03.04.2007
Pociąg jedzie...

Ten superszybki pociąg, jakim w ostatnich latach był Milan, pociąg który jako jeden z niewielu dojeżdżał do najdalszych stacji w Europie i we Włoszech, złapał zadyszkę. Ten niesamowity czerwono - czarny, włoski TGV, który nikomu nie dawał najmniejszych szans, zaciął się na pierwszym biegu... I nie chce jechać szybciej! Ma to dobrą stronę o tyle, że z zewnątrz doskonale widać to zbiorowisko osobliwości w poszczególnych przedziałach...

Zacznijmy od lokomotywy. Jest naprawdę skomplikowana, do końca ubiegłego sezonu sterowali nią Shevchenko i Kaka, mocno dobijał się do drzwi Gilardino, głosił wszem i wobec że będzie stanowił o sile tej maszyny, że wie co zrobić, by jechała szybciej. Nie wyszło! W międzyczasie na stacji Stamford Bridge swoimi petrodolarami pomachał Abramowicz, Pazik nie mogła oprzeć się urokowi Harrodsa i wyciągnęła Ukraińca ze sterowni. Został tam biedny Brazyliczyk, całkiem sam w obliczu tak skomplikowanej i trudnej do okiełznania maszyny. Dwoi się i troi, jednak nie zawsze udaje mu się rozpędzić ciuchcię do zadowalających prędkości. Na krzesełku obok Ricky'ego przez większą część sezonu siedział nowy nabytek, również Brazylijski, również Ricky, ale Oliveira. Wydawać by się mogło, że udało mu się zrozumieć działanie tej machiny i we dwóch rozpędzą ją do większych prędkości, ale z czasem okazało się, że to nie klasa dla Oliveiry. Nie ten pociąg. Przyszedł Ronaldo. I uczy się, widać postępy, ale dajmy mu czas. Nie dobija się za to do drzwi Alberto Gilardino. Czemu? Przejdźmy do pierwszego przedziału.

Pierwsze wrażenie, jakie nasuwa się po wejściu do pomieszczenia, to 'cyrk'. Inzaghi z wielką powagą uczy Gilardino podstawowych zasad, które wyznaje na boisku: Wywracaj się chłopie, zawsze i wszędzie, symuluj! O ile Inzaghi jest w tym mistrzem świata, to Gilardino bardzo chce. I tylko chce. Schował swoje atuty do przedziałowej popielniczki i całkowicie poddał się naukom Filippo. Nic dobrego z tego nie wynika. Niech lepiej pójdzie po rozum do głowy, wyjmie swe umiejętności z tej nieszczęsnej popielniczki, bo inaczej wysadzimy go na którejś ze stacji. Siedzi przy oknie Oliveira i o ile do niedawna nie myślał o niczym innym, tylko o jego porwanej siostrze, teraz nie może przestać myśleć o tym, jak jest szczęśliwy z powodu jej uwolnienia. Kiedy zacznie myśleć o Milanie? Nie wiadomo. Zmartwień nie ma Borriello, który przejeżdżając przez stację w Amsterdamie zaopatrzył się w trochę stuffu, by umilić sobie treningi w Milanello. Nic dobrego z tego nie wyszło... Przy drzwiach jest wolne miejsce, liczę, że na jednym z przystanków się zapełni.

Czas wejść do kolejnego przedziału. Liczniejszy od poprzedniego, obfituje w wiele indywidualności. Jest tutaj specjalna klata ze stali odpornej na wszystko, w której siedzi wściekły Gennaro. Wściekły na kolegów, którym nie w głowie gra w piłkę, w głowie im inne rzeczy. Obok klatki jest miejsce dla śpiocha numer jeden, czyli Pirlo. Obudził się tylko na czas postoju w Niemczech, a potem znowu zapadł w sen i śpi do dzisiaj. Obok niego siedzi Seedorf. Czyta książki w pięciu językach, zamawia na E-bayu części do swojego motocykla, robi wszystko, tylko nie myśli o grze w piłkę. Gdy spojrzeć pod sufit, jest tam specjalne łóżko, z założenia dla kontuzjowanego gracza, zamieniło się w łóżko z dedykacją dla Ambrosiniego. Nie budźcie go, jest wystarczająco sfrustrowany nękającymi go chorobami. Obok Seedorfa siedzi młody, niepokorny Francuz, Gourcuff. Co i rusz pyta się Seedorfa o różne rady, ale Holender ani myśli dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem. Na jednej ze stacji, gdy piłkarze dostali wieczór wolny, Gourcuff zbił na kwaśne jabłko jakiegoś młodzieńca pod dyskoteką. Ot, nie spodobały się frajerowi srebrne mokasyny naszego pomocnika. Słusznie dostał! Jednak Gourcuff mógłby przestać wzorować się na Ramosie, który na podpisanie kontraktu przybył w białym garniturze. Jest jeszcze Brocchi, większą część czasu zajmuje mu prowadzenie biznesu z Christianem Vierim, ale przyznać trzeba, że jak wyjdzie na boisko, to bardzo chce. I czasem wyjdzie mu dobry mecz. Na tle kolegów, to nawet często, nie czasem. Mimo, że nie umie grać w piłkę! Wnioski wysnujcie sami. Muzyka gra tutaj naprawdę głośno, wszyscy liczą, że obudzi się Pirlo...

To najbardziej liczny przedział, połączony z dwóch w jeden. Hoho, kogo my tu mamy. Chodzące legendy. Na największym fotelu, obłożonym cielęcą skórą, siedzi Paolo Maldini. On nie myśli o piłce, nie uczy się nowych aspektów piłkarskiego rzemiosła. On wie wszystko, chętnie dzieli się swoją wiedzą i jest tutaj bez wątpienia autorytetem numer jeden. Zawsze w koszulce, wszak zrośnięta jest z jego ciałem. Gdyby tylko zdrowie pozwalało... Obok Maldiniego na nieco mniejszym fotelu siedzi Billy. Jest już po czterdziestce, nie może biegać, ale ten fotel jest tak bardzo wygodny, że ani myśli się z niego zwlec. Billy myśli, że jego fotel jest taki jak siedzisko Maldiniego. Ależ się myli... Młodsi koledzy co i rusz sprawdzają jak ze świadomością jego synka, w końcu Costacurta zakończy karierę wtedy, gdy jego syn będzie świadomy sytuacji. Achillesie, żyj! W kącie siedzi dwóch wesołków, Bonera i Nesta. Grają na playstation, robią to bez przerwy, gdy tylko nie trenują lub nie rozgrywają spotkań. Nesta nawet złamał sobie palec od tego grania. Na stacji w Rzymie wsiadł Oddo, który ma w walizce nową jakość. Ponoć, bo cały czas jej szuka. Ale walizka jest duża, wszyscy wierzymy, że jakość jakoś się znajdzie. Przy oknie siedzi Gruzin Kaładze, nie mówi za wiele, patrzy się na krajobrazy i jest jakby nieobecny. Ale gdy wyjdzie na boisko, pokazuje, że stać go na wiele. Tylko ta kontuzja... Obok Gruzina siedzi, denerwujący wszystkich, Cafu. Opowiada kawały 24 godziny na dobę, głośno żuje gumę i razi wszystkich swoim optymizmem. Koniec kariery puka do jego drzwi, a on głośno się śmiejąc, nie chce tego pukania usłyszeć... Czasem jednak udowadnia wszystkim, skąd się wziął jego przydomek. Naprzeciwko Cafu siedzi kolejny staruszek, Favalli. Wszyscy mają nadzieję, że jest tutaj tylko przejazdem i wysiądzie na najbliższej stacji. Mam wrażenie, że pomylił pociągi. Miał wsiąść do takiego jadącego w jedną stronę, na koniec świata, a tymczasem coś mu się pomyliło... Jest również Marek Jankulovski, który naprawdę się rozkręcił na przestrzeni ostatniego sezonu. Przeplata dobre spotkania z tymi gorszymi, ale wszyscy są pełni nadziei jeśli o niego chodzi. Gdzieś pod siedzeniami schowany jest Leandro Grimi. Wypowiedziałbym się na jego temat, ale tak prawdę mówiąc, to ja nie wiem czy on istnieje naprawdę. Nikt go nie widział, tyle, że podobno jest. Od lat wierny tym barwom Simic, do niedawna wieczny rezerwowy, teraz pokazuje swoją wartość. Takich piłkarzy się ceni - pokornie znosi rolę rezerwowego, ale gdy trzeba to wejdzie i pokaże swoją wartość.

Czas do przedostatniego przedziału, a w zasadzie mini-przedziału. Siedzą od lewej: Dida, Kalac, Storari i Fiori. Śmieszna z nich paczka. Dida do niedawna cyklicznie zasypiający podczas meczów, teraz wysypia się w przedziale i na boisku jest pewnym punktem drużyny. Co prawda marzyły mu się góry pieniędzy i kaprysił przy nowym kontrakcie, ale doszedł do porozumienia z zarządem i dalej będzie stał w bramce rossonerich i udowadniał, czemu nazywają go "Pantera". Obok niego siedzi Zelijko Kalac. Podobno to dobry bramkarz, ale jest to czysta teoria, nie poparta dowodami. Może i jest dobrym bramkarzem, ale w klubach nocnych... Czemu on siedzi tuż obok Didy, a nie zdolny i niemłody Storari? Nie wiem, nie wie też Storari, ale może podczas letniego przystanku, gdy będziemy uzupełniali zapasy i pozbywali się balastu by przyspieszyć, Kalac wyleci? Oby! Na końcu siedzi Fiori, a niech siedzi. Zawsze służy dobrą radą, taki dobry duch w tym mini-przedziale.

Ostatni przedział. To jest dopiero blichtr. Skóra, jedwab, mahoń, luksus pełną gębą. A jakież to dantejskie sceny tu się odgrywają. Na mini-scenie tańczy Berlusconi, podśpiewując o swojej wielkości i boskości. "Jestem bogiem, uświadom to sobie! Jestem bogiem, tylko wyobraź to sobie!" Mógłby na chwilę zejść ze sceny i zainteresować się losami pociągu. Trochę paliwa by się przydało. A tymczasem Silvio spuszcza z baku na swoje potrzeby. Adriano Galliani, jego główny podwładny. Chce być taki jak Berlusconi, ale żąda niemożliwego. Niczym Che. Ale tamten był przystojny, a Galliani... Powinien budzić niepokój o przyszłość największych piłkarzy w największych klubach, powinien być ich postrachem, a tymczasem nadaje się do straszenia dzieci w ciemną noc... Bardzo dużo mówi, zwłaszcza o tym, że to nie pociąg jest wolny, to krajobraz zwolnił, lokomotywa ciągnie te wagony na miarę możliwości i szybciej się nie da. A te wyprzedzające nas inne maszyny? To tylko iluzja, my jesteśmy najszybsi! Ostatnia postać w tym przedziale to Carletto. Powiela swoje schematy, nie idzie z duchem czasu, nie wysypia się w przedziale, dlatego śpi na meczach. Właśnie naprawiają sznurki, którymi Carletto jest sterowany na każdym kroku. Można mu jednak współczuć, gdyż według powiedzenia 'tak krawiec kraje, jak mu materii staje'...

malutki



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone