![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
||||
![]() |
||||
|
12.04.2004 Sport i polityka w jednym stali domu (o kryzysie firm wielkich także)... Ostatnie kolejki Serie A (z nr 27 i 28) i przede wszystkim ćwierćfinały Ligi Mistrzów podważyły powszechne już przekonanie, iż w tym sezonie mistrzem Włoch i zdobywcą Pucharu Mistrzów zostanie AC Milan i nic mu w tym nie może przeszkodzić. Od paru tygodni bowiem forma mediolańczyków drastycznie spada (potwierdzając starą prawdę, że każda dobra passa kiedyś się kończy). Shevchenko i spółka, mimo iż grają dziś chyba najładniejszy futbol w Europie (może jedynie poza Arsenalem, notabene także przeżywającym trudne chwile) przeżywają właśnie taki kryzys, a i ostatnie mecze potwierdzają to dobitnie (po rozbiciu w puch - 4:1 - bardzo dobrej przecież drużyny Deportivo La Coruna, tylko 2:2 z Chievo i 1:1 z Modeną, no i wreszcie najświeższy blamaż w rewanżu z tymże Deportivo). Są tacy, którzy w sukcesach czerwono-czarnych widza "niewidzialną rękę" właściciela klubu i jednocześnie premiera Silvio Berlusconiego. Dla nich to właśnie ostatnie mecze mediolańczyków w lidze są tego dowodem: Milan bowiem tylko zremisował u siebie z Chievo Verona (2:2) i to jeszcze dzięki niewiarygodnym zbiegom okoliczności (wyrównująca bramka Shevchenki w doliczonym czasie gry!!!), a tydzień później także bardzo szczęśliwie uratował 1:1 z Modeną. I znów we włoskiej prasie (szczególnie w tej przeciwnej polityce rządu Berlusconiego) pojawiły się oskarżenia o: sprzyjanie faworytom, subiektywne sędziowanie etc. Nie jest to jednak żadna nowość dla śledzących kulisy włoskiego futbolu - wraz z mistrzowskimi tytułami Juventusu z ostatnich lat w prasie także pojawiały się jawne oskarżenia o sprzyjanie temu zespołowi przez sędziów i związek piłkarski (po wielu "szczęśliwych" remisach turyńczyków w ostatnich minutach meczu, podyktowanych karnych "z kapelusza", ustalaniu "wygodnych" dla Juventusu terminów spotkań etc.). I tu czas na pewną refleksję - czy na pewno we włoskim (a może i światowym) futbolu jest miejsce dla maluczkich? Czy są oni jedynie dostarczycielami punktów dla faworytów i jedynie raz na jakiś czas udaje im się "zebrać okruchy z pańskiego stołu"? Czyż nie jest właśnie tak, jak głoszą poszukiwacze "spiskowej teorii dziejów", że pewne tytuły i honory są z góry przypisane małej grupie "arystokracji"? Wspomniane przykłady Juventusu, a teraz Milanu mogłyby to potwierdzać. Tylko czy takim drużynom na pewno potrzebna jest pozaboiskowa pomoc? Przecież Juventus z ostatnich lat i Milan z tego sezonu są na tyle silne, że miano faworytów wywalczyły na boisku, a nie przy "zielonym stoliku". Widać jednak chęć przypodobania się władzy (w przypadku Juventusu bardzo wpływowej rodzinie Agnellich, która posiada większościowe udziały w tym klubie) przez sędziów, działaczy i im podobnych, co może jednak okazać się "niedźwiedzią przysługą". Wielkie kluby bowiem powinny wygrywać bezapelacyjnie i bez żadnych spekulacji, a przypięcie im przez media łatki "pańskich faworytów" może im skutecznie odebrać duże grono kibiców. Na szczęście jednak "długie ręce" właścicieli klubów nie sięgają rozgrywek europejskich. Co udowadnia rezultat rewanżowego meczu Milanu z Deportivo (klęska 0:4 i odpadnięcie mediolańczyków z dalszej fazy), jak i przegrane Realu i Arsenalu. Wniosek jest taki, iż w krytykowanej zewsząd Lidze Mistrzów i stojącej za nią UEFA, co zabrzmi paradoksalnie, wspomniani "maluczcy" mają właśnie największe szanse zaistnieć. Trafne tu będzie przytoczenie hasła reklamowego UEFA "We care about football" (Troszczymy się o piłkę nożną). Suma summarum - sport i polityka przeplatają się od niepamiętnych czasów (zaczęło się chyba od igrzysk organizowanych przez rzymskich władców dla pozyskania przychylności tłumu), co odcisnęło już swoiste społeczne piętno - dla wielkich zawsze znajdzie się jakaś, choćby i niepotrzebna pomoc, maluczkim nawet wiatr sypie w oczy. Co jednak do Milanu - otóż abstrahując od wszelkich dywagacji na temat "niewidzialnej ręki", drużyna ta jednak dostała zadyszki, przepowiadanej jej przez media. Od paru bowiem tygodni każdy zastanawiał się kiedy obrońcy Pucharu Mistrzów wpadną w kryzys, w który każdy klub przynajmniej raz w sezonie wpaść musi (co potwierdzają wszelkie rozgrywki europejskie, nawet wielcy mają chwile słabości). Pytanie brzmi teraz czy Carlo Ancelotti odpowiednio przygotował zespół, skoro ten kryzys przechodzi w momencie najważniejszych rozstrzygnięć w LM i na ostatnim etapie rozgrywek o mistrzostwo Italii?. Kibice Milanu muszą mieć nadzieję, że klub jednak utrzyma przewagę w Serie A i wywalczy upragnione mistrzostwo (po raz pierwszy od 1999 r.), na LM już bowiem liczyć nie mogą. Ostatnia wygrana z Empoli (notabene także w wielkich kontrowersjach - po rzucie karnym "z kapelusza") daje jednak lekki powiem optymizmu. No i znów wracając do tematu wielkich i małych - w tym sezonie Ci "mali" naprawdę napsuli krwi faworytom. Wystarczy spojrzeć na zestaw par półfinałowych LM - Deportivo, Chelsea, Porto i Monaco - gdzie Real? Manchester United? Juventus? no i oczywiście Milan?. Także w ligach widać te symptomy (w lidze niemieckiej pewnie po mistrzostwo zmierza Werder przed Bayernem, w lidze włoskiej w kryzysie jest Lazio, w Hiszpani słabo gra Barcelona). Z drugiej zaś strony mamy przykład Chelsea - drużyny budowanej wyłącznie za pieniądze, bez tradycji, wieloletniego zgrania, mimo to z zadziwiającymi sukcesami (szansa na mistrzostwo Anglii i półfinał LM - tu wielkie brawa dla Claudio Ranierego za poukładanie tych wszystkich klocków). Wniosek? Dziś w futbolu liczą się pieniądze lub w przypadku ich braku waleczność, ambicja i praca, praca, praca. Tradycja i "nazwa" powoli idą w zapomnienie. Znak czasów...Ale o tym już kiedy indziej. Tym felietonem (może dlatego, że jest pierwszy - jest tak poważny w odbiorze) pragnę rozpocząć pisanie do serwisu ACMilan.PL, mając nadzieję na owocną współpracę i dobry odbiór u potencjalnych czytelników. Michał Milanowski |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |