Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


The Herald, 12.10.2007
autor: Hugh McDonald
 

Wizyta w banku wydaje się być niepotrzebna w obliczu 12 i pół tysiąca funtów, które Celtic będzie musiał zapłacić UEFA. Tyle, plus trochę drobniaków, trafi do pudełka po biszkoptach.

Odgłos dobiegający wczorajszego wieczoru ze wschodniej strony Glasgow to zadyszka Petera Lawwella, który akurat zakończył swą rundę honorową na pustym Celtic Park. "Kara jest proporcjonalna do wykroczenia i jest uczciwa" - powiedział dyrektor wykonawczy Celticu, kiedy wreszcie złapał oddech.

Coś w tym było. Pobieżna lektura ostatnich decyzji Wydziału Kontroli i Dyscypliny UEFA pokazywała, że Celtic zostanie ukarany grzywną. Odjęcie punktów, zamknięcie stadionu, koniec świata… - to wszystko było wymieniane jako możliwe kary dla Celticu po tym, jak Robert McHendry uwikłał się w incydent z Didą, bramkarzem Milanu. Nie powinno być zaskoczeniem, że karą była grzywna.

W mowie potocznej kara dla Celticu będzie nazywana Balde. Nawet jeśli będą musieli zapłacić zawieszoną część grzywny i osiągną 25 tysięcy funtów, to i tak będzie to mniej niż Bobo zarabia przez tydzień. Powiedzmy sobie szczerze: w ostatnim czasie McHendry był częściej na Celtic Park niż Bobo.

Decyzja Komisji UEFA niesie za sobą dwa znaczące punkty.

Pierwszy dotyczy Celticu. Nie ulega wątpliwości, że kierownictwo klubu zadziałało mądrze w obliczu tego, co wydarzyło się na boisku. Jedynym zgrzytem była nieroztropna wzmianka prezesa Briana Quinna o Didzie. Oficjalna linia obrony mówiła, że było to niefortunne zdarzenie oraz że intruz został zidentyfikowany i odpowie przed klubem i sądem. Wszyscy się tego trzymali. Wszyscy odpowiednio skruszeni.

Ale kibic wbiegł na boisko i dotknął piłkarza rywali. Celtic będzie rozmawiał z policją i zatrudnioną firmą ochroniarską, by dowiedzieć się, jak do tego doszło. Ci, którzy stoją przy liniach, mogą powiedzieć, że przy 60 tysiącach kibiców cieszących się ze strzelonej w ostatniej minucie bramki na wagę zwycięstwa ciężko jest kontrolować jednostki. Być może.

Ale McHendry wbiegł na murawę, dotknął bramkarza i pomknął w stronę narożnika, a służby porządkowe nie zareagowały. Co więcej, został wpuszczony z powrotem na trybuny przez stewarda. Nie byłoby go lepiej widać nawet wtedy, gdyby zatrzymał się i udzielił wywiadu. Powinien zostać namierzony i schwytany.

To może być podstawą do gorących dyskusji pomiędzy Celtikiem i tymi, którzy biorą od niego grube tysiące za ochronę.

Drugi punkt dotyczy Milanu i - zwłaszcza - Didy. Wdzięczna i dostojna postawa Milanu w czasie i po meczu pokazała, jak powinien się zachować wielki klub. Zaznaczyli, że incydent nie wpłynął na wynik i pozostawili sprawę dla UEFA. I zawiedli się.

Karą dla Didy powinno być wyśmianie go. Bramkarz Milanu stał się obiektem pogardy sportowego świata po tym, jak upadł na oczach oglądających go milionów. Trafił na YouTube. Zawieszenie go na dwa mecze jest absurdalne. Stwarza precedens, który w przyszłości może odwrócić się przeciwko UEFA. Zawieszenie piłkarza za zbyt łatwe upadnięcie po starciu z kibicem nie umknie uwadze nawet przy najbardziej pobieżnych oględzinach.

Panuje histeria odnośnie symulowania i oszukiwania. Dida padł ofiarą tego obłudnego gniewu. W każdym meczu mają miejsce setki oszustw. Większość żądań przyznania autu jest wysuwana przez piłkarzy, którzy doskonale wiedzą, że tenże się im nie należy. To jest oszukiwanie. To jest próba zyskania przewagi poprzez kłamstwo.

Dida mógł chcieć zyskać przewagę poprzez próbę doprowadzenia do przerwania lub powtórzenia meczu. Jego klub po prostu zdjął go z boiska. Jego "symulacja" nie miała wpływu na grę. Takie kryterium zostało użyte w obronie Juninho, dzięki czemu uniknął kary za swojego "nurka" w meczu przeciwko Rangersom w Lyonie. Tak samo powinno się wytłumaczyć jego rodaka.

Milan się odwoła. Mają rację. Celtic się nie odwoła. Im ulżyło.


tłumaczenie: TomekW

 


© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone