![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
"Piłka Nożna", nr. 50, 1995 |
|||
![]() |
||||
Od kilku lat Milan uchodzi za klub, którego siła opiera się na transferach. Większość piłkarzy, którzy trafili do zespołu to uznani i ukształtowani gracze ze sporym doświadczeniem. Stefano Eranio, Gianluigi Lentini czy Christian Panucci na grę w Milanie zasłużyli sobie wspaniałą postawą w innych klubach. W tym sezonie jednak w drużynie Fabio Capello znalazła się trójka "młokosów", którzy mają nadzieję rozpocząć karierę właśnie w klubie czerwono-czarnych. Są to: Tomas Locatelli, Francesco Coco i Massimo Ambrosini. 19-letni Tomas Locatelli jest już trochę znany w piłkarskim światku we Włoszech. Jako niespełna osiemnastolatek zadebiutował w Serii A w Atalancie Bergamo. W ubiegłym sezonie znalazł się jednak w II lidze. Mimo to działacze Milanu zdecydowali się na jego transfer, co potwierdziło krążącą o nim opinię "talentu czystej wody". Locatelli: "Jestem jeszcze młody i na miejsce w podstawowym składzie muszę poczekać. Marzę, by wyjść na mecz razem z Baggio i Maldinim. Muszę jednak wylać sporo potu, by ten sen się spełnił." Tomas przypomina sylwetką właśnie Baggio, jest równie niepozorny, by nie rzec - mikry. Ale w opinii trenera Capello posiada dwie ogromne zalety: technikę i szybkość. "Ten chłopak szybko może się okazać odkryciem włoskiego piłkarstwa. Musi jednak dużo pracować i być umiejętnie wprowadzany w dorosłą piłkę." Locatelli jako ostatni z osiemnastolatków zadebiutował w oficjalnym meczu Milanu (Bologna - Milan, 28.11.). Fakt ten wcale go jednak nie zraża: "Na ławce rezerwowych Milanu siedzą takie gwiazdy jak Boban czy Lentini. Już sam fakt, że znalazłem się w kadrze Milanu jest dla mnie dużą nobilitacją. Zdaję sobie sprawę, że trafiła mi się nie lada okazja, by trenować z najlepszymi piłkarzami świata. Myślę, że przyjdzie czas, gdy będę z nimi grał jak równy z równym." Natomiast ma już za sobą debiut, a nawet strzeloną bramkę, ponoć najbardziej uzdolniony z owej trójki nastolatków, 18-letni Francesco Coco, w opinii fachowców - "nowy Maldini", jako że gra na tej samej pozycji co sławny Paolo. Prawdą jest, że Coco wzoruje się na Maldinim. Jego dotychczasowa "kariera" związana jest z Milanem, do którego szkółki trafił jako 14-latek. Niby późno (w Milanie istnieją grupy naborowe już dla 6-latków), ale jednak nie na tyle, by z czasem awansować do pierwszej drużyny! Francesco zaczął grać w piłkę jako siedmioletni malec w parafialnej drużynie w San Vittore Olona. Ale zanim zdążył dobrze poznać przepisy, już został zdyskwalifikowany. Ponieważ był jeszcze za młody, by grać w regionalnej lidze trampkarzy, więc trenerzy z San Vittore postanowili... dodać mu nieco lat i sfałszowali jego kartę zawodniczą. Oszustwo wyszło na jaw i Coco wraz z trenerem zdyskwalifikowano. Kara wyszła mu jednak na dobre, gdyż zainteresowali się nim działacze pobliskiego Como. Stamtąd przeszedł do Milanu i jako junior młodszy zdobywał dwukrotnie mistrzostwo Włoch. W grudniu ubiegłego roku, będąc członkiem zespołu młodzieżowego Milanu, zadebiutował w I drużynie. Było to podczas meczu Milan - Christmas Star. I choć Coco na razie nie ma nawet pewnego miejsca na ławce rezerwowych, nikt nie kryje, że zbliża się dzień, kiedy wybiegnie w podstawowym składzie Milanu. "Francesco, jeśli nic się nie zmieni" - twierdzi trener Capello - "będzie grał w przyszłym sezonie na lewej obronie, pozycji Paolo Maldiniego. Najprawdopodobniej Paolo zajmie miejsce Baresiego na środku obrony." Coco: "Każdy chłopak, który trafia do Milanu marzy o tym, by zagrać z Baresim czy Maldinim. Kiedy stało się tak w meczu z Padovą, byłem oszołomiony. Gdy jednak Baresi ofuknął mnie kilka razy na boisku, poczułem się naprawdę członkiem drużyny. Teraz muszę pokazać, że jestem wart gry w Milanie." Na razie nie ma nawet zawodowego kontraktu. Milan zwraca mu jedynie koszty dojazdów na treningi. Od stycznia przyszłego roku Coco może jednak mieć jako pierwszy w Milanie kontrakt do 2001 roku. Do tego namawia go bowiem wiceprezydent klubu Adriano Galliani. Jeśli podpisze, to zarobi wtedy co najmniej 0,5 miliona marek rocznie. Takich problemów nie ma ostatni z trójki "małolatów", Massimo Ambrosini. On też ma dopiero 18 lat, jest pomocnikiem. W sezonie 1994/95 grał w drugoligowej Cesenie, zdobył jedną bramkę w 25 meczach. Massimo wyróżnia się na boisku przede wszystkim techniką, potrafi ośmieszyć na boisku bardziej doświadczonych rywali. Najpierw podglądał go w Cesenie Ariego Braida, menedżer Milanu, później uczynił to także Fabio Capello. "Nie zastanawiałem się długo nad tym chłopakiem" - stwierdził Capello - "On ma niezłe warunki fizyczne (180 cm wzrostu i 67 kg wagi) i doskonałą technikę, musi jednak wiele popracować nad siłą, ale jest jeszcze młody i wiele przed nim." Ambrosiniemu udało się już zadebiutować w europejskich pucharach (Milan - Zagłębie Lubin, 12 września 1995 - Puchar UEFA), choć nie zagrał jeszcze ani minuty w Serii A. Tym, który wprowadzał nastoletniego pomocnika do drużyny był bramkarz Sebastiano Rossi, który karierę rozpoczynał w Cesenie. "Kiedy Ambrosini pojawił się po raz pierwszy na treningu" - wspomina najwyższy w Serii A piłkarz, Sebastiano Rossi - "powiedziałem mu, żeby trochę urósł, bo przynosi mi wstyd. Speszył się, ale szybko odpowiedział, że jego i tak będzie widać na boisku. Massimo jest uparty i dzięki temu może w piłce sporo osiągnąć." W Milanie zbliża się czas małej rewolucji. Baresi, Donadoni, Tassotti kończą kariery. W ich miejsce szykowani są młodzi zawodnicy, marzący dopiero o wielkich sukcesach i równie wielkich pieniądzach. O trójce bohaterów tej opowieści jeszcze nie raz usłyszymy... |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |