Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


 

06.11.2004
Szansa dla krytyków

Wreszcie przegrali! No bo ile można wygrywać i cały czas prezentować wysoką formę? Ile razy można ratować punkty w ostatniej chwili. A tak mamy szansę podnieść głosy krytyki i trochę pomarudzić.

Tylko Andrij Szewczenko okazał się skuteczny. Tylko Dida był na posterunku zawsze, kiedy wymagała tego sytuacja. Pozostali zawodnicy dali się zdominować rywalowi. Byli wolniejsi, grali nerwowo, bez pomysłu - z myślą, że remis jest dobrym wynikiem i pozwoli awansować do kolejnej fazy Ligi Mistrzów.

Zarazem rywale pokazali, że w tym sezonie stanowić będą nie lada przeszkodę do przejścia - szybkość, znakomite wyszkolenie techniczne, skuteczne popisy indywidualne, wreszcie dobry trener, który przygotowywał ten mecz od dawna.

Barcelona zasłużenie wygrała 2:1!!!

Teraz pozostaje odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie z tego wnioski płyną dla nas, a przede wszystkim dla Carlo Ancelottiego i jego kompanii? Wydaje mi się, że nie ma co się przejmować samym wynikiem. W końcu w Mediolanie to Milan wygrał 1:0 i gdyby to była dalsza faza - dwumecz rozgrywany systemem "przegrywający odpada" - rossoneri awansowaliby do kolejnej fazy rozgrywek. Poza tym w ciągu siedemnastu dni milaniści musieli stawić czoła rywalom w aż 6 meczach! A to spora dawka.

Jeśli chodzi natomiast o styl, sposób gry - tu już trochę pesymizmu należy zasiać. Na Camp Nuo nasi ulubieńcy dali się łatwo stłamsić. Mimo bardzo dobrych pierwszych dwudziestu minut, w których defensywa była trudna do spenetrowania, a pomoc i atak radziły sobie nader dobrze, nastąpiło załamanie. Tak jakby wszyscy zdali się tylko na nieskuteczność przeciwników, lub zawierzyli magicznym rękom "czerwono-czarnej Pantery".

Aby wygrywać europejskie puchary, takie myślenie trzeba zmienić. W 2003 roku Milan okazał się najlepszy dzięki konsekwentnej i skutecznej grze jaką dominował swoich rywali. Niezależnie od boiska i innych okoliczności. Jeśli w tym roku przegraliśmy w La Corunii, to tylko dlatego, że nastąpiło dziwne zaćmienie i niektórzy zapomnieli o kilku fundamentalnych zasadach "mediolańskiej nawałnicy".

W miniony wtorek mieliśmy do czynienia z podobną utratą pamięci. Jedynie nieskuteczność i nadmiar fantazji rywali nie skończył meczu w wyższych rozmiarach. Mamy listopad - i chyba czas na zadumę i przemyślenia. Na razie nic się nie stało. I oby tak zostało aż do szczęśliwego finału 2005...

Marcin Lepa



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone