Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


La Gazzetta dello Sport (08.05.2011)
autor: Alberto Cerrutti
 
Zbyt trudno było w tym roku strzelić gola rossonerim. Przed bramkarzem naprawdę solidna formacja, a po przeciwnej stronie atak kompletny i nieprzewidywalny.

Nie było łatwo zdobyć to scudetto. Ale przede wszystkim nie było łatwo wygrać je w tak dobrym stylu i tak szybko, bez męczenia się do ostatniej kolejki, jak to miało miejsce w przypadku Interu Mourinho. I właśnie ze względu na przerwanie hegemonii nerazzurrich to scudetto ma podwójną wartość przy ocenie zasług zwycięzców i ich umiejętności obalenia (niemal) wszystkich prognoz. To prawda, że Inter był najsilniejszym zespołem, bo był najbardziej ukształtowany, ale nie wystarczy być obrońca tytułu, by wygrać go ponownie automatycznie. W długim wyścigu liczy się motywacja, świeżość, forma zawodników i waga transferów. Dlatego właśnie po sprowadzeniu Ibrahimovica i jednoczesnym braku następcy dla Balotellego, wskazywaliśmy na Milan.

Wielką zasługą Allegriego było wykorzystanie umiejętności Szweda, ale bez uzależniania się tylko i wyłącznie od niego, co przytrafiło się Manciniemu i Mourinho. Ibrahimović stał się w ten sposób spychaczem torującym drogę prawdziwemu zespołowi, w którym gole strzelało 13 zawodników, a 12 bramek zdobyli wchodzący z ławki. Milan szedł do przodu bez Pirlo, bez Pato, a także bez Ibry, ale nigdy nie zabrakło mu równowagi, która jest w piłce słowem kluczowym. Jeżeli rossoneri są na czele tabeli od jedenastej kolejki, to jest to zasługą właśnie równowagi znalezionej przez Allegriego niezależnie od wykonawców. I nieprzypadkowo Milan miał zawsze najrzadziej pokonywaną obronę, prawdziwy punkt siły zespołu, w którym trudno znaleźć tego najlepszego, który byłby w stanie sam zrobić różnicę. Dlatego to było scudetto wszystkich. Czyli Allegriego.

MAX ALLEGRI - 10. Galliani go wybrał, a on dołożył spokój, konkretność i pomysły.
Kluczowe wyjaśnienie: jeżeli dziś wszyscy odkrywają umiejętności Allegriego, to główne zasługi należą do Gallianiego, który go wybrał i przedstawił Berlusconiemu. Potem jednak trener kroczył już i wygrywał sam, pokazując, że poza boiskiem ma spokój Ancelottiego, a na murawie konkretność Capello. I nie dał się uwarunkować wielkimi nazwiskami. Pierwszym sukcesem było zrezygnowanie z fascynującego pomysłu wystawiania razem jednocześnie Ronaldinho, Ibrahimovica, Pato i Robinho. Potem były kontuzje Inzaghiego i Pirlo, degradacja na ławkę Seedorfa, wprowadzenie pomocy z trzema przecinakami i przesunięcie Boatenga na pozycję trequartisty. Od początkowego 4-3-3 do ostatecznego 4-3-1-2. Allegri wystawił rekordową liczbę 32 graczy, będąc w stanie wyłuskać ile się da od każdego wbrew kontuzjom i zawieszeniom. Był więc Milan wielu "bez", zaczynając od Ibry i Pato, ale zawsze "z" tym jego nieodzownym schematem taktycznym, w którym przed nazwiskami zawsze był zespół. Oto, dlaczego Allegri zasługuje na 10.

THIAGO SILVA - 9. Ściana. Profesor reanimował super obronę.
Od razu prezentuje się golem, drugim z czterech przeciwko Lecce, w pierwszej kolejce ligowej - to szczęśliwa przystawka do sezonu w roli wielkiego bohatera. Od asystenta Nesty, bez którego męczył się w zeszłym sezonie, do kluczowego gracza środka obrony, zdolnego dowodzić formacją nawet pod nieobecność mistrza świata. To, że Milan szybko pokazał, iż ma najlepszą obronę i zachował ten prymat aż do końca swojej trójkolorowej podróży, jest zasługą wszystkich, zaczynając od pomocników, którzy perfekcyjnie ubezpieczali formację. Thiago Silva był jednak nieodzownym punktem, najbardziej obecnym spośród wielu obrońców wystawianych przez Allegriego i mającym najwyższą średnią not. Pomiędzy kontuzjami i zawieszeniami, Thiago Silva jest najbardziej obecny po Abbiatim - to prawdziwy symbol ciągłości z wieloma wzlotami i niewieloma upadkami, zdolny nawet grać w pomocy i właśnie za tę swoją niezwykłą regularność postawy zasługuje na najwyższą notę.

ABBIATI - 8,5. Wyraża się faktami i widać, kiedy go brakuje.
Mistrz wśród mistrzów, jak w sezonie scudetto Zaccheroniego w 1999. Zasadniczy w paradach, oszczędny w słowach, wyraża się faktami, okazując się jednym z najsilniejszych punktów całej drużyny - ogólnie, a także - szczególnie - najrzadziej pokonywanej defensywy w całej lidze. Kiedy go brakowało, było to widać, bo bez niego Milan w dwóch meczach stracił pięć goli: 4 z Udinese na San Siro i 1 z Lecce na wyjeździe. Ale widać też, kiedy Abbiati grał, bo często był decydujący i niemal nigdy nie popełniał ewidentnych błędów. Najlepszy na boisku w Rzymie przeciwko Lazio, kiedy ratował bramkę przy 0-0, a także decydujący w pierwszym meczu wygranym z Napoli 2-1 oraz rewanżowych derbach, które okazały się kluczowym momentem wyścigu po scudetto. Bramkarz odnaleziony, który zaskoczył tylko tych, którzy w niego nie wierzyli.

BOATENG - 8,5. Furia w pomocy, trequartista z zaskoczenia.
Wystarcza mu kwadrans, w debiucie przeciwko Lecce, by zaimponować wszystkim. Przywitany z krzywdzącą łatką szorstkiego i walecznego pomocnika, Ghańczyk okazuje się piłkarzem kompletnym, w pełni trafionym transferem, choć jest tu tylko na zasadzie współwłasności z Genoą. W pierwszym składzie po pierwszej porażce w Cesenie, od razu zapracowuje na najwyższą notę przeciwko Catanii, zdobywając publiczność na San Siro nie tylko swoją szczodrością, ale też łatwością, z jaką szuka gola. Nowa, czerwono-czarna furia, która odbiera i rozsyła piłki, wzbudza entuzjazm Allegriego, który przydziela mu nową rolę. A on w pierwszym meczu na pozycji trequartisty, na początku grudnia na San Siro przeciwko Brescii, strzela swoją pierwszą bramkę, zaczynając nową karierę. Trójkolorową.

IBRAHIMOVIĆ - 8,5. Motor napędowy w pierwszej rundzie. Mniej egoistyczny niż zwykle.
Debiutuje źle w Cesenia, gdzie Milan przegrywa swój pierwszy mecz, a on marnuje karnego w końcówce. Ale szybko sprawia, że mu wybaczają, bo w pierwszej rundzie to właśnie on ciągnie drużynę, inicjując ucieczkę nie tylko swoimi golami, ale także asystami dla kolegów. Mniej egoistyczny niż zwykle, czego dowodzi też fakt, że nie strzela ani jednego dubletu. Robi różnicę swoją siłą fizyczną i techniką. Nikt nie dorównuje jego wykresowi postawy, bo aż 11 razy jest najlepszym na boisku, choć tylko cztery razy w rundzie rewanżowej. Cztery, jak gole strzelone w drugiej części sezonu, mniej niż połowa tych dziesięciu z pierwszej rundy. I te liczby, nieprzypadkowe, są wiernym dowodem na jego częściowy rozpad w rundzie rewanżowej, w której daje się wyrzucić dwa razy, gromadząc pięć kolejek dyskwalifikacji. Ale to nie wystarcza, by zapomnieć o jego wielkim wkładzie.

PATO - 8,5. Strzela jak nigdy przedtem. Przyszłość należy do niego.
Chłopiec - bo wciąż jest 21-letnim chłopcem - dojrzewa. W stosunku do rozegranych meczów nigdy nie strzelał tak dużo - i to bez rzutów karnych - od kiedy przybył do Włoch. I to łączy jego zasługi techniczne i ograniczenia fizyczne, bo zbyt często pozostaje w gabinecie lekarskim. Ale przyszłość należy do niego, bo do klasy, której mu nie brakowało, dołożył osobowość wielkich piłkarzy, zdolnych strzelać w kluczowych meczach. Pięć razy najlepszy na boisku: to on zdobywa pierwszego gola w drodze po tricolore przeciwko Lecce, ale przede wszystkim to on przesądza w wielkim 3-0 z Napoli na San Siro, a potem w kolejnym 3-0 przeciwko Interowi, ustrzelając kluczowy dublet, który ostatecznie oddala byłych mistrzów.

ROBINHO - 8,5. Ten nieoczekiwany prezent jest bezcennym dżokerem.
Wydawał się czekoladowym podarkiem na koniec kampanii transferowej, a tymczasem szybko okazał się graczem bardzo przydatnym, prawdziwym dżokerem rozdanym przez Gallianiego i wykorzystywanym do perfekcji przez Allegriego rozgrywce o scudetto. Cofnięty napastnik, ale też trequartista, a nawet szpica w Brescii, gdzie po raz pierwszy zabrakło Ibrahimovica z Pato i to właśnie on strzelił gola na 1-0, który utorował drogę do końcowego sprintu. Strzela 12 goli - bez wykonywania rzutów karnych - i marnuje drugie tyle, ale tylko dlatego, że pod bramkę przybywa zmęczony po bieganiu jako pomocnik. Akceptuje ławkę rezerwowych, zdobywając wszystkich swoją dyspozycyjnością taktyczną i mentalną. I z postaci drugoplanowej zmienia się w głównego bohatera.

VAN BOMMEL - 8,5. Od awaryjnego uzupełnienia do niekwestionowanego gracza pierwszej jedenastki.
Ostatni z przybyłych, ale od razu pośród pierwszych. Szkoda, że nie mógł grać w Lidze Mistrzów, bo na krajowym podwórku okazuje się cenny, utrzymując miejsce w pierwszym składzie nawet wtedy, gdy do dyspozycji wraca Pirlo, który na początku wydawał się być nieodzowny. Ustawiony przed linią obrony, wykorzystuje swoje wyjątkowe doświadczenie taktyczne, a jedyną plamę powoduje nadmiar zapału, który kosztuje go wykluczenie w debiucie z Catanią. Ale kiedy gra, zespół jest pewniejszy i wśród innych bohaterów także Holender zapracowuje na miejsce na poziomie najlepszych. Z osobistą satysfakcją, bo w Milanie nikt nie zdobył tytułów w czterech krajach: Holandii, Hiszpanii, Niemczech i Włoszech. Rekord na miarę prawdziwych mistrzów.

NESTA - 8. Nesty się nie podważa.
O notę niżej od swojego kolegi z formacji - Thiago Silvy, ale tylko dlatego, że opuszcza więcej meczów. Na poziomie postawy jednak się go nie podważa, bo mijające lata nie zmniejszają ani jego klasy, ani osobowości lidera. Zdolny do wielkich poświęceń, by wytrzymać urazy, potwierdza, że jest prawdziwym profesjonalistą.

AMBROSINI - 7,5. Ambro nie zawodzi.
Kapitan zbyt często nie gra, ale tylko z powodu urazów. Z nim na boisku wszyscy czują się pewniej, zaczynając od Allegriego, bo to jeden ze starej gwardii, która nigdy nie zawodzi. W Milanie trzech środkowych pomocników, przed przybyciem Van Bommela, najważniejsze miejsce - na środku - należy właśnie do niego. Długiego, czerwono-czarnego życia dla wielkiego Ambro.

GATTUSO - 7,5. Wyzwolenie Gattuso.
Jeśli Thiago Silva jest symbolem regularności drużyny, która umiała radzić sobie bez indywidualności, to on jest symbolem wyzwolenia grupy pałającej żądzą zemsty. Odstawiony pośpiesznie do lamusa przez Leonardo, pokazuje, że nadal jest prawdziwym piłkarzem i zwycięskim liderem zarówno przez, jak i po golu na miarę wygranej na boisku Juventusu.

SEEDORF - 7,5. Seedorf skała.
Od gwizdów do oklasków: dokonuje zasłużonego odwetu, oferując kluczowy wkład w decydującym momencie. Cierpi pierwsze od przyjścia do Milanu ławki z powodu decyzji technicznych, ale zawsze jest gotowy, także w roli lewego pomocnika, strzelając dwa ważne gole przeciwko Fiorentinie i Sampdorii.

YEPES - 7,5. Yepes, ależ niespodzianka.
Przyjęty z rezerwą, traktowany na początku jako zmiennik rezerwowego Sokratisa, słucha rad Gallianiego i czeka na swój debiut do dziesiątej kolejki, w Bari. Od tego momentu zdobywa zaufanie Allegriego i kolegów, podbijając również publiczność San Siro. A kiedy brakuje Nesty, sprawia, że nikt za nim nie płacze. Zaskakujący.

ABATE - 7. Abate nie pęka.
W drugim sezonie wśród rossonerich, sprawia wrażenie bycia w krzepiącej fazie rozwoju, wywalczając miejsce na prawej stronie z postępami taktycznymi, które dobrze rokują, bo przecież ma dopiero 24 lata. Szczególne brawa za pozbieranie się z wielką osobowością po brzydkich pierwszych derbach, w których zostaje wykluczony.

FLAMINI - 7. Flamini zawsze obecny.
Postać drugoplanowa równie milcząca, jak cenna. Widać go mało, ale zawsze jest obecny: czy to na prawej, czy na lewej stronie pomocy, zarówno wtedy, gdy gra w wyjściowym składzie, jak i wtedy, gdy wchodzi z ławki. Strzela drugiego z trzech goli przeciwko Bari na San Siro i przede wszystkim tę bramkę, która daje ostatnią wygraną na San Siro z Bologną: słodka przystawka przed kolacją ze scudetto zjedzoną w sobotni wieczór.

Zambrotta - 7. Zregenerowany Zambrotta.
Gra niewiele, bo po Bożym Narodzeniu przechodzi operację kolana. Wydaje się być widzem scudetto w wykonaniu innych, a tymczasem wraca na czas, by przypomnieć, że jest mistrzem świata, dając przy tym nowy pokaz niezwykłego, poważnego profesjonalizmu. Wraca na przełomowe derby, a w końcówce wydaje się być zregenerowany, a nie skończony.

PIRLO - 6,5. Pirlo poza, rok na nie.
Nieodzowny dla wszystkich, od Lippiego do Prandellego, ale nie dla Allegriego. Zaczyna w pierwszym składzie na swojej środkowej pozycji i strzela pięknego, decydującego gola Parmie. Potem siada pierwszy raz na ławce w Bari, wraca - lecz na lewy środek - w Bolonii i doznaje kontuzji z Romą. Pokazuje się ponownie dopiero w końcówce z Samp i Bologną. I pojmuje, że nie jest już nieodzowny.

Antonini - 6. Antonini do poprawki.
Zaczyna w pierwszym składzie, a kończy jako rezerwowy, wyprzedzony przez Zambrottę, a nawet Jankulovskiego, który był na marginesie kadry. W przeciwieństwie do swojego kolegi z przeciwległego boku - Abate - nie pokazuje postępów, na jakie liczono, choć angażuje się zawsze maksymalnie ze swoimi rajdami na lewej. Do poprawki na płaszczyźnie taktycznej w fazie defensywnej.

BONERA - 6. Bonera, ale męki.
Wieczna obietnica, nigdy nie dotrzymana, bo w okolicy trzydziestki ma problem z przedryblowaniem kontuzji i niepewności. Zaczyna na prawej obronie, ale nie szarpie tak, jak powinien, bo jest środkowym, lecz na tej pozycji blokują go Nesta, Thiago Silva i również Yepes. Wypada po wyjeździe z Genoą, wraca w końcówce na ławce.

CASSANO - 6. Cztery gole Cassano.
Prezent świąteczny, sprowadzony by zapomnieć bongosy Ronaldinho, debiutuje w Cagliari asystą do Strassera, który trafia na 1-0. Decydujący z golem na 1-1 przeciwko Bari, wykorzystuje karnego na 3-0 w derby. Ale jeśli Allegri wystawia go tylko wtedy, kiedy nie ma innych napastników, to znaczy, że nie zapracował sobie na miejsce w pierwszym składzie.

POZOSTAŁA TRZYNASTKA. OD ODDO DO PIPPOGOLA.
W złotym albumie tego scudetto jest jeszcze 13 innych piłkarzy, którzy jednak mają mniej niż 10 występów. Na siedmiu zatrzymali się Oddo (nota 6,5) - kluczowy ze swymi asystami w Neapolu, Emanuelson (6) i Ronaldinho (5). Za nimi Merkel (6), Inzaghi (7), który odnosi kontuzję w piątym występie, mając już dwa gole, Jankulovski (6,5), Sokratis (5,5), Amelia (5,5), Strasser (6,5), który na boisku jest tylko trzy razy, ale strzela zwycięstkiego gola Cagliari, Borriello (bez oceny) sprzedany po pierwszym meczu z Lecce, Oduamadi (bez oceny), pechowiec Legrottaglie (bez oceny), który od razu doznaje kontuzji oraz obiecujący Beretta (bez oceny), który debiutuje z Bologna na cztery minuty przed końcem.




tłumaczenie: TomekW

 


© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone