Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


 

14.08.2004
Realny Milan

Gorączka, jaka zapanowała w naszym kraju w przeddzień przyjazdu do Polski drużyny Realu Madryt, jeszcze raz uświadomiła mi jak biednym krajem jesteśmy. Gazety prześcigały się w komplementach pod adresem "galaktycznych": bogowie, magicy, cudowni, najlepsi, najdrożsi… A Wisła miała z nimi wygrać.

Po przegranej podniosła się o dziwo fala krytyki - że niby krakowianie mogli zagrać agresywnie, lepiej, skuteczniej. Jedno się tylko nie zmieniło - fala zachwytów nad "królewskimi". Ja w międzyczasie miałem przyjemność przebywać w Krakowie i w dodatku z gościem z… Hiszpanii. Nie omieszkałem więc zamienić kilku zdań na temat słynnego Realu. I okazało się, że cały ten "kabaret po polsku" dla mojej znajomej nie jest niczym nowym. Podobne co rusz zdarzają się choćby w Japonii. Ani też nie jest niczym śmiesznym, bo podobnie wesoło dla niej znaczy - najlepsza drużyna na świecie.

Jako że kibicem piłkarzy z Madrytu nie jestem, ale zarazem ich wielkim antagonistą także nie, mogłem trochę chłodniej oceniać. I wnioski moje mogą być tylko pozytywne. Cieszę się bowiem, że moje serce nie bije na zielono. Tak zielono - gdyż nieRealni z białym kolorem tradycyjnych strojów mają coraz mniej wspólnego. Coraz częściej za to kojarzy się ich z zielenią wszechmocnego dolara.

Dziś do trupy cyrkowej dołączył (prawie już na pewno) kolejny zawodnik - Michael Owen. I ja tylko cieszyć się mogę. Tak trzymać kochani!

Nie chcę porównywać Naszego ukochanego Milanu z Realem, ani pisać o ewentualnych przewagach rossonerich, ale jedno wiem na pewno - rodzinna atmosfera klubu z Mediolanu dalece więcej przemawia do mnie, niż gigantomania wywodząca się z Madrytu. Tradycja i szacunek dla Paolo Maldiniego są dla mnie bowiem równie ważne, co wygrana w Lidze Mistrzów 2003, lub "scudetto" 2004. Nie wybaczyłbym poniżenia tego zawodnika, tak jak wielu kibiców Realu nie może zapomnieć władzom tego klubu, oddania Fernando Hierro, czy wypożyczenia Fernando Morientesa.

W przeddzień kolejnego sezonu ligowego i następnej edycji Ligi Mistrzów mogę więc życzyć sobie i wszystkim działaczom Milanu jednego - by obok kolejnych transferów nie zapominali o historii i wysiłku tych, którzy codziennie pocą się i trudzą dla chwały czerwono-czarnych. Jeśli nie odszedł Rui Costa, pozostał Massimo Ambrosini, a Christian Abbiati mówi, że liczy się tylko Milan, to właśnie dla tych szczególnych więzów, które łączą nas wszystkich.

A Real? Wyśniony, galaktyczny? Niech wygrywa 2:0, awansuje dalej, objeżdża świat z trupą cyrkową - jeśli zwyciężać zacznie na poważnie, też nie będę płakał. Ale prawdziwej wartości futbolu to klub ten na razie nie propaguje. I dlatego - między innymi - wolę mój, realny Milan!!!

Marcin Lepa



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone