Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


Tempo - 04.02.2003 r.
Autor: MIZA
Takie wypadki nie zdarzają się w bezwzględnym świecie finansistów. Gdy ponad dwa lata temu prezes AC Milan, Silvio Berlusconi kupował Fernando Redondo z Realu Madryt za 10 milionów dolarów, zagwarantował mu bardzo wysokie zarobki. Już wkrótce Argentyńczyk doznał jednak na treningu poważnej kontuzji kolana i przez dwa lata zamiast swoją grą spłacać się klubowi, zwiedził więcej klinik i sal operacyjnych niż boisk. Półtora roku temu zwrócił się do Berlusconiego z niespotykanym w futbolowym światku apelem. -To jest niemoralne, że nie gram, nawet nie wiem czy grać jeszcze będę, a dostaje tyle pieniędzy. Nie chcę ich. Zacznijcie mi płacić dopiero wtedy, gdy będzie za co - mówił zaskoczonym działaczom. I tu następna niespodzianka. Berlusconi odparł, że może mu płacić do końca życia. Że nie zamierza wstrzymać wypłat, ani obniżyć kontraktu. Co więcej - przedłużył jeszcze umowę z piłkarzem o dwa lata.

Pamiętny drybling
Mniej to już dziwi, gdy wspomni się, że Redondo był niezwykle szanowany i lubiany we wszystkich klubach, w których grał. O jego uczciwości i pracowitości chętnie mówili przed Włochem także prezesi hiszpańskich klubów - Tenerife i Realu Madryt. Ten ostatni zawdzięcza mu bardzo wiele, przede wszystkim dwa Puchary Europy. Redondo był bohaterem rozgrywek Ligi Mistrzów w sezonie 1999/2000. Przez trenerów drużyn, które brały nich udział, został wybrany jednogłośnie MVP, czyli najważniejszym graczem całej tej ligi.
We wszystkich meczach grał wspaniale, ale jedną akcją wrył się w pamięć wszystkim. Było to w rewanżowym meczu z Manchesterem Utd w ćwierćfinale. W Madrycie Real zremisował 0:0, u siebie faworytami byli Anglicy. Do momentu, gdy z piłką ruszył lewym skrzydłem Argentyńczyk. Minął dwóch rywali i znalazł się z piłką tuż przy linii końcowej boiska. Obok niego był Gary Neville i wydawało się, że w tej sytuacji nic już nie można zrobić. Wtedy Redondo odwrócił się od Anglika piętą zagrał mu piłkę między nogami i obiegł go z drugiej strony. A potem idealnie wystawił piłkę Raulowi. - Łatwiejszego gola jeszcze chyba nie strzeliłem - mówił potem Hiszpan.
Włosi też byli pod wrażeniem bezbłędnej i zawsze niezwykle eleganckiej gry Argentyńczyka. Berlusconi zresztą kilka dni temu zdradził się, że chciał kupić Redondo już 10 lat temu. - Mało kto wie, ale moi wysłannicy jeździli na mecze Tenerife. Wtedy jednak uprzedził mnie Real. Ale pamiętałem o nim przez tyle lat i kiedy już można było go ściągnąć, nie wahałem się nawet minuty - opowiadał przed niedzielnym meczem Milanu z Anconą (???-chyba coś mu sie popieprzyło) obecny premier włoskiego rządu.

Narkoman?
Podczas swej długiej i bogatej kariery Redondo miał spięcie tylko z jednym człowiekiem. Kilka lat temu ówczesny selekcjoner reprezentacji Argentyny, Daniel Passarella po narkotykowych wpadkach Diego Maradony i Claudio Caniggii dostał zadziwiającej fobii. Wmówił sobie, że potrafi bezbłędnie rozpoznać nałogowców - po długich włosach (jak Caniggia) i kolczykach w uszach (jak Maradona). I odstawił od drużyny kilku piłkarzy w tym właśnie Redondo, który wtedy grał z opaską na długich włosach. Z tych podejrzeń śmiali się wszyscy, poza kibicami reprezentacji, która w kolejnych turniejach spisywała się bez swego lidera coraz gorzej.
Po dwóch latach zmagań z kontuzją Redondo wreszcie wrócił na boisko i w niedzielę po raz pierwszy pojawił się w wyjściowym składzie Milanu. Już niedługo, gdy po zimowej przerwie wznowi swoje rozgrywki Liga Mistrzów, jego nowa drużyna przyjedzie do Madrytu na mecz z Realem. Kibice nigdy nie potrafią wybaczyć swym dawnym ulubieńcom przejścia do rywala. Jednak Redondo w Hiszpanii może liczyć na niezwykle ciepłe przyjęcie. Nadal jest ulubieńcem sympatyków Realu, którzy nawet prowadzą stronę internetową zatytułowaną: "Mejor medio centro del mundo", czyli "najlepszy pomocnik świata".


© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone