Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


SportMediaset.it (09.04.2010)
autor: Luca Serafini
 
Atmosfera we włoskiej piłce jest od czterech lat (post-Calciopoli) skażona tonami wykraczającymi często poza pewne granice. Granice przekraczane świadomie przez José Mourinho, który nie traci okazji ku temu, by mówić o spiskach i podejrzanych paktach, które miałyby być wymierzone w Inter.

Trzeba wyróżnić dobrze to, co się dzieje, pamiętając przede wszystkim o tym, co się wydarzyło. Uczestnicząc w wielu transmisjach telewizyjnych i radiowych, mieliśmy w związku ze specyfiką naszej pracy okazję, by cztery lata temu przeczytać WSZYSTKIE tomy zapisów podsłuchanych rozmów. I nie ma wątpliwości odnośnie tego, co opisano: włoska piłka była w rękach gangu (Moggi, Giraudo, wypuszczony z niewyjaśnionych przyczyn bez kary prezydent Federacji Franco Carraro, wiceprezydent Mazzini, desygnatorzy Bergamo i Pairetto, niektórzy sędziowie z siedzącą z boku niemą, głuchą i ślepą małpką w osobie aktualnego prezydenta FIGC, Abete), który decydował o wynikach meczów. Ofiarami były w szczególności Milan, Fiorentina i Lazio. Pierwszy z tych klubów się zbuntował i został za to ukarany (wyrok skazujący mówi jasno: "…zarejestrowanym członkom zakazano utrzymywania kontaktów z desygnatorami…"), a jeden jedyny telefon był kluczem do ukarania rossonerich. To ta rozmowa Meaniego, w której narzekał z powodu anulowania dzień wcześniej w Sienie prawidłowej bramki Crespo, co miało kosztować Milan scudetto. Fiorentina i Lazio były wyraźnie szantażowane przez Federację i zdecydowały się płacić "haracz". Ustawianie w jednym rzędzie poborców mafii (definicja Antonio Di Pietro) z szantażowanymi była skandalem samym w sobie.

Sprawa Milanu jest osobnym przypadkiem: w ciągu dekady rossoneri wygrali tylko jedno scudetto, ale za to dwie Ligi Mistrzów, grając trzykrotnie w finale. Ciężko utrzymywać, że kradli. Nawet jeśli to robili, to nie zostały po tym ślady. Żadne. Niewymowny Saverio Borrelli w połowie dochodzenia (pomimo tego, co później zostało - a raczej nie zostało wykazane, bo Adriano Galliani okazał się wielkim nieobecnych we wszystkich oskarżycielskich zapisach rozmów) powiedział dla Corriere Della Sera: "Pozycja Milanu jest znacznie poważniejsza niż Juventusu". To fałsz historyczny i polityczny. Borrelli miał porachunki z Berlusconim, nie z Milanem. Dyrektor Milan Channel Mauro Suma powiedział na żywo (Studio Milan ze środy 7 kwietnia o 20:30): "Chcę zobaczyć, czy mnie pozwą. Stawię czoła pozwowi. Pan Saverio Borrelli przesłuchiwał arbitrów i asystentów, mówiąc im: nie interesuje nas pozycja Interu; albo wrobicie Milan i Juve, albo już nie będziecie sędziować."

Sprawa Inter jest z kolei przypadkiem farsy w najlepszym włoskim wydaniu. W wyroku procesu Calciopoli czytamy, że "scudetto 2006 nie zostaje w konsekwencji przyznane". Interista Guido Rossi i jego światli przyjaciele (i - jak on sam - przyjaciele Tronchettiego Provery) postanawiają jednak przyznać je Interowi, który "wyróżnia się etyką". Piękna laurka dla zapisów podsłuchanych rozmów Facchettiego, które już wtedy istniały; dla jego częstych wizyt w toskańskim domu Bergamo, dla afery paszportowej i trofeum młodzieżowego (!) - powtórzmy to: młodzieżowego - wygranego przez Inter, a potem oddanego z uniesionymi rękami po przyznaniu się do podrobienia dowodów tożsamości dwóch chłopców. Niewiarygodne. Również dlatego, że w historii sportu z udziałem profesjonalnych drużyn nie istnieje żaden precedens dotyczący tytułów przyznanych przy zielonym stoliku. Przypominamy za to dwa bardzo wyraźne precedensy: we Włoszech scudetto odebrane w 1927 Torino (sprawdźcie sobie na liście trofeów - scudetto wycofane i nie przyznane), a w Europie Puchar Mistrzów 1993 (Marsylia - Milan 1:0, odebrany Marsylii i nie przyznany). Jeśli dodamy do tego także etykę wewnątrz klubu, przejawiającą się śledzeniem Bobo Vieriego, to mamy pełen obraz. Ale wzbogaćmy go jeszcze o jedną wymowną statystykę: przez 10 lat "rządów Moggiego" (1996-2006) Inter był 2 razy drugi, 4 razy trzeci, 2 razy czwarty, raz piąty i raz ósmy, a do tego regularnie eliminowano go z europejskich pucharów, podczas gdy ci złodzieje z Milanu i Juve grywali w finałach (a Milan nawet wygrywał) Ligi Mistrzów.

Ale co innego etyka (na której Inter zbudował niepokonany zespół z Ibrahimovicem i bez rywali), a co innego rozsądek. Złość milanistów ma podstawy - i to jakie - z powodu nierówności traktowania. Nie należy jej jednak mieszać z uzasadnieniami: jeśli Inter też był zamieszany w rozmowy z desygnatorami - a był i wiedzieliśmy o tym od dawna - to znaczy, że Inter również walczył jak Milan, Fiorentina i Lazio, by nie być zmiażdżonym przez Kopułę*. To musi być jasne dla wszystkich.

* - (z włoskiego Cupola) tak nazwano gang Moggiego.


tłumaczenie: TomekW

 


© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone