![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
"Piłka Nożna", nr. 35, 1999 |
|||
![]() |
||||
|
Gdyby grał dzisiaj, z pewnością byłby popularniejszy od Christiana Vieriego, kto wie - może zarabiałby więcej niż Alessandro Del Piero. Nazywano go "Ragazzo d'oro", czyli "złoty chłopiec". Naprawdę nazywał się Gianni Rivera. Zdaniem wielu był najlepszym, a przynajmniej najbardziej utalentowanym piłkarzem w historii włoskiego futbolu.
Do czasu wybuchu drugiej wojny światowej Włosi chełpili się, że grają w piłkę najlepiej na świecie. Mieli do tego pełne prawo, ich reprezentacja, jako jedyna, dwukrotnie - w latach 1934 i 1938 - zdobywała mistrzostwo globu. Takie nazwiska, jak: Meazza, Piola, Ferrari, Orsi zostały na zawsze w panteonie sław piłkarskich. Po wojnie nastały jednak chude lata. Przez ponad dwadzieścia lat "Azzurri" nie zanotowali żadnych poważniejszych sukcesów. Włosi niecierpliwie czekali na efektowne zwycięstwa reprezentacji na najbardziej prestiżowych turniejach i zastanawiali się nad przyczynami kryzysu. Jak to w Italii - ilu ludzi, tyle głosów i opinii. Jednak wśród całej różnorodności przyczyn wyłoniła się jedna, nadrzędna - masowy import zagranicznych sław. Doszło do tego, że na codzień w Serie A występowali przedstawiciele ponad 30 narodowości. Częściowym ratunkiem dla reprezentacji był modny wówczas proces asymilacji, czyli przyjmowania przez piłkarskich imigrantów włoskiego obywatelstwa. Niemal seryjnie stawali się Włochami przybysze z Ameryki Południowej. A Italia coraz bardziej cierpiała na brak rodzimych gwiazd. Aż wreszcie pojawił się Gianni Rivera. Była wiosna 1959 roku. Drużyna Alessandrii rozgrywała towarzyski mecz z AIK Sztokholm. Jak głosi legenda, w dniu spotkania najbardziej doświadczony piłkarz Alessandrii - Franco Pedroni, powiedział do kolegów: "Dzisiaj ani w szatni, ani na boisku nie chcę słyszeć żadnych przekleństw, między nami będzie dziecko..." Po czym wprowadził do szatni szczupłego, niepozornego szesnastolatka. Rzeczywiście, z wyglądu bardziej dzieciaka, niż młodzieńca. Był to Gianni Rivera. Prezydent Amedeo Ruggiero mówił o nim: "Oto mój największy klejnot. Już jest wielkim piłkarzem, nie może nie zrobić wielkiej kariery." Gdzieniegdzie pojawiły się głosy, że Europa ma swojego Pele. Oczywiście opinie skłonnych do przesady Włochów, należało przyjmować z dużą rezerwą. Jednak to wcale nie zmieniało faktu, że w 1959 roku pojawił się talent w najczystszej postaci. Talent "made in Italy". W sezonie 1959-60 Rivera zaliczał się już do podstawowych zawodników przeciętnej, ale pierwszoligowej drużyny z Alessandrii. Ponadto w 1960 roku debiutował aż w trzech różnych reprezentacjach Włoch: amatorskiej, juniorskiej i olimpijskiej. Uczestniczył w meczu ćwierćfinałowym igrzysk olimpijskich w Rzymie, w któym "Azzurri" na boisku zremisowali 1:1 z Jugosławią (później zdobyła złoto), ale przegrali... "w orła i reszkę". Potem przebierał w ofertach najsilniejszych klubów Serie A. Chciały go Bologna, Napoli, Juventus. On jednak wybrał Milan. Klub z Mediolanu zapłacił za nastolatka 130 milionów lirów, co w tamtych czasach było sumą znaczącą. Rivera trafił do jednej z trzech najlepszych drużyn Serie A. W Milanie roiło się od gwiazd: Buffon, Liedholm, C.Maldini, Schiaffino, Altafini... Mimo to nadzwyczajny talent pozwolił mu szybko wywalczyć miejsce w podstawowym składzie. Kibice, a zwłaszcza dziennikarze piali z zachwytu nad umiejętnościami Rivery. "On ma futbol we krwi, a nogi tak sprawne jak ręce, urodzony jutro" - to tylko kilka z barwnych komplementów, jakimi go obsypywano. Wtedy właśnie przylgnęło do Rivery - i przetrwało do końca kariery - określenie "złoty chłopiec". Z Riverą, a raczej dzięki niemu, Milan przeżył złotą dekadę lat 60 (w sumie 7 triumfów). Rivera pozostał wierny klubowi do końca kariery, czyli do 1979 roku. Zaczynał z Liedholmem i Trapattonim, a kończył, kiedy u jego boku dojrzewali i uczyli się Fabio Capello oraz Franco Baresi. Rzeczywiście mieli od kogo czerpać wzory, bo - jak opisywali ci, co mieli szczęście oglądać Riverę w akcji - wyróżniał się prefekcyjnym wyszkoleniem technicznym, rzadko spotykaną elegancją i inteligencją boiskową, niemal nadprzyrodzonym zmysłem taktycznym. Czyż to nie idealna charakterystyka piłkarza XXI wieku? 12 maja 1963 roku, na San Siro w Mediolanie, Włochy w towarzyskim meczu podejmowały Brazylię. Dla gospodarzy, upokorzonych rok wcześniej na mistrzostwach świata w Chile, spotkanie miało prestiżowy charakter. Dodatkowo prasa emocjonowała się pojedynkiem dwóch - jak donosiła - najlepszych piłkarzy w historii futbolu: króla Pelego i pretendenta do tego tytułu, młodszego o trzy lata Rivery. Gospodarze pokonali "canarinhos" 3:0, a słynny Pele na tle Włocha wypadł bardzo blado. Choć włoski dwudziestolatek gola wówczas nie strzelił, to dzięki niemu Italia upokorzyła mistrzów świata. Rozegrał pierwszy, naprawdę wielki mecz w drużynie narodowej. A debiutował w niej rok wcześniej - dokładnie 13 maja 1962 roku, w Brukseli, w spotkaniu z Belgią. Trzy tygodnie później był już na pierwszych w swojej karierze mistrzostwach świata. Zagrał tylko w bezbramkowym meczu z RFN. Dwa kolejne, po których Włosi musieli pakować walizki, oglądał z ławki rezerwowych. Cztery lata później, do Anglii, jechał już jako pierwszoplanowa postać reprezentacji. Właśnie z jego osobą wiązano nadzieje na sukces. Wystąpił we wszystkich meczach Włochów, ale znów było ich raptem trzy... Na mistrzostwa do Meksyku wybierał się jako dojrzały, 27-letni piłkarz. Miał za sobą sporo gorzkich przeżyć. Obok wspomnianych, choćby to z 1968 roku, kiedy już w 3 minucie półfinału mistrzostw Europy, z ZSRR, doznał groźnej kontuzji. Lecz miał również mnóstwo powodów do dumy. W roku 1969 był niezastąpiony w reprezentacji, przede wszystkim zaś wspaniale grał w Milanie, zdobywając z klubem Puchar Mistrzów i Puchar Interkontynentalny. Nikogo więc nie zaskoczyły wyniki plebiscytu "France Football" - Gianni Rivera wybrany został najlepszym piłkarzem Europy. Zresztą blisko tego wyróżnienia był już w 1963 roku, lecz wyprzedził go Lew Jaszin. Zatem w 1970 roku Rivera był u szczytu formy. Co z tego, skoro nieoczekiwanie zaczęło brakować dla niego miejsca w podstawowym składzie reprezentacji. Ferruccio Valcareggi - ówczesny selekcjoner - uważał, że Mazzola i Rivera, piłkarze prezentujący podobny styl i zbliżone umiejętności, nie powinni grać razem. Trener wyżej cenił Mazzolę, więc Riverze przypadła rola zmiennika. W Meksyku cierpliwie czekał na swoją szansę. Zagrał dopiero w drugiej połowie ostatniego meczu fazy grupowej, z Izraelem. Italia szczęśliwie awansowała do kolejnej rundy, zdobywając w trzech spotkaniach cztery punkty i strzelając jednego gola. Na Półwyspie Apenińskim kibice żądali: "Chcemy goli! Chcemy Rivery!" Selekcjoner pozostał nieugięty. Ćwierćfinał z Meksykiem Rivera tradycyjnie zaczął na ławce rezerwowych. W przerwie zmienił Mazzolę i poprowadził Italię do efektownego zwycięstwa 4:1. Wydawało się, że tym sposobem wywalczył sobie miejsce w drużynie. Valcareggi wiedział jednak swoje. W półfinale, z RFN, ponownie od pierwszej minuty zagrał Mazzola, a Rivera wszedł po przerwie. Ale gdyby nie on, zapewne Italia nie zagrałaby w meczu o złoty medal.. To "złoty chłopiec" w 111 minucie strzelił czwartego, zwycięskiego gola. Rivera kontra Pele - wszyscy szykowali się na wielki finał. Valcareggi nie miał jednak litości. Aż do 86 minuty trzymał na ławce Riverę, któy patrzył, jak Brazylijczycy rozbijają w pył włoską defensywę. Wicemistrzostwo nikogo we Włoszech nie ucieszyło. Powszechnie uważano, że tylko bezmyślny upór selekcjonera pozbawił Włochów trzeciego w historii tytułu mistrzów świata. "Nie rozumiem decyzji trenera - mówił rozgoryczony Rivera - Nie można jej tłumaczyć ani względami technicznymi, ani taktycznymi. Mam tego dość - chcę wiedzieć, czy jestem jeszcze potrzebny reprezentacji, czy też nie." Valcareggi uznał, że Gianni jest nadal niezbędny i włączył go do ekipy udającej się na kolejne, czwarte w karierze tego piłkarza, mistrzostwa świata. Okazały się one całkowitą klapą. Na niemieckich boiskach Rivera zakończył przygodę z drużyną narodową - pożegnał się z nią 19 czerwca 1974 roku, w Stuttgarcie, meczem z Argentyną. Największym przyjacielem Rivery był ojciec Eligio, franciszkanin, któy rozpoczął współpracę z Milanem w 1966 roku. Z jego inicjatywy Rivera mocno zaangażował się w działalność pozasportową, a konkretnie w pomoc dla trudnej młodzieży i młodocianych przestępców. Wspólnie utworzyli telefon zaufania oraz organizację Mondo X (Świat X). Piłkarz pomagał księdzu w działalności nawracania zbłąkanych dusz, ksiądz wspomagał piłkarza w jego karierze. Razem wyruszyli na wojnę. Wojnę przeciwko sędziom piłkarskim. Rivera słynął z tego, że bez ogródek krytykował sędziów. W 1973 roku po meczu Lazio - Milan, w którym pomyłka arbitra odebrałą Milanowi punkty i tym samym mistrzostwo kraju, powiedział: "To już trzecie mistrzostwo, które ukradli nam sędziowie. Naiwni są ci kibice, któzy wierzą, że piłka nożna to jeszcze sport." Za tę wypowiedź został zdyskwalifikowany ma dziesięć kolejek. Zaskakujące konsekwencje pociągnęła za sobą opinia ojca Eligio. "Rivera jest przerażony zgnilizną, która trawi świat futbolu - prawił - Dzisiejsi sędziowie albo już zostali kupieni przez prezydentów bogatych klubów, albo wkrótce będą ich ludźmi. Uczciwych nie ma." Sędziowie wytoczyli księdzu proces o zniesławienie. Trwał on tylko miesiąc i zakończył się polubownie. W 1979 roku Gianni Rivera z piłkarza przeistoczył się w działacza. Znalazł się w zarządzie Milanu, był nawet przez pewien czas wiceprezydentem klubu. Przestał sprawować tę funkcję wraz z początkiem rządów Silvio Berlusconiego. "Nie chciałem być figurantem" - mówił. Zajął się polityką. 16 czerwca 1987 roku został wybrany, z ramienia Chrześcijańskiej Demokracji, do włoskiego parlamentu. Spędził w nim trzy kadencje. Od zakończenia kariery nie zagrał w żadnym meczu. "Wrócę na boisko przy okazji meczu Izrael - Palestyna" - obiecał. Właśnie ostatnio zaangażował się na rzecz normalizacji stosunków między tymi państwami. Czeka go dużo pracy. Chyba trzeba się pogodzić z tym, że "złoty chłopiec" nie założy już piłkarskich butów. Urodzony 18 kwietnia 1943 roku w Valle San Bartolomeo k / Alessandrii. Wzrost 175 cm, waga 68 kg. Napastnik, pomocnik. Kluby: Oratorio Don Bosco, US Alessandria (1959-60), AC Milan (1960-79). W Serie A: 501 meczów - 122 gole. Mistrz Włoch 1962, 1968, 1979. Zdobywca Pucharu Włoch 1967, 1972, 1973, 1977. Triumfator Pucharu Mistrzów 1963, 1969, Pucharu Zdobywców Pucharów 1968, 1973 i Pucharu Interkontynentalnego 1963. W reprezentacji Włoch (1962-1974) - 60 meczów, 14 goli. Uczestnik finałów MŚ 1962, 1966, 1970 (wicemistrz świata), 1974. Mistrz Europy 1968. Najlepszy piłkarz Europy w plebiscycie "France Football" 1969. Król strzelców ligi włoskiej (wespół z Savoldim i Pulicim) 1972-73 - 17 goli. |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |