Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


 

25.02.2005
Szarada

Musiałem. Musiałem zaczekać – po szalenie ważnym zwycięstwie w ostatnim ligowym meczu i dogonieniu Juve, entuzjazm wzrósł znacznie w szeregach rossonerich. Jednak postanowiłem poczekać na pierwszy mecz tegorocznego serialu Ligi Mistrzów. Serialu, bowiem wierzę i wierzyłem, że nie będzie to tylko dwuczęściowy horror.

I opłacało się. O ileż łatwiej pisać po tak ważnym zwycięstwie jak to w Manchesterze. Jak pięknie wygląda dzisiaj „nasza” strona internetowa. W jej sercu trzy wspaniałe znaczki klubowe. Najpierw ten czerwony – naszych ostatnich rywali. Obok ten ukochany i najważniejszy. A przy tym rezultat o jakim każdy śnił. Obok ponownie dwa herby – tym razem obok naszego, czarno-niebieski. Nie miałbym nic przeciwko powtórce wyniku ze środowego wieczoru...

Emocje udzielają się do tego stopnia, że na kartce rozegrałem już wszystkie pozostające do końca sezonu kolejki Serie A. Przewidziałem tam, że po 25. turze dogonimy pasiaków z Turynu. To optymistyczna wieść! Ta gorsza – i tak na końcu sezonu... Juventus jest lepszy o dwa „oczka”. Tak więc nie ma czasu na hurraoptymizm – trzeba jeszcze mocniej pracować, bo... zostały dwa punkty do nadrobienia.

W Lidze Mistrzów także założyłem wyeliminowanie „Czerwonych diabłów” z Manchesteru. I to w dodatku po dwóch ciężkich bojach. Więc ponownie wygląda na to, że się nie mylę. Jednak i tu nie można skakać z radości. Za nami dopiero 90 minut – pozostaje drugie tyle i trzeba przejść przez nie zwycięsko. W dodatku potem przyjdzie czas na ćwierćfinały. I nie jest powiedziane, że tam los znowu nie postawi nam na drodze jakiegoś doskonale uzbrojonego zespołu specjalistów.

Innymi słowy – szarada nadal ma zbyt wiele możliwości, by już teraz zakładać jej ostateczne rozwiązanie. A w dodatku być może jest kilka jej końcowych wyników. Carlo Ancelotti powiedział niedawno, że zna już zwycięzcę tegorocznej Champions League. Jeśli tak, to dla niego jedna szarada mniej. Mam nadzieję, że ma też jakieś przecieki co do końcowego rezultatu zmagań o mistrzostwo Włoch. Jeśli to my mamy je wygrać, to niech pilnuje swoich wizji, niczym Dida strzeże swojej bramki. Jeśli wieści są mniej pomyślne, czas na ostateczne zmiany – niczym kolejne zwody Kaki.

No i oby jeszcze Andrij Szewczenko zapomniał o kontuzjowanym nieszczęściu...

Marcin Lepa



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone