12.10.2009
Ubezpieczenia dla młodych

Kilka lat temu madrycki Real zwolnił trenera Luxemburgo, zatrudniając w jego miejsce młodego Lopeza Caro, o którym nikt nie słyszał, ale który osiągał sukcesy z młodzieżówkami Królewskich. Hiszpan pracował pół roku, nie spełnił oczekiwań i opuścił stanowisko na rzecz Fabio Capello - wyjadacza z tuzinem medali.

Rok temu Barcelona podpisała kontrakt szkoleniowy z Pepem Guardiolą, o którym słyszał każdy, natomiast o jego metodach pracy - nikt. Drużyna prowadzona przez żółtodzioba zdobyła pięć trofeów. W związku z tym nikt nie wyobraża sobie rozwiązania kontraktu z byłym kapitanem, a obecnie cudotwórcą Blaugrany.

Pod koniec poprzedniego sezonu funkcję trenera Juventusu objął Ciro Ferrara. Jak dotąd nie sposób uczciwie ocenić jego działania, bo siedzi za sterami zbyt krótko. Na razie idzie mu nie najgorzej.

Najpóźniej z grona tych młodych i utalentowanych, a zarazem anonimowych szkoleniowców wystartował Leonardo. Z poprzednikami łączy go jeszcze fakt, że w przeszłości związany był z klubem, w którym obecnie pracuje (a z Pepem jeszcze niskie jak na piłkarski rynek zarobki). Różnica jest natomiast jedna - tamci radzili sobie przyzwoicie (Caro) albo znakomicie (Guardiola). Leonardo jak narazie nie wychodzi nic. Dlaczego?

Powód pierwszy: termin ważności minął.

Upłynął jakiś czas temu okres przydatności do grania Ronaldinho. Przychodząc do Milanu, trener wyobrażał sobie tego wybornego technika jako filar drugiej linii. Tymczasem Ronniemu panowanie nad piłką owszem pozostało, natomiast odfrunęła gdzieś wytrzymałość, szybkość w podejmowaniu decyzji i przebojowość. Efekt jest taki, że gracz najlepiej prezentuje żonglerki, ewentualnie prostopadłe piłki w Sienie. Gdy trzeba stanąć naprzeciw Zanettiego i Chivu, zaczyna się rozkładanie rąk na boki.

Upłynął też termin ważności ery wielkości klubu. Tej, która zaczęła się wraz z przyjściem Ancelottiego, a zaowocowała dwoma Pucharami Mistrzów czy Scudetto. Pod koniec swojej pracy Carlo stracił panowanie nad sytuacją, doskonale to wiedział i zdecydował się odejść. Tamtego Milanu już nie ma: Maldini nie gra, Shevchenko kopie w Kijowie, a Kaka wiadomo gdzie. Musimy się z tym pogodzić, że startujemy od zera. Naprawdę wielkimi piłkarzami są na dziś Pirlo i Pato. Nesta z Seedorfem też, ale obecnie przechodzą lekki kryzys, może na skutek kontuzji. Do tych ludzi trzeba by dokleić resztę, jeżeli marzymy o powrocie na szczyt. Guardiola na starcie miał już co dokleić do Xaviego: postarał się i dlatego bryluje.

Powód drugi: kłody rzucane z zewnątrz.

Trudno nie zauważyć, że w wielu przypadkach Leonardo miał zwyczajnie... pecha. Podejmując pracę nie wiedział, że trzeba będzie ratować budżet transferem za 60 milionów i obniżeniem kontraktów reszcie zespołu. Nie jego wina, ze pojawiła się taka drużyna jak Barca: na tle gry Katalończyków każdy zespół wypada cienko. Po wtóre miał zerowy wpływ na pozasportowe kłopoty pracodawcy (Rozwód z żoną czy recesja zaabsorbowały uwagę Berlusconiego i piłkarskie zacięcie musiało usunąć się w cień. W związku z tym wiele znakomitych nazwisk mogło zgodnie podpisać oświadczenie: "W Milanie za czasów Berlusconiego nigdy nie było tak źle, jak obecnie").

Jeśli któryś z maruderów chciałby stanąć na środku tego wesołego miasteczka i budować zespół, który wygra i dodatkowo zachwyci, to zapraszam serdecznie.

Na uboczu realnej sytuacji (a wygląda ona tak, jak remis 1:1 w Bergamo) można nakreślić kilka obiektywnych faktów. Leonardo uzyskał licencję UEFA, co z jednej strony gwarantuje, że zna podstawy swojego zawodu, a z drugiej nie koniecznie oznacza, że umie się nimi posłużyć. Tak jak z prawem jazdy: w wypadkach drogowych biorą udział kierowcy, którzy - w większości przypadków - mają kategorię B. Jest ich często dwóch, z czego tylko jeden "nie dostosował prędkości do panujących warunków". Paradoksalnie to szefostwo nie dostosowało Brazylijczykowi... warunków do oczekiwanej prędości,zapominając, że on ciągle jeździ z zielonym listkiem za szybą. I jeszcze wsadzili go do ciężarówki, bo za ster jednak AC Milan, a nie Bytovii Bytów!

Nie dziwne, że w Zurychu była stłuczka, z Interem kraksa, a z Atalantą złe parkowanie. Tylko że trener ponosi część odpowiedzialności zamiast całej. Wypadałoby oczekiwać, że Galliani sięgnie zimą do funduszu NW. W przeciwnym razie po sezonie zbankrutuje budżet OC.

Jan Podniesiński



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone