31.05.2009
Bilansowanie Franka

Silvio Berlusconi potrafi zaskakiwać. Kiedyś wprawił w osłupienie europejskich polityków, odtwarzając im na całą salę muzykę z filmu "Ojciec Chrzestny" i chełpiąc się, że to z jego kraju pochodzi Cosa Nostra. Rosyjska dziennikarka zrobiła się biała jak ściana, gdy po pytaniu zadanym Włochowi na wspólnej konferencji z Putinem zobaczyła pistolet uformowany z palców Primo Ministro, wycelowany w jej własną głowę. Ostatnio natomiast najbardziej zszokował szanowną małżonkę, Veronica Lario. Powód: kolejna kochanka, efektem pozew rozwodowy. W związku z powyższym Berlusconi nie ma prawa narzekać na nudę.

Jednocześnie troskliwie dba, by nie doświadczali jej tifosi Milanu. Do niedawna ucinał kategorycznie plotki głoszące odejście z klubu Carlo Ancelottiego, a nagle mecz z Romą określił ostatnim Maldiniego i… trenera właśnie! Rzecz wydaje się zatem być rozstrzygnięta, bo gdy chodzi o klub, przywódca Forza Italia nie rzuca publicznie słów na wiatr. Gdzie trafi Signore Carlo? Nie wiadomo. Może będzie to Londyn, może Madryt, albo jeszcze inne europejskie miasto. Z naszego punktu widzenia nowy adres obecnego trenera to tylko ciekawostka. O wiele ważniejszy jest bieżący adres przyszłego sternika. Zdaniem prasy mieści się on gdzieś w okolicach

Woudenbergseweg 56 w Amsterdamie.

Przy tej arterii znajduje się główna siedziba holenderskiej federacji piłkarskiej. Można założyć, że stanowi ona bazę wypadową dla licznej armii trenerów spod znaku Oranje, która szturmuje lukratywne posady na całym świecie. Istotnie, tamtejsi fachowcy prezentują wysoką klasę (a Guus Hiddink wręcz "niebotyczną"). Podobno szefowie Milanu mają ochotę przetestować ją na sobie, powierzając drużynę Frankowi Rijkaardowi. Decyzja, jeśli zostanie ostatecznie podjęta, będzie jak każda - tzn. zawrze w sobie tak plusy dodatnie, jak i plusy… ujemne.

Tych dodatnich kilka.

Rossoneri przyjęli rodzinny model budowania drużyny, gdzie każdy jej członek jest odpowiedzialny za innych. Wymaga to pełnego zaangażowania ze strony zawodników, sztabu, także władz. Szkoleniowiec zatrudniany w Milanie będzie świadomy, że oczekuje się od niego pracy dla dobra klubu przez całą dobę. W zamian otrzyma pewność, że nie zostanie "ot tak sobie" zwolniony z powodu jednego potknięcia i bez wyjaśnień. Układ jest więc sprawiedliwy i - nie ukrywajmy - niesamowicie komfortowy z punktu widzenia trenera (stabilniejszą posadę ma tylko Ferguson w ManU). Istnieje w zasadzie jedyna niedogodność: wielu menadżerom nudzi się stołek, który wysiadują dłużej niż dwa lata, a w wypadku niepowodzeń błyskawicznie składają rezygnację. Nasz klub nie może sobie pozwolić na podobne zawirowania, ponieważ strategię budowy zespołu mamy długofalową (a wyrzucać długofalowe ustalenia do kosza po kilkunastu miesiącach to średnia frajda, gdzie by się nie pracowało). Tu widzę pierwszą poważną zaletę Rijkaarda: grał w Milanie jako zawodnik, był podporą legendarnej drużyny. Można zatem oczekiwać, że nie schowa ewentualnie głowy w piasek, czy potraktuje pracę mocno osobiście, mniej zawodowo.

Były sternik Barcy ma w CV tytuł Mistrza Hiszpanii i Puchar Mistrzów. Legitymuje się tym samym sukcesami, których nikt mu nie odbierze. Dodatkowo z okresu pracy w Katalonii zna Ronaldinho, Zambrottę, a jako ex-selekcjoner prowadził Clarence'a Seedorfa. Dzięki temu łatwiej mu będzie zyskać akceptację w szatni.

Stosunkowo młody wiek może skutkować otwartym umysłem i chęcią ciągłego rozwoju. Futbol cały czas ewoluuje. Tylko świetni specjaliści nadążają za tempem zmian, z kolei najwięksi potrafią je inicjować. W mojej ocenie Holender na razie zalicza się do pierwszej grupy. Z upływem lat i wraz z kolejnymi meczami na mistrzowskim poziomie możliwy będzie w jego przypadku awans. Może taki moment nadejdzie w czasie oglądania boiska z ławki AC Milan? Nadzieje są, zwłaszcza, że na własnej skórze poznał specyfikę piłki w czterech krajach.

Zaletą Franka i jednocześnie czynnikiem, który najmocniej przemawia za jego pracą we Włoszech, jest… wolność. Po odejściu z FC Barcelona nie był z nikim związany kontraktem szkoleniowym, co ułatwia negocjacje - powodzenie lub fiasko zależy wyłącznie od dwóch stron. Co więcej, nie będziemy musieli szukać w kasie środków na pokrycie odstępnego.

Tych ujemnych też ciut.

Kiedy w 2006 roku Carles Puyol wznosił srebrny puchar jako drugi kapitan Blaugrana w historii, mówiło się że większa w tym zasługa asystenta Rijkaarda, Henka TenCate. Według plotki to drugi trener ustalał taktykę drużyny, pierwszy firmował cały interes nazwiskiem i prowadził… rozgrzewkę. Nie bardzo wiadomo, do jakiego stopnia warto w to wierzyć. Niby każde pomówienie nosi ziarno prawdy, choć duże być ono nie mogło, gdyż tandem się w pewnym momencie rozkleił: TenCate przyjął propozycję Ajaxu. Tak czy inaczej, były stoper Milanu w dalszym ciągu jest na etapie udowadniania swoich kwalifikacji w zawodzie, jaki obecnie wykonuje.

Znajomość zawodnika nazwiskiem de Assis to "ułatwienie" dosyć zdradzieckie. Patrząc wstecz, dochodzi się do wniosku, że Brazylijczyk gdzie był, tam kłócił się z przełożonymi (wyjątkiem PSG, w którym pożarł się ze wszystkimi, z kolegami piłkarzami włącznie). Finałowe miesiące hiszpańskiej współpracy Rijkaarda i Ronaldinho też były tradycyjne, czyli chłodne. Kibice nie mają możliwości wiedzieć, czy nieporozumienia między nimi zostały wyjaśnione. Oby, bo przeniesienie ich na mediolański grunt byłoby nieszczęściem dla wszystkich.

O ile zestawienie trofeów zgarniętych przez Rijkaarda wygląda nieźle, o tyle niepokój powoduje ilość klubów, w których korzystano dotychczas z jego usług. Było ich 3 (słownie: trzy). W owej trójce mieści się wprawdzie kadra Holandii i iberyjski gigant, więc multum trenerów chciałoby narzekać na tego typu "skromność" doświadczenia. Mimo wszystko jednak drobny znak zapytania w tym miejscu postawić należy.

Bilans wygląda na mniej więcej zerowy. To oznacza, że do skreślenia człowieka nie ma podstaw, z drugiej strony ostrożność nie zawadzi. Rzecz jasna Frank Rijkaard nie ma statusu jedynej alternatywy i niewykluczone, że zajmowanie się nim już teraz jest rzucaniem kulą w płot. Ja daję mu 70% szans na otrzymanie nominacji z rąk Berlusconiego.

Tym bardziej, że wspomniani Hiddink, Fabio Capello i Arsene Wenger już gdzieś pracują…


Jan Podniesiński



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone