Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


Forza Milan! 11/2003
autor: Paolo Maldini
 
W tym miejscu nasz kapitan w szczególny sposób wspomina 20 lat swojej gry w Milanie: poprzez przybliżenie sylwetek partnerów z zespołu, którzy pomogli mu pobić rekord występów w czerwono-czarnych barwach. Część z nich to dziś najbliżsi przyjaciele Paolo, jak Seba Rossi i Angelo Carbone.

1984/85
Mark Hateley
To piłkarz, który po kilku latach posuchy pozwolił kibicom Milanu znów marzyć. Jego gol w wygranych 2:1 derbach po uderzeniu głową na bramkę Colovatiego jest uwieczniony na licznych zdjęciach, które znajdują się w siedzibie klubu i w kawiarence. Niestety fizjonomia nie pozwoliła mu osiągnąć tego, na cało było go stać, ani na dłuższą grę w klubie. Z sympatią wspominam również Raya Wilkinsa, dżentelmena na boisku i poza nim.

Sezon
Milan Liedholma był źródłem natchnienia dla jego następców. Styl gry, spokój, jego sposób nauczania futbolu przez wiele lat (razem z wieloma z ówczesnych piłkarzy: Giovannim Gallim, Evanim, Virdisem, Donadonim, Massaro, Filippo Gallim) będą stanowić znakomity kapitał. Szkoda, że kadra pełna świetnych piłkarzy nie przełożyła się w tamtym czasie na pozycje w czubie tabeli.

1985/86
Franco Baresi
W pierwszym sezonie, gdy byłem już podstawowym zawodnikiem, grałem u boku żywej legendy. Nie wiem, co mogę jeszcze o nim dodać, poza tymi wieloma rzeczami, o których myślałem i mówiłem w ostatnich latach. Złoty chłopak, mistrz profesjonalizmu, myślę, że odegrał wielką role w rozwoju moim i moich przyjaciół: Galliego, Costacurty i samego Tassottiego, z którym grał już od kilku lat.

Sezon
Opis będzie podobny, jak wyżej, z jednak wszak różnicą: wybucha afera wokół prezydenta Fariny i przed przyjściem w lutym 1986 roku prezydenta Berlusconiego przeżywamy ciężkie chwile, pełne wstrząsów, w których jedynym miejscem ukojenia była szatnia. W takich warunkach było oczywiście niemożnością osiągnięcie czegoś wielkiego, w moim odczuciu ten zespół cechowała jakość i niespełnieni piłkarze.

1986/87
Mauro Tassotti
Kolejna cudowna osoba, kolejny profesjonalista do naśladowania, który od 20 lat współtworzy historię Milanu. Także grając, trenując każdego dnia i spędzając z nim czas (dzieliłem z nim przez lata pokój podczas wyjazdów z Milanem i reprezentacją Włoch) nauczyłem się być tym, kim jestem obecnie. Tak, przyznaję, że kiedy czasem z boiska spoglądamy w kierunku ławki rezerwowych i widzimy go u boku Ancelottiego, czujemy się pewniejsi.

Sezon
Do rozgrywek przystępujemy z wielkimi ambicjami, pobudzonymi wejściem do klubu koncernu Fininvest kilka miesięcy wcześniej i pozyskaniem świetnych piłkarzy jak Galli, Dario Bonetti, Galderisi, Donadoni i Massaro. Sprawy przyjmują jednak zły obrót, a wpływ na to mają pewne nieszczęśliwe przypadki, jak oba mecze z Ascoli, które przegrywamy w niewiarygodny sposób. Wiosną odchodzi Liedholm, a zastępuje go Capello, który opiekował się zespołem primavery. Udaje się nam wdrapać na miejsce gwarantujące start w Pucharze UEFA wygrywając baraż z Sampdorią na starym Stadio Comunale w Turynie po golu Massaro.

1987/88
Ruud Gullit
Dzięki wyraźnej woli prezydenta Berlusconiego do Mediolanu dociera prawdziwy huragan, a później przenosi się na boiska. Można to ująć dwoma słowami: wulkan energii. Śpiewa, tańczy, śmieje się, denerwuje, trafia do siatki, biega, tak na boisku, jak i w szatni. W pierwszym okresie pobytu w Mediolanie zachowuje się – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – jak mały szczeniak, później, co według mnie było również pewną próbą samoobrony, jest bardziej zamknięty w sobie. Ale popularność jaką zdobywa jest niesamowita: kiedy przybywamy do Japonii by grać o Puchar Interkontynentalny w 1989 roku wszyscy czekają tylko na niego, od tego momentu przezywanego ‘Fritto’.

Sezon
Przychodzi Arrigo Sacchi, a wraz z nim Ancelotti, Holendrzy, Angelo Colombo. Już od pierwszego treningu dostrzegamy, że to trener nietuzinkowy, a od pierwszego spotkania dostrzegamy, że stać nas na osiągnięcie czegoś wielkiego. Wyniki nie przychodzą od razu, pamiętam pierwszy mecz na San Siro przegrany 0:2 z Fiorentiną, kiedy jednak zagraliśmy bardzo dobrze. W drugiej rundzie odpadamy z Pucharu UEFA przegrywając z Espanyolem (który w kolejnej rundzie wyeliminuje Inter), wygrywamy ważny mecz w Veronie i od tej chwili już się nie zatrzymujemy. Kultura gry, atakowania, utrzymywania się przy piłce, obsesja, która prowadzi nas do odrobienia strat do Napoli z Maradoną i Carecą w składzie, które zmiatamy z powierzchni ziemi na San Siro. Niezapomniane oklaski po 3:2 na San Paolo. Scudetto w pełni zasłużone, radość jakiej nigdy wcześniej nie przeżyłem, noc (po meczu Como-Milan), którą nigdy nie zapomnę. W tym momencie zrodziły się przyszłe tryumfy międzynarodowe, obrony tytułów, mimo, iż z Sacchim nie dane będzie nam już więcej świętować potrójnej korony.

1988/89
Marco van Basten
Wciąż trudno rozmawia się o przyjaźni, kiedy mówi się o pracy, ale myślę, że kopanie piłki jest odmiennym od każdego innego zawodem. Jednakże nie zawsze zdobywa się przyjaźń. Z Marco było inaczej: łączyły nas zainteresowania i wiele spraw. Jedną z nielicznych rzeczy, które żałuję w swojej karierze to tak szybkie zakończenie przez niego kariery. Moim zdaniem był najlepszym piłkarzem z jakim kiedykolwiek grałem i najlepszym obok Maradony w ogóle. Dziś wciąż widuję i spotykam go z wielką przyjemnością.

Sezon
W lidze ciężka przeprawa z rekordowym Interem. Podbicie Europy musi jednak budzić podziw: od pierwszego meczu w Sofii, aż po finał w Barcelonie czekała nas podróż pełna niebezpiecznych przygód. Pamiętam mgłę w Belgradzie, powtórkę dzień później i uraz Donadoniego, rzuty karne... A później dwumecz z Realem Madryt, 5:0 na San Siro, cudowny wieczór. Finałowe spotkanie ze Steauą Bukareszt to wspaniała karta historii nie tylko Milanu, ale całej włoskiej piłki, gdyż graliśmy zagranicą przed 80000 kibiców dopingującymi nasz zespół. To nie wydarzyło się i pewnie nie wydarzy już nigdy więcej. Zdobywamy także Superpuchar Włoch.

1989/90
Alessandro Costacurta
Dorastaliśmy razem, od chłopców po dorosłych mężczyzn, dzieląc wspólnie wieczory, przyjaźnie i kilka wakacji. Jak wszyscy młodzi mieliśmy nadzieję na odnoszenie zwycięstw, ale może lepiej powiedzieć, że marzyliśmy. Oczywiście nigdy nie marzyliśmy o wygrywaniu Pucharów Mistrzów, Pucharów Interkontynentalnych, tytułów mistrzów Włoch, grze przez tyle lat razem w reprezentacji Włoch. Denerwowałem się, gdy słyszałem, że był dobry tylko dlatego, że miał u boku Baresiego. Jego kariera pokazała, że to nieprawda.

Sezon
Rozpocznę oczywiście od Tokio, tej partii szachów z Nacionalem Medellin, mojej kontuzji barku, która powoduje, że dużą część spotkania oglądam z ławki rezerwowych. Cóż za piękna bramka Chicco Evaniego. Tylko ten, kto nigdy nie był w Japonii i nie grał o Puchar Interkontynentalny, nie może wiedzieć jak dziwnym i interesującym uczuciem jest tam przebywać i jak ekscytującym wygrać. Cudownym. W lidze nieopisana wściekłość po spotkaniu Verona-Milan, które definitywnie oddaliło nas od walki o scudetto, mimo iż graliśmy wówczas dobrze. Nadchodzi czas Superpucharu Europy przeciw Barcelonie, ale przede wszystkim drugi z rzędu Puchar Mistrzów. Pamiętam oczekiwanie na powrót Gullita, który nie grał całą zimę i powrócił do gry właśnie na finałowe spotkanie we Wiedniu. Pokonujemy Benficę zapisując kolejną kartę historii Milanu. Gram po raz pierwszy w mistrzostwach świata rozgrywanych we Włoszech, radość z tego powodu jest równie wielka, jak rozczarowanie z końcowego wyniku.

1990/91
Angelo Carbone
Kiedy mówię o przyjaźni, muszę umieścić Angelino w pierwszym szeregu. Jest z natury szalenie sympatyczny, nasza przyjaźń trwa już długo i ma solidne podstawy, mamy tych samych znajomych i łączy nas miłość do piłki. Jak wielu wesołych ludzi, gotowych do ciętej odpowiedzi, uśmiechu, żartu, charakteryzuje go wielka humanitarność, znajomość realiów prawdziwego życia. Życzę mu jak najlepiej, jest bardzo przywiązany do mojej rodziny.

Sezon
Ostatni sezon Sacchiego, jesteśmy już zmęczeni, przyznaję. Nie daje nam chwili wytchnienia, chociaż nikt w ostatniej dekadzie nie przekazał nam tak wiele, jak on. Nie przeszkadza nam to zdobyć kolejny Superpuchar Europy przeciw Sampdorii i drugi Puchar Interkontynentalny w meczu z Olimpią Assuncion, wspaniałego w wykonaniu Holendrów i całego zespołu. To także sezon wielkiego rozczarowania płynącego z reflektorów Stade Velodrome w Marsylii. Byłem wtedy młody, gdyby to zdarzyło się dziś naciskałbym, by grać dalej.

1991/92
Demetrio Albertini
To był pierwszy wychowanek z kolejnej po mojej generacji, który wszedł do zespołu. Pamiętam z pierwszego sezonu jego występów wielką osobowość, łatwość gry, łatwość z jaką zintegrował się z już zgraną grupą i przede wszystkim dążenie do ciągłej poprawy. Jego miłość do czerwono-czarnych barw przełożyła się na niewyobrażalne cierpienia w momencie, gdy przyszło mu się rozstać z klubem. Ale pozostaniemy przyjaciółmi, to oczywiste, no i nasze domy nad morzem położone są blisko siebie.

Sezon
Wraz z Fabio Capello rodzi się zespół ‘Niepokonanych’, w zasadzie przez dwa ligowe sezony nie zaznamy porażki, dwa i pół roku ciągłego liderowania tabeli.. bez ani jednego rzutu karnego na naszą korzyść. Capello popuszcza nieco taktyczną dyscyplinę, ale ma takie samo jak Sacchi spojrzenie na dyscyplinę. Pozostajemy pozą Europą, co jest następstwem dyskwalifikacji po wydarzeniach w Marsylii.

1992/93
Frank Rijkaard
Człowiek spokojny, inteligentny, z surrealistycznym poczuciem humoru. Z powodu wielkości zademonstrowanej przez Gullita, van Bastena, Baresiego, jego osoba była niedoceniana w porównaniu z rzeczywistym wkładem jaki wniósł do wielu zwycięstw. Według mnie nie był wielkim, a gigantycznym piłkarzem, spotkanie go po przeciwnej stronie barykady w 1995 roku w Wiedniu było dziwnym uczuciem.

Sezon
Drugie scudetto z rzędu, każde inne, piękniejsze. Obok siebie gra wielu znakomitych piłkarzy, to pierwszy sezon, gdy można mówić o długiej ławce rezerwowych. Pomyślcie, że o ofensywnej sile zespołu decydowali Lentini, Rijkaard, van Basten, Gullit, Massaro, Papin, Evani, Boban, Simone i nawet Aldo Serena, który zaliczył jednak tylko jeden występ. Zdobywamy 65 goli (jak Lazio) i mamy najsilniejszą defensywę (32 stracone bramki). Zdobywamy kolejny Superpuchar Włoch, ale przede wszystkim wygrywamy 10 spotkań na 10 rozegranych w Pucharze Mistrzów. To nie wystarcza. W finale na Olympiastadion w Monachium w Bawarii ma miejsce jeden z najsmutniejszych wieczorów mojego życia. Pokonuje nas Olympique Marsylia, nasz prześladowca. Nie jestem w stanie powiedzieć ile okazji bramkowych zmarnowaliśmy. Na koniec 1993 roku w związku z dyskwalifikacją Francuzów przegrywamy w Tokio z San Paolo w meczu o Puchar Interkontynentalny.

1993/94
Sebastiano Rossi
Przy okazji sezonu, gdy bił rekord minut bez utraty bramki, chętnie napiszę o Sebie, który w życiu prywatnym stał się moim wielkim przyjacielem i wielką przyjaźń łączy także moją żonę Adrianę z jego – Christianą. Ciężko opisać tak dziwnego człowieka jak on, szalony na boisku, poza nim żartowniś, infantylny chwalipięta, człowiek towarzyski, przyjacielski, pałający wielką miłością do wykonywanej pracy. Seba nie jest taki, jakiego mieliście okazję oglądać kilka razy: jest osobą łagodną, taką, której można zaufać.

Sezon
Trzecie z rzędu scudetto i obrona niemal nie do przejścia: tylko 15 straconych goli, choć napad (36 goli, z Massaro z 11 trafieniami na czele) nieco spuścił z tonu. Jesienią Gullit zostaje wypożyczony do Sampdorii, ale już po świętach droga po kolejne scudetto stoi otworem i możemy dobrze przygotować się do walki w Lidze Mistrzów. Do finału w Atenach docieramy nie prezentując pełni naszych możliwości, prezentując futbol daleki od rewelacji, także dlatego, iż na ten sam czas przypada zgrupowanie reprezentacji Włoch przygotowującej się do startu na mundialu w USA. Brakuje zdyskwalifikowanych Baresiego i Costacurty, Barcelona znajduje się w znakomitej formie i w weekend poprzedzający spotkanie sięga po mistrzostwo kraju. Wychodzimy z Tassottim na prawej stronie obrony, ze mną po lewej i Filippo Gallim wraz z Panuccim w środku. Rozgrywamy wspaniałe spotkanie, pokornie, całkowicie skoncentrowani. Oni wydawali się bardziej przewidywalni, ale cóż to był za Milan moi mili. Co pokazał Savicevic, co pokazał Donadoni, co pokazał Massaro! Stoichkov, wielki postrach, ani razu nam nie zagroził. Wielki sukces, jestem szczęśliwy w smutku z powodu absencji Franco i Billy’ego, Tasso wznosi do góry puchar. 1994 rok przechodzi do historii z powodu zdobycia zarówno scudetta jak i Pucharu Mistrzów, pomimo, iż letnie mistrzostwa świata pod wodzą Sacchiego nie udają się i w grudniu wraz z Milanem przegrywamy w Tokio drugi z rzędu mecz o Puchar Interkontynentalny przeciw Velez. Rozumiecie już czemu z taką chęcią wracam do Tokio?

1994/95
Dejan Savicevic
Szczególna osobowość, piłkarz o wielkich możliwościach. Kontuzje mięśni, jakich doznał szczególnie w pierwszej części swojej kariery (w Belgradzie) w dużym stopniu odbiły się na jego wydolności, ale nie pozbawiły możliwości odciśnięcia swojego śladu na co najmniej jednym tytule mistrzowskim i Pucharze Mistrzów. Także jego trzeba zaliczyć do wielkich gwiazd piłki.

Sezon
Zdobywamy dwa Superpuchary: Włoch i Europy. W lidze nie błyszczymy, ale nawet przez myśl nie przychodzi mi, by mówić o przesycie sukcesów. Ani mi, będącemu w zespole od dziewięciu lat, ani moim partnerom, czego dowodem jest awans do finału Pucharu Mistrzów. Tam napotykamy Ajax z Rijkaardem. To prawda, pokonali nas dwukrotnie w fazie grupowej, ale na Praterze we Wiedniu nie zasłużyliśmy na porażkę. Nie dopuszczaliśmy rywali do okazji bramkowych, sami mieliśmy kilka dogodnych sytuacji, by w końcówce pechowo stracić bramkę po serii bilardowych zagrań w polu karnym, z których z tarczą wychodzi Kluivert. W przeddzień spotkania dręczyła nas niepewność, czy wykurować zdoła się (nie udało się) Savicevic. Po spotkaniu pojawiły się też słowa krytyki z powodu nie wykorzystania Lentiniego, który spędził spotkanie na ławce rezerwowych, lecz powtórzę, że nie zasłużyliśmy na porażkę w tym spotkaniu. Zasłużyliśmy co najmniej na dogranie do dogrywki.

1995/96
Roberto Baggio
To było piękne móc grać razem przed dwa sezony, a ponadto wiele razy w błękitnej koszulce, zdobywając scudetto. Roby przyczynił się do niego na swój sposób, do tego jest człowiekiem szalenie inteligentnym i od narodzin cieszy się życiem. Bawi się zapraszając kolegów z drużyny, robiąc żarty, bawiąc się słowem. Bez wątpienia zaliczam go do wielkich ludzi.

Sezon
Zdobywamy czwarte scudetto w przeciągu pięciu sezonów, ponownie w wielkim stylu. Najlepiej oddają to liczby: 21 zwycięstw w 34 spotkaniach, 10 remisów, 60 bramek zdobytych i tylko 24 stracone. To rok Weah, ale przede wszystkim duetu Baggio-Savicevic, który razem zagrał w 51 meczach. W Milanie jest miejsce dla dwóch tej klasy piłkarzy, czy też innych pokroju Donadoniego, Di Canio, Bobana i Lentiniego, który zmagał się z poważnym urazem, czy w małym stopniu Futre, który niewiele pograł. Są też i tacy, którzy biegają i pracują na konto innych: Albertini, Desailly, Eranio. Pokazują się także Ambrosini, Vieira i Locatelli.

1996/97
Filippo Galli
Oto kolejny filar defensywy, który dorastał u boku Billy’ego, mojego, Lorenziniego i innych piłkarzy, którzy przez kilka lat wspólnie uczyli się piłkarskiego fachu. Naprawdę znakomitej grupy. Szanuję go nie tyle, czy też nie tylko za prezentowany na boisku poziom, ale i za opanowanie, za miłość do piłki, do Milanu. Kilka kontuzji, także poważnych, wpłynęło na jego organizm, który jednak spisywał się znakomicie przez pełną dekadę, co potwierdził grając w Reggio Emilia, Brescii, czy obecnie wciąż w Pro Sesto.

Sezon
Capello odchodzi, przybywa Tabarez, a także duet z Ajaxu Reiziger i Davids, który przemieni się w kwartet w kolejnym sezonie, gdy dojdą Kluivert i Bogarde. Trener jest dobry i jest dobrym człowiekiem. Jest zespół, którego w zasadzie nie ma i po porażce z Piacenzą trener zostaje zwolniony w przeddzień decydującego spotkania w Lidze Mistrzów z Rosenborgiem. Do awansu wystarczał remis, jednak przegraliśmy u siebie i taki był gorzki powrót Sacchiego. Idzie źle, nie podnosimy się i kończymy ligę na 11. miejscu.

1997/98
George Weah
Cóż za człowiek! Dżentelmen, czuły na krzywdę innych, mający wielkie serce, wielka klasa i wspaniała fizjonomia. Także George’owi wiele zawdzięczamy, także on przyczynił się do zapisania ważnych kart historii Milanu. Widziałem go zdenerwowanego zaledwie kilka razy, widziałem jak cierpiał, kiedy musiał odejść. Spotykam go z wielką radością i sympatią za każdym razem gdy powraca do Milanello. Pomyśleć, że kiedy przychodził nie każdy był przekonany do jego umiejętności. Złota Piłka, w każdym sensie.

Sezon
Także ten sezon stanowił ciemność, był anonimowy. Na ławkę powraca Capello, ale coś nie idzie. A kiedy mechanizm nie zaskakuje wszyscy są zatroskani, wygadują się szukając przyczyn, ale w rzeczywistości nie udaje się to nawet w szatni, czy wewnątrz nas. A powody były różnorakie, przypadek, czy dobre losowanie pomagają, nam nie. Przegrywamy niesamowity finał Pucharu Włoch z Lazio. Po zwycięstwie na San Siro 1:0 prowadzimy na Stadio Olimpico na początku drugiej połowy i... Do tego dołożyć trzeba kolejne rzuty karne na mundialu, odpadamy w ćwierćfinale, niezasłużenie przegrywając z Francją.

1998/99
Oliver Bierhoff
Wściekam się, kiedy Rui Costa jest wygwizdywany, ale San Siro gwizdało także na van Bastena w szczególnych okolicznościach... podobnie denerwowałem się, gdy ktoś poniżał jego. Zdobywca 19 bramek w sezonie gdy sięgaliśmy po ostatnie scudetto, to był piłkarz grający inteligentnie taktycznie i wspaniały altruista, przydatny także w grze defensywnej. Profesjonalista pełną gębą, facet z jajami, pomógł nam (ale także Udinese i reprezentacji Niemiec).

Sezon
Przybywa Zaccheroni, powitany z zaciekawieniem i entuzjazmem, panuje chęć odniesienia sukcesu. Zac stawia na ofensywną piłkę, chce postawić na Kluiverta, ale Holender pod koniec wakacji zostaje sprzedany do Barcelony. Z cylindra wyskakują bramki Weah, Leonardo, Bierhoffa, Ganza, to zespół, który z pewnością nie jest najsilniejszy pod rządami Berlusconiego ale dzięki entuzjazmowi i nowym rozwiązaniom prze do przodu, kończąc sezon serią zwycięstw. Siedem kolejnych wygranych na koniec rozgrywek to rzecz niebywała, to popołudnie w Perugii zapamiętam na zawsze jako jeden z najpiękniejszych momentów mojej kariery. Stara gwardia (ja, Seba, Billy, Demetrio, Zvone), którą spisywano już na straty, jest autorem historycznego pościgu za wydawałoby się niemożliwym do dogonienia Lazio.

1999/2000
Andriy Shevchenko
Fenomen. Jeden z tych, którzy żyją dla bramek, ale nauczył się grać z pożytkiem dla całego zespołu. Złoty chłopak z innego pokolenia – inaczej wykształcony, pokorny, chętny do osiągnięcia wielkich celów. Jest uparty niczym muł, być może z racji swojego pochodzenia, ale uważam, że jest uroczy. A do tego, powtórzę, fenomen. Piłkarz jakich spotkałem niewielu podczas mojej kariery, gdyż posiada wyjątkowe umiejętności, charakterystyczne dla niego: siłę, piłkarski zmysł. A propos: on wciąż jest młody, w razie czego ma jeszcze czas na zdobycie Złotej Piłki. Póki co ma nadzieje strzelić bramkę w Yokohamie i zdobyć scudetto, co później zobaczymy.

Sezon
Pod pewnymi względami graliśmy bardziej regularnie niż w poprzednim sezonie, w tym znaczeniu, że zawsze byliśmy w ścisłej czołówce, choć nie walczyliśmy bezpośrednio o scudetto. Rozgrywamy dobre spotkania w Lidze Mistrzów, ale nie powodzi nam się w pucharach. Rok nie jest jednak spisany na straty, gdyż odkrywamy talent czystej wody: Shevchenkę. Pamiętne 4:4 z Lazio na Stadio Olimpico. Rozgrywki kończymy z najlepszym atakiem w lidze – 65 goli, o jeden więcej od mistrzowskiego Lazio.

2000/01
Leonardo
Urodził się by być organizatorem. Wpierw w szatni, później swoja fantazją na boisku, wreszcie po zakończeniu kariery w klubie. Jego wspaniałe wyszkolenie techniczne było typowo brazylijskie, wielka humanitarność płynie z kolei z głębi poważnej i zaangażowanej osoby jaką jest Leo. To jeden z tych, którzy zapewniają ciągłość w takim klubie jak Milan, wpierw na boisku, później w życiu.

Sezon
Sezon pełen zmartwień i wyeliminowanie z Ligi Mistrzów po drugiej fazie grupowej, doprowadzają do zwolnienia Zaccheroniego. To była rana, która bardzo mnie bolała, mimo iż jego następcą został mój tata Cesare, z którym poznałem gorzki smak mundialu we Francji (był selekcjonerem). Sprawiamy jednak kibicom jedną z większych przyjemności, gromiąc w derbach Inter 6:0, choć nie pomogło to nam awansować do Ligi Mistrzów.

2001/02
Manuel Rui Costa
Milan obserwował go przez długi okres, teraz gdy jest tu z nami trzeba się go kurczowo trzymać, gdyż mówimy o piłkarzu obdarzonym niecodziennymi umiejętnościami, ważnymi i cennymi dla naszej gry. Często myślę o wszystkich tych ważnych asystach ostatnich lat, zawsze w ważnych spotkaniach. Myślę też o tych, przekładających się na geometrię zespołu, niespodziewanych błyskawicach, jak mówi Ancelotti, bardziej technicznych, niż agresywnych. Rui to prawdziwy lider.

Sezon
Fatih Terim to dziwny człowiek, ale nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Powiedzmy, że był zbyt niezdecydowany co do taktyki i piłkarzy których miał wystawić. Faktem pozostaje, że pozyskanie Inzaghiego i Rui Costy nie uratowały go od dymisji. Na ławce trenerskiej zasiada Carletto Ancelotti, ale po dobrym starcie w lidze na długi czas tracimy Inzaghiego. Sny o sukcesie w Pucharze UEFA przekreśla jeden głupi wieczór w Dortmundzie, ale tworzą się podstawy pod obecny Milan

2002/03
Filippo Inzaghi
Jakiż on jest nienasycony! Cały czas chce zdobywać bramki, tak w sparingach w Milanello, jak i w spotkaniach o stawkę, dochodzi do piłki, dominuje na polu karnym. Te kilka uwag nie jest banalnym stwierdzeniem, gdyż znam go do lat z gry w reprezentacji i przeciwko niemu. Od kiedy do nas przyszedł ma w sobie ogromną chęć zwyciężania, aż człowiekowi cierpnie skóra. Do tego jest szalenie sympatyczny.

Sezon
Przychodzi Nesta, przychodzi Rivaldo, przychodzą ‘interiści’ Simic, Pirlo i Seedorf, którzy stają się podstawowymi zawodnikami podczas tego niezapomnianego sezonu. Pierwszą rundę ligi kończymy na czele tabeli z rekordowym dorobkiem punktowym, później nadchodzi zniżka formy, ale w rundzie rewanżowej wygrywamy wszystkie bezpośrednie spotkania z najgroźniejszymi rywalami. Europa to inna historia, chcę ją opowiedzieć: niektórzy starają się podważyć ją argumentem o trzech remisach w trzech ostatnich spotkaniach zapominając o meczach przeciw Deportivo, Bayernowi, Borussi Dortmund, Realowi, Ajaxowi. We Włoszech ludzie we krwi mają doszukiwanie się dziury w całym, ale to nie odbierze nam tej szalonej radości z 28. maja i wieczoru 31. maja na San Siro, gdy świętowaliśmy także zdobycie Pucharu Włoch. Takie rzeczy przytrafiają się tylko Milanowi. Cieszę się, że te puchary do góry mogłem wznieść właśnie ja, ale bez moich partnerów z zespołu nie byłoby to możliwe. Teraz znów zaczynamy od początku, począwszy od zwycięstwa w Monako nad Porto, chcę wygrać Puchar Interkontynentalny i ustanowić kolejne rekordy, chcę zdobyć Złotą Piłkę, dalej występować w Milanie, co wciąż po prostu sprawia mi nieopisaną przyjemność, interesuje mnie tylko wygrywanie w tych barwach.

2003/04
Kaká
Przyszłość już się zaczęła, to jest chłopak o wielkich możliwościach, łagodnym, ale już ukształtowanym charakterze, z wszelkimi zadatkami by stać się wielkim piłkarzem. ’Forza Milan!’ poprosiło mnie o opisanie po jednym partnerze z każdego sezonu, ale w tym miejscu zrobię wyjątek. Powiem także o Rino Gattuso, przyjacielu także poza boiskiem. Nigdy nie odstawia nogi, kompan także w codziennym życiu. Także on tworzy już rozpoczętą przyszłość Milanu. Z wielką przyjemnością wspominam także wszystkich tych, dla których zabrakło tu miejsca.


tłumaczenie: dezali

 


© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone