![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
|||
![]() |
||||
|
16.09.2011 Łopatologia barcelońska Śledząc przebieg spotkania na Camp Nou z Barceloną, nikt z nas chyba nie przypuszczał, że jeden punkt trafi do Mediolanu. A jednak… Krytykom wszelkiej maści nie zamykały się gęby przed meczem, a bukmacherzy ośmieszyli Milan, stawiając już samymi kursami krzyżyk na najbardziej utytułowanym klubie świata. Ba, to był już prawie grób kolejnej ekipy, która miała polec na Camp Nou w walce z wielką Barceloną. Jednak zanim jeszcze hiszpański grabarz zdołał podnieść pierwszą łopatę ziemi, by zasypać wieczny odpoczynek Milanu, z trumny z trzaskiem wypadł gwóźdź, wybity z furią przez Pato, krzyczącego „nie umarliśmy!”. Łopata zadrżała w rękach grabarza, ale już po chwili konsternacji rozpoczęły się gorączkowe próby zasypania i ubicia tej nieskalanej dawno porażką katalońskiej ziemi, z której wystawać miał tylko ponury marmur z napisem: "Tu spoczął Milan". Na początku szło gładko, wydawało się, że wbity już został ostatni gwóźdź do trumny Milanu, z czasem jednak łopata stawała się jakby co raz cięższa. Nikt oprócz grabarza tego nie czuł, orszak żałobny godził się już z losem pochowanego, ale nikt nie spodziewał się, że śmierć nie zamierzała dzisiaj przyjść – być może wiedziała o czymś czego nikt się nie spodziewał i śmiała się w duchu z grabarza? Wszystko jednak zmierzało w nieuchronnym kierunku, los czekał na ostatnią pieczęć, Milan na wyrycie napisu „świętej pamięci”. Grabarz dopieszczał swoje dzieło, gładząc świeżo ubitą ziemię i spoglądał na zegarek, który lada chwila zwiastować miał koniec jego pracy i wtem coś się stało… nikt dotąd nie zauważył stojącej w tłumie postaci, człowieka, który powinien przecież leżeć cichutko o tam, kilka metrów pod grubą warstwą ziemi, dzieląc los reszty kompanów. To on właśnie krzyknął: „nie tym razem!”, a wszyscy jak we śnie patrzyli na to, co się właśnie działo na ich oczach. Ziemia rozstąpiła się, z trumny poleciały drzazgi, a skazani na śmierć zmartwychwstali i pobiegli, by uściskać swego wybawcę. A tym wybawcą był Thiago Silva. Milan miał więc polec na Camp Nou, skazywany od początku na porażkę i całe spotkanie na to wskazywało, ale skądś przecież wzięło się powiedzenie, że nadzieja umiera ostatnia? Krytykom jednak nadal się gęby nie zamykają: „Milan nie zasłużył na remis”, „Milan był zmiażdżony”, „Milan miał ogromne szczęście”, „Barcelona została okradziona ze zwycięstwa , itd., itp. Dość już się nasłuchałem i naczytałem tych rozpaczliwych prób tłumaczenia się i usprawiedliwiania niepowodzenia wielkiej Barcelony. Niech do Was dotrze: NIE WYGRALIŚCIE! Co z tego, że Barcelona miała przewagę i 70% posiadania piłki? Co z tego, że Katalończycy wymienili tysiąc podań? Milan został zmiażdżony? A czy ktoś pomyślał, że o to właśnie chodziło? Cóż przyszło zespołom, które próbowały grać otwartą piłkę na Camp Nou? Iloma "grobami" wielkich ekip usłano już murawę tego stadionu? Guardiola był pewny, że Milan nie przyjedzie, by się bronić i być może na tym polegał właśnie jego błąd? Być może o to właśnie chodziło? By przeczekać oblężenie, dać rywalowi fałszywe poczucie zwycięstwa, by uderzyć w najmniej oczekiwanym momencie, nie dając czasu na odpowiedź? Ten mecz w końcu pokazał dwie słabości Barcelony. Po pierwsze: zespół Guardioli nie potrafi grać przeciwko zwartej obronie, a przecież defensywa rossonerich popełniła w zasadzie tylko jeden błąd, po której padł gol. Druga bramka była pokazem kunsztu Davida Villi, który świetnie wyegzekwował stały fragment gry. W tym meczu Barcelona dwoiła się i troiła przed polem karnym, ale prawda jest taka, że tylko na próbach się kończyło, bo ile z tych kilkuset podań otwierało Katalończykom drogę do naszej bramki? Ile z nich stwarzało realne zagrożenie? Praktycznie rzecz biorąc żadne. A na koniec Milan jednym podaniem uruchomił Thiago Silvę, który w tym tłumie obrońców znalazł sposób, by skierować piłkę do siatki. To właśnie druga słabość. Barcelonę tak pochłania atak pozycyjny, to całe klepanie "ty do mnie, ja do ciebie" i próba zdominowania rywala, że momentami zapomina, jak się broni. Gdy ktoś powie, że Milan miał szczęście, bo z trzech, a może z dwóch i pół akcji, jak to gdzieś przeczytałem, padły dwa gole – ja odpowiem, że Milan był zabójczo skuteczny. A może to szczęście sprzyjało lepszym? Cóż, dla niektórych liczy się tylko to, że Barcelona zdominowała Milan i utrzymywała się nieustannie przy piłce, czym zasłużyła sobie na zwycięstwo, ale przecież to bramki decydują o zwycięstwie, prawda? Kto za rok będzie pamiętał, że Milan był miażdżony przez Wielką Barcelonę? Co przychodzi z pięknej i widowiskowej gry, dominacji na boisku, gdy na końcu się remisuje czy przegrywa? Gorycz, niedosyt, złość? W końcu liczy się wynik, który zaprzeczył wszelkim teoriom i opiniom, a potwierdził jedynie, coś co próbuje wszystkim czytelnikom uświadomić: Milan nie umarł! Camill |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |