![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
"Piłka Nożna", nr. 22, 1999 |
|||
![]() |
||||
|
Przed rozpoczęciem sezonu 1998-99 dziennikarze "La Gazzetta dello Sport" przyznawali Milanowi zaledwie 10 procent szans na to, że zdobędzie mistrzostwo Włoch. Dla drużyny, która w poprzednich dwóch sezonach spisywała się bardzo słabo i zajmowała miejsca - odpowiednio - jedenaste i dziesiąte, to i tak było dużo. Co prawda Milan po dwóch kolejkach edycji 1998-99 liderował w Serie A, ale już na półmetku tracił do prowadzącej Fiorentiny "pięć" oczek. Jeszcze na siedem kolejek przed zakończeniem rozgrywek dzieliło go od Lazio aż siedem punktów! Później "Diabły" z Mediolanu dokonały niewiarygodnej rzeczy: siedem kolejnych zwycięstw pozwoliło im, z punktem przewagi, uplasować się przed Lazio i zdobyć szesnasty w stuletniej historii klubu tytuł mistrza Włoch! Spróbujmy rozłożyć ten sukces na czynniki pierwsze. TRENER: Co wspólnego może mieć Alberto Zaccheroni z ubiegłorocznym finałem Pucharu UEFA? Tam przecież spotkały się drużyny Interu i Lazio, a on był jeszcze trenerem Udinese. Jednak to od wyniku tamtego meczu zależała trenerska przyszłość Zaccheroniego. Już na kilka dni przed 6 maja 1998 roku Massimo Moratti, prezydent mediolańskiego klubu, prowadził poważne rozmowy z Zaccheronim, głównym i jedynym wówczas kandydatem na następcę Luigi Simoniego. Jednak na paryskim stadionie Inter rozegrał jeden z najlepszych meczów za kadencji Simoniego. Po tak dobrym występie i zwycięstwie 3:0, głupio było "nagradzać" Simoniego dymisją. Moratti zadeklarował więc, że Simoni pozostanie w Interze na kolejny sezon, a jakiekolwiek ustalenia z trenerem Udinese przestały obowiązywać. Takie rozwiązanie z zadowoleniem przyjął wiceprezydent Milanu, drugiego mediolańskiego potentata - Adriano Galliani, który natychmiast skontaktował się z Zaccheronim. Strony szybko doszły do porozumienia. Alberto Zaccheroni podpisał z Milanem kontrakt do 30 czerwca 2000 roku i zadowolił się zarobkami w wysokości 700 tysięcy dolarów rocznie. Nie składał wielkich obietnic. "Naszym celem jest powrót do czołówki i wygranie derby Mediolanu" - mówił w sierpniu 1998 roku. Dodał również, że najbliższy sezon poświęci na budowanie zespołu, od którego dopiero w następnym kibice powinni oczekiwać skutecznej walki o mistrzostwo Włoch. Urodzony 1 kwietnia (prima aprilis!) 1953 roku trener... skłamał. Niektórzy żartowali, że widocznie popełnił jakiś błąd w przygotowaniach. Zaccheroni początkowo preferował ustawienie 1+3+4+3. Nowa taktyka podobała się nie wszystkim piłkarzom. Najgłośniej wyrażał swe niezadowolenie George Weah, przekwalifikowany ze środkowego napastnika na prawoskrzydłowego. Jednak Zaccheroni był bardzo elastyczny. Kiedy uznał, że Weah zdecydowanie lepiej czuje się jako "wolny elektron", a więcej pożytku jest w drugiej linii z Bobana niż z Leonardo na lewym skrzydle - zmienił taktykę Milanu na 1+3+5+2. W takim właśnie ustawieniu drużyna wybiegła na ostatni mecz sezonu, w dniu, w którym Zaccheroni stał się piątym - po Gipo Vianim, Nereo Rocco, Arrigo Sacchim i Fabio Capello - trenerem Milanu, który w pierwszym sezonie pracy w tym klubie zdobył mistrzostwo Włoch. WKŁAD W SUKCES: 25 procent. DEBIUTANCI: Christian Abbiati przed rozpoczęciem sezonu 1998-99 był zaledwie trzecim bramkarzem Milanu. Nie mając perspektyw na grę w podstawowym składzie, chciał na zasadzie wypożyczenia przejść do jednego z klubów II ligi. Jednak takie rozwiązanie odradził mu jego menedżer i słusznie, bo szczęście w końcu uśmiechnęło się do 22-letniego zawodnika. Wkrótce Jens Lehmann wrócił do Niemiec, a Sebastiano Rossi, po znokautowaniu w 17 kolejce Bucchiego z Perugii, został zdyskwalifikowany na pięć meczów. Zaccheroni siłą rzeczy musiał postawić na Abbiatiego. Jednak od początku wierzył w umiejętności niedoświadczonego golkipera. Nie myślał o sprowadzeniu innych bramkarzy, a mówiło się o Vitorze Bai czy Fabienie Barthezie. Abbiati zadebiutował w pierwszej kolejce rundy rewanżowej. Bronił bez najmniejszych kompleksów, błysnął wielkim talentem. Nie pozwolił już wrócić do bramki Rossiemu. Stał się także pierwszym bramkarzem kadry młodzieżowej Włoch. To bez wątpienia Abbiati był odkryciem i rewelacją całego sezonu Serie A. Największych konkurentów do tego miana miał w... swojej drużynie. Andres Guglielminpietro dowiódł, że sześć milionów wydanych na niego nie było kwotą przesadzoną. Mimo początkowych problemów, a zdarzało się, że zajmował miejsce nawet na trybunach, Argentyńczyk przebił się do podstawowego składu. Okazał się uniwersalnym bocznym pomocnikiem, strzelił 4 gole, po jego też podaniach Oliver Bierhoff najczęściej trafiał do siatki. Natomiast Luigi Sala, który przybył z Bari, wygrał rywalizację z Ngottym oraz Ziege. Massimo Ambrosini - co prawda nie był debiutantem ani w Serie A, ani w Milanie - lecz znakomite występy w drużynie klubowej pozwoliły mu zadebiutować w reprezentacji Włoch (28 kwietnia, 0:0 z Chorwacją). ICH WKŁAD: 25 procent. STARA GWARDIA: Zatem Paolo Maldini, Alessandro Costacurta, Demetrio Albertini i Zvonimir Boban. Po dwóch wcześniejszych nieudanych sezonach wielu żądało ich głów. Głośno się mówiło, że powinni pożegnać się z Milanem, bo z racji osiągniętych wcześniej sukcesów nie mają motywacji do odnoszenia kolejnych, bo blokują miejsce młodszym itd. itp. I co się okazało? Że jednak "stara gwardia" trzyma się nadal dobrze. Maldini i Boban mają za sobą rewelacyjny sezon. Costacurta wygrał rywalizację z Argentyńczykiem Ayalą, zaś Albertini stworzył z Ambrosinim świetnie uzupełniający się duet. Dla Costacurty, Maldiniego i Donadoniego (ten akurat grał niewiele) było to już szóste "scudetto" w karierze. Do wyrównania rekordu Giovanniego Ferrariego (1931-1941: Juventus, Ambrosiana-Inter, Bologna) i Giuseppe Furino (1972-1984: Juventus) każdemu brakuje jeszcze dwóch tytułów. WKŁAD: 30 procent. GWIAZDA: Alberto Zaccheroni grę ofensywną oparł na Oliverze Bierhoffie. Dla króla strzelców Serie A 1997-98, któy z Udinese do Milanu przeszedł za 15 milionów dolarów, był to wyjątkowy trudny sezon. Pod jego adresem padało mnóstwo krytycznych głosów. Po przejściu do Milanu żądano od niego nie tylko goli, ale efektownej gry, dryblingów, technicznych popisów. Tymczasem Bierhoff nigdy takim piłkarzem nie był i nie będzie. Jednak do perfekcji opanował grę w powietrzu. Niby każdy wie, co jest atutem Niemca, ale nikt nie potrafił go powstrzymać, bo prostu nikt nie skacze tak wysoko jak on. 20 goli (w tym 15 głową) Bierhoffa to ponad 1/3 bramkowego dorobku całej drużyny. WKŁAD: 10 procent. KALENDARZ: W poprzednim sezonie Milan zajął dopiero 10 miejsce. Tak niska pozycja nie pozwoliła czerwono-czarnym na udział w żadnym z europejskich pucharów, łącznie z Intertoto. Ten wielki klub z tradycjami usiłowała ratować UEFA. Na szczęście śmieszna propozycja, by Milanowi - podobnie zresztą jak Borussii Dortmund - przyznać dodatkowe miejsce w Pucharze UEFA, upadła. Brak startu w kontynentalnej rywalizacji, co wydawało się finansową katastrofą, okazał się sportowym zbawieniem. Dzięki temu Milan skoncentrował się wyłącznie na lidze. Nie bez znaczenia dla końcowego sukcesu był na pewno fakt, że Milan spośród drużyn, które zajęły w Serie A pierwszych dziewięć miejsc, miał w tym czasie zdecydowanie najmniej meczów. W trwającym od 13 września do 23 maja sezonie rozegrał ich 38 (34 w lidze i 4 w Pucharze Włoch). Tymczasem Lazio w tym czasie zaliczyło 49 meczów, Parma - 55, a Fiorentina - 48. Absolutnym rekordzistą jest natomiast Bolonia, która licząc z meczami Pucharu Intertoto, stanowiącymi o przepustce do Pucharu UEFA, grała aż 60 razy! WKŁAD: 5 procent. SZCZĘŚCIE: "Gdyby Inter miał w tym sezonie tyle szczęścia co Milan, to wygrałby ligę z dziesięciopunktową przewagą" - stwierdził Ronaldo. Oczywiście Brazylijczyk mocno przesadził, lecz gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że fortuna wyjątkowo dopisywała w tym sezonie podopiecznym Alberto Zaccheroniego. Przykłady: mecz 7 kolejki z Piacenzą (1:1) i wyrównujący gol Ganza w 93 faktycznie minucie; mecz 10 kolejki z Lazio (1:0) i gol Leonardo w 92 minucie, mecz 18 kolejki z Bolonią (3:2) i zwycięski gol Ngotty'ego z rzutu wolnego w 90 minucie, mecz 26. kolejki z Bari (2:2) i wyrównujące trafienie Ganza z karnego w 93 minucie. Kulminacją szczęścia był mecz w 31 kolejce - przeciw Sampdorii (3:2), kiedy w 94 minucie po uderzeniu Ganza gola samobójczego ręką strzelił Castellini. Łatwo zatem policzyć, że Milan aż osiem punktów uratował rzutem na taśmę. Cóż można dodać? Szczęście sprzyja lepszym... WKŁAD: 5 procent. |
||||
![]()
|
||||
| © Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |