![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
||||
![]() |
||||
|
12.02.2005 Trzecia strona medalu Andrea wraca z kolejnej bitwy pokiereszowany. "Aleksander Wielki" nawet w niej nie wystąpił. A mimo to odnieśliśmy zwycięstwo. My? Tak. Po części przynajmniej, bo kto kibicuje najlepszej drużynie z Mediolanu, musi także sympatyzować z "Błękitnymi" mistrzami futbolu z Półwyspu Apenińskiego. I nawet jeśli w czasie mistrzowskich imprez niektórzy mocniej zaciskają palce za innych i tak serce bije mocniej, kiedy Gennaro, czy Giuseppe walczą dla Włoch. Z drugiej strony złość trochę człowieka ogarnia, kiedy widzi jak radzą sobie na zielonym prostokącie nasi rodzimi kopacze. Dlaczego umiłowanie do piłki nożnej nie może pozwalać na wieczne radości? Albo dlaczego mieszkamy tak daleko od Italii i wielkie zwycięstwa możemy przeżywać tylko od święta? Czy miłość do Milanu wzięła się z głodu sukcesu właśnie? Wyobraźmy sobie, że do Polski przyjeżdża nasz daleki kuzyn z... Malezji - niech będzie ten daleki azjatycki tygrys. W końcu nie stanowi on wielkiej potęgi w światowym futbolu. A że ciężko sobie wyobrazić nam żółtego kuzyna? Cóż, takie są prawa felietonowej wyobraźni... No więc przybywa ów kuzyn. I nagle zaczyna pasjonować się naszą rodzimą piłką i poszczególnymi meczami. Obstawia wszystkie kolejki, śledzi na bieżąco wyniki, jeździ na kolejne spotkania... Jednym słowem - biało-czerwony maniak! Spojrzelibyśmy na to wszystko z przymrużeniem oka. W końcu nasze zaangażowanie jest normalne. Jego byłoby sztucznie nieco napompowane. No i nagle przypominamy sobie podróże do Włoch. Długie i trudne przeprawy do "Ziemi Obiecanej". Bo zawsze... obiecuje nam ona widowiska znakomite. I czy teraz nie mamy min maniaków?! Andrea wraca pokiereszowany. Już zaczynam drżeć o jego nogi w obliczu spotkania z Manchester United. Zdąży? A co jeśli nie? Zastąpi go Maksym. Poradzi sobie? A może Vikash? Powoli rozgrywam ten mecz w myślach. W Anglii też na szczęście nie mają wesołych min. Oni walczą o swojego Ruuda. No i czas płynie szybko... Jest jeszcze jedna strona medalu. Jakie będzie miała imię? Wiem jedno - piłka nie zna granic. Niech nazywają nas maniakami, fanatykami! To tylko jako komplementy brzmieć mi będzie. Ja naprawdę zdenerwowałem się urazem "błękitnego" Andrzeja. Tak jak wcześniej martwiłem się o kostkę jego imiennika z Ukrainy. Już wiem - po raz kolejny zawierzę. Trzecia strona ma imię Karola. Karola Wielkiego I. Marcin Lepa |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |