![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
|||
![]() |
||||
|
12.12.2007 Milanicja Obywatelska: Czas spełnienia Dwaj gracze, kto wie, może to właśnie oni poprowadzą Milan do wygranej w Klubowych MŚ. Pierwszy zdobył dopiero co nagrodę dla najlepszego piłkarza świata, drugi wpisał się właśnie do futbolowych annałów (choć wśród statystyków zdanie podzielone) jako najlepszy strzelec w historii europejskich rozgrywek klubowych. I gdyby spojrzeć na listę ich osiągnięć można odnieść wrażenie, że wszystkiego już dokonali, choć młodszy z nich ma dopiero 25 lat. Z kolei gdyby zwrócić uwagę na dokonania drugiego przez pryzmat jego wieku, może się wydawać, iż nie ma już nic, co by go motywowało. Obie tezy okazują się mylne, zwłaszcza że jest jeszcze ten trzeci. To ich zespół, który lada dzień walczyć będzie o jedno z brakujących trofeów dla całej trójki. Ale nawet jeśli Il Diavolo zostanie mistrzem świata, wiele to nie zmieni. Cała trójca lubi szukać nowych wyzwań. I dobrze. Kaka już ma w swoim CV wpisane podstawowe sukcesy, jakie wypadałoby, aby czołowy piłkarz globu na koncie posiadał. A więc po Złotej Piłce są to: klubowe mistrzostwo kraju, wygrana w Lidze Mistrzów oraz triumf w Mistrzostwach Świata. W ostatnich latach taką karetą zdobyczy pochwalić się mogą tylko Zidane, Ronaldinho i Rivaldo. A przed nimi ostatnim takim był, jeszcze w erze pradawnej, Paolo Rossi. I choć to nie trofea znamionują klasę gracza (niech no ktoś podważy tę Platiniego czy van Bastena), to cudowne dziecko brazylijskiego futbolu osiągnęło już prawie wszystko. Prawie - bo sam Ricardo podchodzi z dystansem do Pucharu Świata 2002, kiedy to przecież zaliczył jedynie 20-minutowy epizod w meczu grupowym. To pewnie dlatego chce kiedyś w końcu zapracować na niego własnymi rękami, to dlatego nieraz powtarzał, że zależy mu na zdobyciu kolejnego tytułu, jeśli nie w 2010 roku w RPA, to cztery lata później, gdy mundial rozgrywany będzie w jego ojczyźnie. Tym bardziej, że przecież jak zadra w sercu musi tkwić klęska sprzed roku na niemieckich boiskach. W 2014 w Brazylii chciałby zwyciężyć i - jak twierdzi - jako kapitan wznieść do góry Złotą Nike. Opaskę kapitańską w ekipie canarinhos miał już okazję dzierżyć, w przeciwieństwie do drużyny Milanu, ale i to jest jednym z jego marzeń. Carlo Ancelotti zauważył aspiracje swojego asa, ale póki co je studzi. Cóż ma mu zresztą odpowiedzieć, gdy do schedy po Maldinim ustawiła się już spora kolejka, z Ambrosinim i Gattuso na czele. Jeśliby jednak Kaka pozostał wierny czerwono-czarnym barwom (co na tę chwilę naprawdę trudno jednoznacznie określić - sam Ricky zadbał o to swoimi wypowiedziami), to przy jego klasie i charakterze byłby chyba najbardziej naturalnym kontynuatorem legendarnej linii kapitanów Milanu - ciągnącej się od Kilpina przez Liedholma, Cesare Maldiniego, Riverę i Baresiego aż do Maldiniego juniora. Nigdzie nie jest wszakże powiedziane, że opaska zarezerwowana jest Włochom wyłącznie, zresztą historia jej sztafety o tym świadczy. Drugiemu bohaterowi - Inzaghiemu - z wymienionej czwórki sukcesów brakuje oczywiście Złotej Piłki, ale on nigdy nie był ulubieńcem jakiejś wielkiej rzeszy dziennikarzy czy kibiców, więc nagroda „France Football” nigdy mu nie groziła. Dość wspomnieć, że w plebiscytach lat 97, 98, 99 i 2000 (a więc gdy dał się zauważyć dobrymi występami w Juve), mimo, że był nominowany, to zawsze kończył z wynikiem 0 punktów! Już w Milanie zaliczył najlepszy chyba rok w karierze, gdy w sezonie 2002/03 zdobył 30 bramek. Efekt? Ballon d'or 2002 - 24. miejsce z jednym punktem, 2003 - tyle samo oczek i 22. pozycja. Dopiero w tym roku wyrył się w pamięci elektorów, dwa gole w finale LM dały mu 12 pkt w głosowaniu i 16. miejsce w plebiscycie. I oto cały dobytek zdobywcy 63 bramek w europejskich pucharach. Na osłodę ma rekord i dla satysfakcji także, oto pokazał światu, co można osiągnąć z bądź co bądź ubogą techniką. Tytułem mistrza świata także się może pochwalić, choć podobnie jak Kaka, wkład miał skromny. Ale 30 minut gry i bramka to już coś, co można wspominać. Poza tym miał kupę szczęścia (czy raczej pecha przez wcześniejsze kilka sezonów), że akurat zdrów był i w dobrej formie, by na czempionat globu móc pojechać. Superpippo zdobywał gole w mistrzostwach Europy i świata, w finale LM czy meczu o Superpuchar Europy. Zanim dojdę do tego, gdzie ich jeszcze nie strzelał, przypomnę jaki niedosyt miewa Milan jeśli chodzi o jego ligowe gole. Oczywiście, głownie to przez jego problemy zdrowotne, ale nawet w najbardziej ciężkim dla niego sezonie 2004/05 potrafił uszczknąć jedną brameczkę w Champions League (no ale czego się spodziewać po specu od pucharów), podczas gdy w Serie A, mimo jedenastu prób nie zdobył ani jednego gola. Na jego sześć pełnych sezonów w Milanie, w trzech najbardziej zmarnowanych na wizyty u lekarzy zdobył tylko pięć goli. Gdyby nie to, już dawno złamałby granicę stu goli w klubie. Tymczasem musi ciułać dalej, a brakuje ich jeszcze 13. Pippo już obiecał, że dołoży starań i także ten rezultat osiągnie, szkoda jeno, że znów w lidze kiepściutko - 8 gier i ani jednego trafienia. Cel jednak jest jasno postawiony, podobnie jak ten dotyczący strzelenia bramki w Klubowych MŚ. To tu jeszcze Pippo nie wpisał się w statystyki, a na to teraz bardzo liczy. Podobne zadanie przed Kaką, powtarzającym w kółko jakie znaczenie dla Latynosów ma wygranie w turnieju będącym kontynuacją Pucharu Interkontynentalnego. Nie tylko według Ricardo potyczki zespołów południowoamerykańskich z europejskimi (innego składu finału nikt sobie nie wyobraża) są wielce prestiżowe dla tych pierwszych, podobno wręcz Copa Libertadores to tylko przepustka i przygrywka przed możliwością spotkania się z przedstawicielem Starego Kontynentu. Dla Europejczyków jedynie konsekwencja wygrania LM, nagroda i możliwość stoczenia walki o - dziś już mniej umowne - klubowe mistrzostwo globu. Staje wtedy ten Milan wraz z oboma swoimi rycerzami do boju o to trofeum. Jeśli brać pod uwagę klubowa gablotę - jedno z tych brakujących, wszak to już nie to samo co Puchar Interkontynentalny. Jeśli spojrzeć na listę sukcesów Carlo Ancelottiego - to z kolei jedno z utęsknionych ogniw w jego cyklu, zwłaszcza, że już raz robił podejście do PI, gdy w 2003 poległ po karnych z Boca. To także okazja do rewanżu na południowoamerykańskiej drużynie za trzy kolejne klęski w Pucharze Interkontynentalnym, o czym z kolei głośno mówi zawiedziony Maldini. Bliżej swojego spełnienia znajdą się wszyscy moi trzej bohaterowie (Kaka, Pippo i Milan), jeśli w niedzielę, w dniu swoich 108 urodzin - przepraszam Tomku, że powtarzam za Tobą - Il Diavolo wygra Klubowy Puchar Świata, a Paolo Maldini wzniesie go do góry. Kaka będzie mógł zacząć wtedy swój drugi cykl (oby w czerwono-czarnym trykocie), czyli marsz po jeszcze jedno scudetto, jeszcze jedno zwycięstwo w LM, jeszcze jedno mistrzostwo świata zakończone jeszcze jedną Złotą Piłką. Milan z kolei ruszy w swoją stronę (jeszcze nie wiadomo którą), może przypadkiem po brakującą wygraną w Pucharze UEFA? Czego wcale mu nie życzę, ale bieżące wydarzenia wcale tego nie wykluczają. A co z Pippo? Według Carletto nikt nie prezentuje takiego entuzjazmu jak on. Można więc być pewnym, że postara się o coś więcej niż setnego gola w Milanie. Może, tropem Kaki, o syna? Wszak jego ojciec nie tak dawno upomniał się u Filippo o wnuka. To dopiero byłoby spełnienie. Radeo |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |