![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
||||
![]() |
||||
|
09.10.2004 Poszukiwacze skarbów Wyruszyliśmy o godzinie 11. Przed nami szykowała się podróż długa na co najmniej 38 dni. Wielu mogło nie wrócić z niej, wielu mogło rannymi zostać. Co prawda przygotowaliśmy się odpowiednio do tak forsownej, wyczerpującej podróży, ale nigdy wszystkiego nie dasz rady przewidzieć. Mówiono nam co prawda, że największe kłopoty mogą nas spotkać ze strony tubylców z północy, ale tak się stało, że akurat to południowcy... zmrozili naszą krew. A później przelali ją bez respektu. Zapowiadała się nad wyraz ostra przeprawa. Dziś kiedy piszę te słowa mamy za sobą piąty dzień wyprawy - szykujemy się do kolejnego ataku na tereny wroga. Podobno na Sycylii i Sardynii ukryte są najpiękniejsze okazy, najwspanialsze skarby. W słońcu tych dwóch wysp ukryto niegdyś perły Morza Śródziemnego, a starożytni mieszkańcy w ich poszukiwaniu potrafili sami stworzyć wielkie widowiska. Dziś tego dowodem są odpowiednio imponujące teatry marzeń i snów. Część z nich już widziałem, część przyjdzie nam dopiero ujrzeć. Jak na razie jest jednak rzecz, która w całej tej naszej wyprawie wychodzi na plan pierwszy - otóż nie wspomniałem jeszcze o kompanach, towarzyszach wyprawy. Kilku z nich równie dobrze mogłoby pozostać w domu i dzieci tulić do snu, ale zdecydowali się na kolejną dawkę wrażeń, na jeszcze jedną podróż doświadczeń. Są też tacy, którzy jeszcze niewiele widzieli i ruszyli jedynie z czystej ciekawości, głodu sukcesu i niespodzianek. Ze wszystkimi rozumiem się bez słów. Obiecano nam wielkie pieniądze. Podobno czekają na nas nagrody - jako że ewentualne trofea znalezione i zdobyte, jak zawsze oddamy do skarbca - liczymy na próżna sławę i całkiem materialne korzyści. Kto nam może zagrozić? Podobno jest kilka równoczesnych eskapad, z których ta z Barcelony porusza się najszybciej i najsprawniej. Nieźle poczynają sobie nasi sąsiedzi z Turynu. Za to zupełnie bez ładu i składu pogrywają "wycieczkowicze" z Rzymu i Madrytu. Zostało jeszcze kilkanaście trudnych dni, ale wiara powoli rośnie, a forma cały czas spokojna. I nawet jeśli niektórych codziennie muszę przekonywać, że wszystko jest możliwe, naprzód podążamy. I mam tylko nadzieję, że zanim do celu dobrniemy, żadnych nieporozumień wśród naszych przewodników nie będzie. Ewentualna utrata przywódcy może kosztować nazbyt wiele. A on swój autorytet zbudował. Marcin Lepa |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |