08.08.2008
Najkrótsze mercato świata

Podobno mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. Na chwilę obecną taki tytuł mogę przyznać człowiekowi, który nie raz udowadniał swoimi poczynaniami, że kimś takim jest, pomimo leciwości wieku i aparycji, z zaznaczeniem, że jego zwolennikiem nigdy nie byłem i prawdopodobnie nigdy nie będę. I nie, nie mówię o Ancelottim, który dobitnie pokazał w ostatnim sezonie, że skończyć nie potrafi, a i z zaczynaniem miał spory problem. Mowa o popleczniku Berlusconiego, Adriano Gallianim, który skończył. Skończył, z odmładzaniem kadry Milanu, zakupami na słodkie oczy, z owijaniem bawełnę. Ale czy na pewno?

Tegoroczną kampanię pod nazwą „Mercato 2008” zaczął ni stąd, ni zowąd (i jeszcze z innego miejsca) podpisaniem umowy z Mathieu Flaminim, do niedawna pewnym punktem Arsenalu Londyn. Następnie przeprowadził przy współpracy ze swoją świtą zapowiadany już od dłuższego czasu transfer Zambrotty z Barcelony. Jak się okazało, był to wstęp do poważniejszego romansu z włodarzami katalońskiego giganta pod tytułem „Kupujemy Ronaldinho”. I miało być tak jak zawsze, czyli chcieć chcemy, ale i tak obejdziemy się smakiem. W tym roku nie miało być inaczej aż do momentu, kiedy stery w Barçie przejął Guardiola, który z miejsca zapowiedział, że zamiast gwiazdorskiej obsady woli znanych wyrobników. Na ten sygnał Galliani czekał od dawna, więc z miejsca przystąpił do ataku. Doprowadzenie transferu do szczęśliwego zakończenia było trudne i żmudne, ale efekt był widoczny niemal natychmiast. Zwiększenie zainteresowania kibiców, wzrost sprzedaży karnetów na następny sezon, ogółem szaleństwo z powodu udanej transakcji, która - przynajmniej do rozpoczęcia rozgrywek - powinna w jakiejś części przynieść zwrot kosztów inwestycji w brazylijskiego magika. Powinna, ale nie musi.

Z tytułem wielkiej gwiazdy do Milanu przychodził zdobywca Złotej Piłki Rivaldo, piłkarz nietuzinkowy, bez którego ani reprezentacja, ani tym bardziej Barcelona miały sobie nie poradzić. Jak się bardzo szybko przekonaliśmy, wyżej wymienione drużyny, w tym rossoneri, radziły sobie lepiej bez niego, niż z nim w składzie. Choć podobno upadek jego kariery był bezpośrednio związany z tym, że Ancelotti nigdy nie był zwolennikiem jego talentu. Z uporem maniaka sadzał go na ławce, tudzież na trybunach, bardzo sporadycznie dając mu szansę gry, co szybko zniechęciło Rivaldo do klubu, kibiców i vice versa. W podobnej roli przychodzi Ronaldinho. Co więcej w najgorszym dla siebie okresie. Konflikty oraz utrata miejsca w zespole Barcelony, a następnie w reprezentacji, duży spadek formy, prowadzenie mało sportowego życia (chyba że sportem nazwiemy ustalanie rekordu w zaliczaniu kolejnych imprez), co doprowadziło do sporej nadwagi oraz fatalna prasa wskazują, że radość z udanego transferu może być przedwczesna. Co więcej, może się okazać, że zwyczajnie zakupiono kota w worku, choć póki co, najbardziej wartościowe jest na razie opakowanie. Bo dla kibica nie jest najważniejsze ile będzie zarabiać, z kim się spotyka i co je na kolację, a przynajmniej być nie powinno. Ważniejsze jest to, jak będzie prezentować się na tle czerwono-czarnych barw. Czy będzie dla mediolańskiego klubu tym, kim stał się Kaká. Czy faktycznie, tak jak Galliani szumnie teraz zapowiada, jest to tak duże wzmocnienie, że więcej nowych zawodników Milan już nie potrzebuje, a Ronaldinho będzie gwarantem walki o scudetto i Puchar UEFA? A może jest to tylko sposób na zamknięcie ust kibicom, którzy domagali się znaczących wzmocnień i poprawienia jakości gry, co przynajmniej nazwisko tegoż zawodnika gwarantuje.

Cokolwiek by się nie okazało, Adriano Galliani już może czuć się wygranym tegorocznego mercato. Skutecznie zamknął usta nawet najbardziej wybrednym kibicom, którzy domagali się wzmocnień na pozycji bramkarza (żaden z obecnych nie gwarantuje światowej klasy) oraz napastnika (Pato jeszcze zbyt młody, by brać odpowiedzialność za wynik, Inzaghi zbyt kontuzjogenny i chimeryczny, a Borriello zwyczajnie spala się psychicznie w mediolańskim klubie). Zapłacił za niego śmieszne pieniądze, w porównaniu z tym, ile Ronaldinho był wart jeszcze rok temu. Do tego zapewnił przynajmniej na kilka miesięcy finansowe tantiemy ze sprzedaży przeróżnych gadżetów oraz wizerunku samego zawodnika. Tylko czy nie okaże się to pyrrusowym zwycięstwem, czego efektem będzie niezadowalająca postawa w nadchodzącym sezonie, gdzie zapowiadana jest walka o scudetto oraz nigdy nie zdobyty Puchar UEFA? Miejmy nadzieję że nie, tym bardziej, że po ostatnim fatalnym sezonie tylko ona nam pozostała.

nAzGuL22



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone