![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
Forza Milan! 3/2002 autor: Carlo Pellegatti |
|||
![]() |
||||
|
Milan - Goeteborg, 25. listopada 1992 roku. Łabędź z Utrechtu wyciąga jedno ze swoich piór i zapisuje jeden z najwspanialszych poematów w historii Milanu. Otrzymując piłkę od Eranio, natychmiast uderza, będąc odwróconym od bramki. W ten sposób zdobyta zostaje bramka stulecia.
Jestem tam, kilka metrów od całego zdarzenia. Oglądam je, ale inni muszą mi później o nim opowiadać. Właśnie w ten sposób chciałbym zacząć opowieść o prawdziwej magii, kolejną baśń o Milanie tamtych czasów z jednym wielkim bohaterem. Urodzonym być może w Utrechcie, a na pewno z honorowym obywatelstwem Florencji, skąd pochodzi Guido Cavalcanti, autor "Dolce Stil Novo". Mówię o Marco van Bastenie, Pierwszych Skrzypcach Milanu. Już wyjaśniam. Zacznijmy od miejsca i czasu zdarzenia: 25. listopada 1992 roku, świecka świątynia San Siro. Rywalem jest IFK Goeteborg, pierwszy mecz drugiej fazy nowopowstałej Ligi Mistrzów. Przygotowuję głos i mikrofon do emocjonującego komentarza, kiedy dowiaduję się, że na parkingu znajdującym się pod San Siro muszę przygotować przedmeczową zapowiedź, którą zostanie puszczona na żywo. Widzę kibiców, przyjaciół, którzy odziani w szale, z czerwono-czarnymi poduszkami pod pachami wchodzą rozradowani na sektor, świadomi, że czeka ich wieczór spędzony w towarzystwie Chłopców na eleganckich salonach Ligi Mistrzów. Oglądam ich z wyrazem twarzy dziecka słuchających starego przeboju "Profumi e balocchi", z nosem wbitym w szybę, spoglądających na słodycze, których nie mogą nabyć, nie posiadając pieniędzy. Wchodzę do reżyserki, podczas gdy 60 000 osób zaczyna wstrząsać fasadami Świątyni. Capello stawia na formację ofensywną złożoną z Lentiniego, Rijkaarda, Van Bastena, Papina i Eranio, podczas gdy Massaro gra na lewej obronie w zastępstwie Maldiniego. Proszę Was, byście raz jeszcze powrócili do linijki wyżej i przeczytali z delikatnym uśmiechem nazwiska tych wielkich mistrzów ataku. Głęboki oddech i... lecimy dalej. Zasiadam przed moim monitorem, Wy na trybunach, razem stając się świadkami powstawania dzieła sztuki. Ktoś napisał kiedyś: "Sztuka rozpoczyna się od niczego, białej kartki, nagiego płótna, dopiero później powstaje z nich coś porywającego." Rozpoczyna Papin, którego strzał mija słupek. Później jedno ze swoich piór wyciąga Łabędź z Utrechtu. Jego pierwsza bramka zostaje anulowana, jednak w połowie pierwszej odsłony spotkania wymienia podanie z JPP i delikatnym muśnięciem umieszcza piłkę w bramce. Pierwszy wers zostaje wyrecytowany, ja zaś wrzeszczę i montuję, a jednocześnie odzywa się we mnie żal, że nie jestem tam, w kręgu poetów. W drugiej połowie uwielbiany "Easy Rider" Lentini trafia w słupek, a następnie Milan otrzymuje rzut karny. Podskok i druga bramka Marco. Jednak o 22:01 owego 25. listopada 1992 roku oglądamy esencję sztuki, o tej właśnie porze pada najpiękniejsza bramka w historii Milanu, gol stulecia. Eranio podaje piłkę do środka, piórem, przepraszam, barkiem odwrócony od bramki Van Basten uderza z woleja i trafia do siatki, w lewy róg bramki Ravelliego. Publiczność wstaje z miejsc i przez sześćdziesiąt długich, pięknych, niezapomnianych sekund oklaskuje Pierwszego. Minuta pełna emocji, szczęśliwych ludzi, rozemocjonowanych, gdyż ich udziałem stało się niepowtarzalne przeżycie. Jeśli nagle okazałoby się, że to nie dzieje się naprawdę, lecz że oglądamy film Johna Hustona "Zwycięstwo", publiczność nie skandowałaby "Zwycięstwo.. Zwycięstwo.. Zwycięstwo.." po tym, jak Sylvester Stallone obronił rzut karny, lecz "Van Basten... Van Basten... Van Basten...". Legendarny, nie mający dość Marco nie poprzestaje jednak na tym. Zapisuje kolejny wers odbierając piłkę rywalom i zdobywając minutę później czwartą bramkę. Cóż za poker naszego asa, karty i zwycięstwo pozostają w Mediolanie. Spotkanie się kończy, montuję materiał, wychodzę z reżyserki, w której kumulował się cały mój entuzjazm, badając oblicza kibiców. Ci upojeni opuszczają San Siro. W zasadzie nic nie mówią, nie chcą zbędnym słowem zburzyć to, co czują w środku. Uwielbienie, zdumienie, entuzjazm z gry zainspirowanego Milanu, wypieszczonego, upojonego przez jednego z największych piłkarzy w jego historii: Marco van Bastena, który miesiąc później podda się operacji w St. Moritz, pozostawiając na szpitalnym łóżku swoją kostkę i całą swoją piłkarską klasę. Kibice śmieją się ze szczęścia, nie zdając sobie sprawy z tego, że owego 25. listopada 1992 roku ich Wielki Poeta Marco van Basten tworzył po raz ostatni. 25.11.1992 Milan - IFK Goeteborg 4:0 tłumaczenie: dezali |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |