02.12.2009
Piaskownica

Człowiek wstaje sobie rano, jest niesłychanie zadowolony z rozpoczęcia piątku słodzoną kawą... W zasadzie z rozpoczęcia ostatniego dnia roboczego przed nastaniem weekendu. Sny jeszcze tłuką mu się w głowie, a odrętwienie nóg nie chce ustąpić: dzieje się to ostatecznie dopiero po ósmym łyku wspomnianej kawy. Myśli człowieka są błogie, nieuporządkowane, tak jak niniejszy akapit artykułu i jest wrażenie, że tak może być, że żadnych znaczących wstrząsów dzisiaj się nie doświadczy.

Na swoją zgubę człowiek otwiera stronę z wiadomościami sportowymi, a z niej po oczach wali nagłówek: GENNARO GATTUSO CHCE ODEJŚĆ Z MILANU. Wszelaką błogość szlag trafia. Wylatuje z pamięci remis z Marsylią.

Dlaczego? Co okrutnego musiało się stać, że nasz idol, ikona, nasz kieł w odbiorze i płuca nasze w ofensywie chce opuścić San Siro?!? Facet, który przez dekadę grał ku chwale Rossonerich! W dodatku "chce" rysuje wyraźnie zamysł intencjonalny, a nie przymus. Jeżeli bez znajomości dalszej treści poddamy interpretacji wyrażenie "Gennaro Gattuso chce odejść", naprawdę można wysnuć wniosek, że stadion Meazzy się wali, Berlusconi traci władzę, a Milanu już wcale nie będzie.

Tymczasem wewnątrz newsa autor cytuje, co konkretnie nasza ósemka była łaskawa powiedzieć w wywiadzie: "Po 11 latach w Milanie nie akceptuję myśli, że nie jestem już niezbędny. Rozmawiałem już z Leonardo. Zgadzam się z wieloma jego decyzjami, ale ten nowy system gry niewątpliwie jest dla mnie krzywdzący". Ot cała przyczyna odchodzenia.

Jeśli piłkarz zamierzał zbudować swoją wypowiedź na zasadzie logicznego wynikania, trzeba by przyjąć, że spędzenie najlepszych lat kariery w klubie ma dowodzić rażącej niesprawiedliwości zjawiska grzania ławy przez Gennaro. Tym samym dekada biegania w jednej koszulce powinna stanowić gwarancję gry w każdym momencie i w ulubionym ustawieniu. Powstaje pytanie, czy futbolista rzeczywiście chciał coś takiego wyrazić, czy może logiczne wynikanie mu nie wyszło? (Nie musiało; kontrakt z Milanem prawdopodobnie nie nakłada tego obowiązku). O ile nie zaszła tu pomyłka... tym gorzej dla mówiącego.

Zastanawia mnie dziwna maniera, jakiej nabierają piłkarze wraz z upływem lat swojej kariery: traktowania siebie nie jako pracowników podległych zasadom rynku i nadrzędnej korzyści zakładu pracy, tylko dobroczyńców wymagających podzięki łączonej z wdzięcznością. Inaczej mówiąc: od patrzenia "co mogę dać klubowi", przechodzą do "co klub powinien zapewnić mi". Odpowiedź jest jasna: powinien zamknąć oczy na obecną dyspozycję i klepać po plecach za mecz z - przykładowo - 2004 roku. To bzdura.

Gennaro Ivan Gattuso rzeczywiście dał wiele Milanowi, bezapelacyjnie należy mu się za to uznanie. Dostaje je co rusz, jego wyrazem są owacje z trybun, opaska kapitana itp itd. Ławka rezerwowych dotyczy zupełnie innego problemu: na ten moment grają inni, ale w każdej chwili trener może odwrócić sytuację, widząc postępy na treningu. Bądź gwiazdą, a ustawimy pod Ciebie nawet taktykę. Zachowując przy tym pełen szacunek.

I jeszcze jeden cytat: "...kiedy jestem zdrowy, chcę grać. Nie jestem zadowolony. Tak być nie może." Czy nie przypomina Wam to dzieciństwa? "Jak już budujemy zamki, to moje mają być najładniejsze. Mówicie, że nie są, więc biorę swoje wiaderko i idę do domu. Nie jestem szczęśliwy".

Zawodem wykonywanym jest dobrze grać, a nie być uszczęśliwianym. Człowiek z takim dorobkiem, jak Gattuso, może czasami o tym zapomnieć. Oby tylko szybko sobie przypomniał.

Jan Podniesiński



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone