pod nieobecność kontuzjowanego Materazziego w tym sezonie jedynymi Włochami, którzy wystąpili w czarno-niebieskich barwach byli obaj rezerwowi bramkarze plus 18-letni Bolzoni, który wystąpił jeden raz tylko), w czasie mniejszej ilości pewniaków ze strony Romy (w zasadzie De Rossi i Perrotta) i Juventusu (Buffon i Camoranesi, mniej Iaquinta czy Del Piero) oraz fali wyjazdów (Cannavaro, Zambrotta, Toni) to Milan, pomimo posiadania kilku emerytowanych już reprezentantów (Maldini i Nesta) jest znów największą siłą we włoskiej kadrze. Oddo, Pirlo, Gattuso a nawet Ambrosini mieli ostatnio status graczy, z których Donadoni musi wręcz skorzystać. Selekcjoner Włochów miał też zawsze nad podorędziu jednego z napastników - jak nie Gilardino, to Inzaghiego. W dodatku łaskawszym okiem zaczął spoglądać na Bonerę, na pewno człowieka z przyszłością i ogromnymi szansami na wyrobienie sobie papierów na grę w kadrze. Gdyby dodać do tego Nestę, który niechybnie grałby, gdyby chciał i Brocchiego (rok temu zaliczył u Donadoniego swój jedyny mecz u Azzurrich), to łatwo zauważyć, że pomimo pokaźnego zaciągu obcej siły roboczej – zwłaszcza brazylijskiej – w Milanie wciąż istnieje bogaty włoski potencjał. Tylko czy to możliwe, żeby dało się go przekuć na powtórzenie rekordu z 1994? Najpierw italscy bohaterowie potrzebują awansować na wielką imprezę, jaką jest Euro. Zwycięstwo nad Szkotami da 100-procentowy awans, remis ustali szanse na 90% (potrzeba będzie wygranej z Wyspami Owczymi), przegrana praktycznie je pogrzebie, bo oprócz pokonania środowego przeciwnika wymagane będzie potknięcie Francuzów z Ukraińcami. Jaki udział będą mieli w tym wydarzeniu podopieczni Carlo Ancelottiego? Dwóch naszych pomocników wyjdzie najpewniej w wyjściowym ustawieniu, trzeci zasiądzie na ławce obok - mam nadzieję - Bonery. Zagra też Oddo, ale tylko jeśli pozwolą mu na to lekarze, choć szanse są ponoć niewielkie. Gilardino z kolei stoczy przegrany niestety bój o ławkę rezerwowych. Ot, taka moja mała zabawa w przewidywanie, nie powinno się jednak ono wiele różnić od rzeczywistości. W każdym bądź razie – z takiego stanu rzeczy daleko jeszcze do czerwono-czarnej hegemonii jak za dawnych lat. I daleko do powtórzenia zasygnalizowanego we wstępie osiągnięcia. Niestety. Do czasu austriacko-szwajcarskiego czempionatu Oddo powinien utrzymać pozycję w klubie i reprezentacji, podobnie Gattuso z Pirlo. Ale na przykład Bonera nie będzie miał już tak łatwo. Gdyby grał regularnie i tak solidnie jak to zdążył pokazać, miejsce w 23-osobowej drużynie na ME miałby pewne. Silna konkurencja w klubie może jednak sprawić, że częściej sobie posiedzi na ławce, a marzenia o błyśnięciu na międzynarodowej arenie znów przyjdzie mu odłożyć na później. Póki co Ancelotti jasno daje do zrozumienia, że stawia na Nestę i Kaładze, a jest jeszcze przecież Maldini. Massimo Ambrosini, mimo że pod nieobecność Paolo dzierży opaskę kapitana, a oprócz tego gra najlepszy sezon od lat (niczego mu nie umniejszając, ale po jego problemach ze zdrowiem o to wcale nie trudno), może się znaleźć w podobnej sytuacji, gdy Ancelotti powróci do gry dwoma napastnikami. On sam jest tego świadom, lecz nie przeszkadza mu to wcale w delektowaniu się dobrym nastrojem. Jego entuzjazm jest uzasadniony – zdrowy Ambro to potrzebny Ambro. Może być tak, że w razie czego trener nakaże mu częściej luzować osowiałego nieco w ostatnim czasie Gattuso. Tak czy inaczej, jeśli pod koniec sezonu będzie zdrowy (puk, puk), pojedzie na mistrzostwa. Z napastnikami sprawa jest bardziej skomplikowana. Donadoni czerpie garściami, tasuje nimi do woli, powołuje niemal tuzinami. Zadecyduje dyspozycja w drugiej części sezonu. Wydaje się, że ani Gilardino, ani Inzaghi nie stoją na straconej pozycji. Zwłaszcza ten drugi nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, możliwe, że teraz, po swoim europejskim przełomie, zacznie wpychać piłki do bramki bardziej wymyślnymi częściami siebie, na przykład… charakterem. Nawet, jeśli będzie miał na głowie walkę z Ronaldo i Pato. Krótko mówiąc - nieważne, czy w skład włoskiej kadry Anno Domini 2008 wchodzić będzie trzech, pięciu czy siedmiu milanistów. Ważne, że – to pewne - drużyna zachowa swój włoski charakter i to bez względu na nałożone przez europejską centralę uregulowania (jak pamiętamy, limity wychowanków itp.). Ważne, że „nasi” Azzurri nie będą statystować i przez spory czas będą jeszcze stanowić o sile swojej reprezentacji. Ważne, że będzie tak pomimo wyniku dzisiejszego meczu w Szkocji. PS Autor chciałby podkreślić fakt, że jest niezwykle przywiązanym kibicem polskiej reprezentacji. Od wyniku meczu Włochów o stokroć ważniejszy będzie dla niego rezultat spotkania Polaków i jego konsekwencje. Radeo |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |