Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


 

03.05.2005
Czas prawdziwych nerwów

Awans. Kolejne dni za nami, kolejne spotkania. Udało się ograć Parmę, pokonaliśmy Fiorentinę. Za chwilę dwa niezwykłe starcia. Jednak jestem już spokojny – śmiem twierdzić, że w ostatnich trzech latach Milan tylko raz zawiódł w bezpośrednim starciu o wielką stawkę. Był to rewanż z Deportivo La Coruną w zeszłosezonowej Lidze Mistrzów. Niektórzy doliczają jeszcze porażkę w Pucharze Interkontynentalnym, ale to już inna historia.

Spokój. Tak więc wydaje mi się, że mogę być spokojny. Może to zboczenie czerwono-czarne, ale pewniejszy jestem korzystnego rezultatu w bezpośrednim starciu z Juventusem, niż kolejnych trzech bojów kończących sezon Serie A. Tak samo pewny jestem awansu do finału Champions League.

Wyższość. Od pasiaków z Turynu dzieli nas jedna klasa. I to oni muszą ją nadrobić! Problem jednak w tym, że w długim sezonie ligowym nie zawsze wygrywa najlepszy technicznie, czy taktycznie. Nie zawsze najlepsi zawodnicy tworzą drużynę mistrzów. Czasem wola walki, spryt, ogranie, szczęście i kilka innych cech potrafią pomóc w równej walce z lepszymi. Jednak na San Siro w 35. kolejce walki o scudetto nie sądzę, by turyńczycy przeważyli.

Zmęczenie. Co jednak na to wszystko fizjoterapeuci? Czy będą równie szczęśliwi i pewni siebie co ja? A może przypomną serię ostatnich gier i kolejne zobowiązania rossonerich do końca tegorocznego maratonu? Paolo Maldini zaznaczył, że teraz nie liczy się już zmęczenie, a kolejne spotkania rozgrywa się praktycznie w głowach, bowiem poziom piłkarski i trudy sezonu wszyscy mają podobne. Niby w to wierzę, jednak śmiem twierdzić, że oprócz mocniejszych głów Milan przeważył w pierwszym starciu z PSV Eindhoven także klasą poszczególnych zawodników. Obie drużyny grały doskonale, ale Andrij Szewczenko i Jon Dahl Tomasson okazali się sprytniejsi i lepsi piłkarsko od napastników przybyłych z Holandii.

Teraz. Jak więc nie zakończyć sezonu z pustymi rękoma? Oto jest pytanie – zostało już tak niewiele i jestem pewien, że ewentualna porażka na obu frontach spowoduje zmasowaną falę krytyki. W dodatku wielu nazwie Milan największym przegranym sezonu. No bo jaka jest różnica między 12. miejscem w pierwszej lidze Włoch, a 2. miejscem? Niewielka w sumie. A między finałem Ligi Mistrzów, a ćwierćfinałem? Też mała – w obu przypadkach wraca się do domu z pustymi rękoma. A w dodatku im bliżej celu, tym zawód potem większy w razie przegranej.

Remont. Pozostaje więc to co najpiękniejsze dla kibica – czysta wiara w wielki sukces i ogromne nerwy przed ekranem telewizora (na stadiony dostaną się tylko nieliczni). A po sezonie i tak trzeba dokonać generalnego remontu – koniec ery następuje. Czas budować nowy, jeszcze większy Milan. Robotników na rynku nie brakuje...

Marcin Lepa



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone