Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


 

03.05.2004
Niebieska piłka w złociste gwiazdki.

Jako, iż naokoło wszyscy świętują (lub rozpaczają - zależy od politycznych wyborów) z faktu wejścia Polski do Unii Europejskiej, temat tegoż felietonu także unijny będzie. A mianowicie o zjednoczonej europie piłkarskiej i konsekwencjach z tegoż wynikających.

Od lat 90-tych ubiegłego stulecia zauważalny jest "kryzys tożsamości" piłkarskiego światka. Gdzie te czasy, kiedy wierność do barw jednego klubu była cnotą?, gdzie piłkarze, którzy potrafili całą karierę spędzić w klubie tym jednym? (Franco Baresi i Paolo Maldini - jedyny jego sukcesor na takim poziomie - to żywe pomniki starzejącej się legendy). "Europa bez granic" - zda się w piłce zdanie to wyprzedziło inne dziedziny życia o lat dobrych parę. Kluby bazujące na wychowankach raczej nic nie znaczą w europejskiej piłce (poza nielicznymi wyjątkami potwierdzającymi tę regułę - przykładem niech będzie Athletic Bilbao, ale to klub specyficzny, oprócz wychowanków bowiem preferujący wyłącznie piłkarzy z kraju Basków), największe sukcesy odnoszą zaś te, w których jedynym prawdziwym łącznikiem między piłkarzami jest pieniądz (jak by to powiedział pewien znany polski trener - "kasa Misiu, kasa").

Właśnie pieniądz - cóż znaczy bowiem dla piłkarza przywiązanie do barw klubowych wobec szeleszczącego pliku Euro przed jego nosem? Prym wiódł w takim kaperowaniu gwiazd Real Madryt (potrafiący wyciągnąć Figo z Barcelony, czy wychowanka MU - Davida Beckhama), ostatnio jednak przegania go w tych zapędach londyńska Chelsea (za sprawą kompletnie nieliczącego się z pieniędzmi Romana Abramowicza). Nawet piłkarze symbole (za których kluby dają zaporowe ceny - przykład Raula z Realu Madryt, za którego kupno trzeba wyłożyć cosik koło 120 mln Euro) zaczynają przebąkiwać o: 1 - chęci zmiany otoczenia, 2 - potrzebie nowych wyzwań, 3 - czy "że żona woli hiszpański klimat" (niepotrzebne skreślić, cytat ze słów Zizou). Cóż poradzić - prawdziwa wspomniana "Europa bez granic".

Jest jednak nadzieja - sukcesy klubów małych, nie "na nazwiskach jadących" ale na myśli szkoleniowej lub zgraniu zespołu. W tym sezonie piłkarska Europa odczuła to boleśnie - przykłady Monaco, Porto czy Deportivo potwierdziły, że jednak pieniądz to nie wszystko (choć czwartym półfinalista LM jest wspomniana Chelsea, na pieniądzach wszak zbudowana). Także piłkarze, którzy w pogonii za mamoną wierność klubową zostawili w szatni, powoli budzą się i opamiętują (Claude Makelele, który tak chętnie odszedł z Realu do Chelsea, a teraz nie ma miejsca w podstawowym składzie londyńczyków, powoli przebąkuje o powrocie do ligi hiszpańskiej - nie dziwota, skoro w Realu był jednym z najważniejszych graczy środka pola). I tu niespodziewanie wielki plus dla ligi włoskiej - w niej to przecież chyba najwięcej miłości klubowej zostało (przykład wspomnianego Maldiniego ale i Abbiatiego i Ambrosiniego - wolących grzać ławę w ukochanym Milanie, niż go opuścić). Choć pewność tę może zachwiać rychło Francesco Totti, jeśli opuści wreszcie Romę (której jest przecież symbolem) na rzecz Hiszpanii lub Wysp Brytyjskich (po wicemistrzostwie rzymian w tym sezonie, równoznacznym z pewnością gry w LM w następnym może jednak Totti w Rzymie zostanie).

Ciekawym tymczasem jak to w nowych krajach członkowskich będzie - czy najlepsi piłkarze czescy, słowaccy, litewscy (bo o polskich litościwie "gwiazdeczkach" nie pomnę) też za mamoną pobiegną, granicę li tylko na dowód przekraczając ? - odpowiem: nie będzie tak źle - przecież prawo Bosmana i inne przepisy UEFA wyprzedziły zjednoczenie Europy, już od lat paru będąc w nowych państwach egzekwowane i jakoś to exodusu nie spowodowało. Inna sprawa, że teraz taki Mila Sebastian już bez pozwolenia na pracę będzie mógł do Brytanii odejść razem z kolegą Rasiakiem Grzegorzem (jeśli się chętni oczywiście znajdą na nich).

Wnioski nasuwają się same i są dość oczywiste: złoty środek to współistnienie klubów "tradycyjnych" i "pieniężnych", tak jak i podobny podział na piłkarzy. (nikt bowiem nie zmieni charakteru kopacza, dla którego barwy klubowe nic nie znaczą wobec czeku z sześcioma zerami). Wnioski dla zjednoczenia Europy (bo i takie w krótkim przypływie wiary w nieomylność swoją niżej podpisany ma odwagę przedstawić) też nie najgorsze - skoro w piłce ta "bezgraniczność" wiele nie zmieniła, to i w gospodarce i innych dziedzinach niebo się może nam na głowę nie zwali (jak mawiał Asparanoiks, wódz z wioski Asterixa i Obelixa). Ci co umieją sobie radzić, to sobie poradzą. Ci co tylko narzekać umieli, dalej czynić to będą (tyle, że może bardziej po europejsku). I tyle - a teraz czas obudzić się w Europie...


Z ligi włoskiej.

Łaska kibica na pstrym koniu jeździ - zda się powiedzieć po tym jak Milan zdobył jednak mistrzostwo w swoim dobrym (znanym już z tego sezonu) stylu, pokonując Romę 1:0. Krytycy ostatnich poczynań mediolańczyków (w tym i niżej podpisany) jednym chórem zachłystują się teraz mistrzowskim szampanem (jako iż wino wolę to lampkę symboliczną wypijam). Mediolan zwycięski!!! (co przy kolejnej porażce Juventusu i Interu cieszy jeszcze bardziej - w tym momencie zarzuty o nieobiektywność oddalam, zasłaniając się pomrocznościa jasną nabytą w trakcie świętowania wejścia Polski do UE).

Z unijnym pozdrowieniem - Michał Milanowski



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone