![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
||||
![]() |
||||
|
21.08.2004 Zaczynamy! Wyszli na zieloną murawę. Spokojni jak nigdy, pewni że rozpoczyna się kolejny sezon zwycięstw. Rozejrzeli się dookoła - na trybunach zasiadło niewiele ponad 40 tysięcy kibiców. Tych najwierniejszych, ubranych w te same stroje nie trzeba było ściągać. Inni zostali zapewne przed telewizorami, by dzielić to spotkanie z kolejnymi wystepami olimpijczyków. To miał być ciekawy i przede wszystkim wygrany mecz... Puma rozejrzał się dookoła. Jego pole, wyznaczone białymi liniami, wydawało się dziwnie małe. - Czyżby ktoś chciał jeszcze wedrzeć się do mojej świątyni? - pomyślał. Spojrzał w prawo. Tam już stał pociąg do raju. Najszybszy z najszybszych - po prostu Pendolino wyruszał w kolejną podróż. Jeszcze nie zdążył się jednak dobrze rozpędzić... Po przeciwnej stronie opaskę poprawiał Kapitan. - Który to już sezon w tej samej koszulce? - przyszło mu do głowy. - Ale wciąż ta sama radość, ten sam entuzjazm. Takiej spółki już dawno nie mieliśmy w końcu... - uśmiechnął się lekko. Po jego prawej ręce wyrastały dwie kolumny - Herkules i Elegancik. Jeden z drugim w doskonałych humorach, formie fizycznej. Sprawiali wrażenie, że przychodzi im stoczyć bój futbolu amerykańskiego, nie piłki nożnej. W takim towarzystwie nic nam nie groźne, z takimi tyłami na każdą bitwę można wychodzić spokojnie. Na środku tymczasem ostatnie żarty wyprawiali wiecznie młodzi - Wojownik coś krzyknął jeszcze i poklepał po plecach Magika C. Ten dopiero co wrócił z wakacji w Portugalii, a już przyszło mu walczyć o kolejne trofea. Ale nie mógł narzekać. Przecież kiedy patrzy na Lupina, przypomina mu się jak wiele potu kosztuje występ od pierwszej minuty. Ten ostatni zresztą powoli rozgrzewał ręce do kolejnego skoku. Tym razem zamierzał obrabować kilka naiwnych postaci ze stolicy. A z przodu wspaniały trójkąt układali przybysze z innej planety. Diabeł ze wschodu poprawił blond fryzurę. Jak zwykle nie mógł doczekać się pierwszego gwizdka. Ale uspokoił go uśmiech młodziutkiego Wirtuoza, który żonglował piłką. W dodatku nagle podszedł do niego Skorpion i zarzucił: - Mógłbyś dzisiaj dać mi choć jedną? W końcu i tak dwie będą twoje! Nagle zza bocznej linii dobiegł głośny okrzyk. Mister wrzasnął: - Zaczynamy... Marcin Lepa |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |