![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
La Gazzetta dello Sport nr 65/2004 17.03.2004 autor: G.B. Olivero |
|||
![]() |
||||
|
Milan Silvio Berlusoniego zdobył 21 tytułów i pucharów od pamiętnego 26. marca 1986. Kilka dni wcześniej ustępujący prezydent Lo Verde ogłosił, że pakiet większościowy został odkupiony przez koncern Reteitalia kierowany przez Silvio Berlusconiego. 18 lat później ten sam Berlusconi jest najbardziej utytułowanym prezydentem w historii włoskiej piłki i wyprzedza Giampiero Bonipertiego (Juventus), który ma 16 trofeów. W Milanie tylko Piero Pirelli dłużej piastował swój urząd: 19 lat od 1909 do 1928. Spośród obecnych włodarzy klubów Serie A Berlusconi jest niekwestionowanym liderem również pod względem stażu. Poliklinika imienia Świętego Mateusza w Pawii nie wydawała się miejscem odpowiednim do rozpraw o piłce nożnej, ale Silvio Berlusconi uwielbia poruszać się po obcych boiskach ze zwinnością godną niejednego ze swych mistrzów. Być może ceremonia wkopania kamienia węgielnego pod budowę nowego pawilonu szpitalnego przywołała u niego wspomnienia tego, co zrobił na początku swej przygody z Milanem, a także przypomniała mu te wszystkie sezony obfitujące w sukcesy. Za kilka dni, 26. marca, prezydent Berlusconi osiągnie pełnoletność: 18 lat za sterami klubu, z którym w tym czasie osiągnął wiele prestiżowych celów. I już wczoraj zaczęły się obchody, bo Berlusconi przed wyjazdem z Pawii mówił o swoim Milanie z dumą chłopca, który zbliża się do swych osiemnastych urodzin i zaczyna przygotowywać przyjęcie. "Dziś rano - powiedział premier - przeglądałem rubryki sportowe dzienników. Mówi się o Milanie Sacchiego, Zaccheroniego i Ancelottiego, ale nigdy o Milanie Berlusconiego. Wygląda na to, że nie istnieję. A przecież od 18 lat to ja wybieram skład, ustalam zasady i kupuję piłkarzy." Powiedział to z uśmiechem, żartobliwym tonem. Nie mogło być inaczej, bo w tym momencie Milan nie ma godnego siebie rywala - chyba, że sam go sobie wymyśli. Dlatego kiedy mówi Berlusconi, wszystko jest analizowane i dokładnie rozważane. To nieuniknione, zwłaszcza że jest Premierem Rządu. Wie, że jego słowa zawsze mogą narobić rabanu i najwyraźniej mu to nie przeszkadza. Wczorajsza wypowiedź została natychmiast umieszczona na oficjalnej stronie klubu. Popołudniu pojawił się również artykuł utrzymany w dość górnolotnym tonie. "Od kiedy piłka jest piłką prezydenci próbują wpływać na wybór składu, sprawiając tym samym problemy trenerowi. Równocześnie próbują jednak to ukryć tak, by nikt o tym się nie dowiedział. Silvio Berlusconi różni się od nich, bo mówi o tych sprawach otwarcie. Kiedy zajmuje się kwestiami taktycznymi - tematem, który bardzo go pasjonuje - mówi publicznie i nie chowa się w przysłowiowych czterech ścianach." "Adriano Galliani wielokrotnie wspominał, że jeśli ktoś jest niezastąpiony w Milanie, to właśnie jest to prezydent. Jest ostatnim gwarantem tego, że ten zespół i klub nadal będzie utrzymywał się na poziomie międzynarodowym. Pewnym jest, że ten Milan, przygotowujący się teraz do świętowania 18-lecia jego prezydentury, jest Milanem Berlusconiego. I jest prawdą, że każdy, kto czuje się milanistą, kto żyje i rozumuje jak milanista, nie może nie być wdzięcznym prezydentowi. Za wszystko. Naprawdę za wszystko." Berlusconi wrócił na scenę. I zasługuje na wielkie oklaski, bo przedryblował między golem Shevchenki a dwoma bramkami Seedorfa i znalazł się na pierwszych stronach gazet, a to nie było łatwe. Prezydent tego dokonał i to w taki sposób, że jego wypowiedzi uznano za wyreżyserowane, niczym gra Milanu przez Pirlo. Bo w momencie, w którym piękno gry Milanu oczarowuje każdego, on wkracza i przypomina wszystkim, kto jest twórcą tej piłkarskiej machiny. I jeszcze mówi, jak usunąć nieznaczne niedociągnięcia. To zdarzyło się już po tryumfie w derby, gdy wdał się w polemikę na temat dwóch napastników. I teraz znów ma to miejsce. Dwa dni po ograniu Juve przez Milan. Berlusconi jest zwycięzcą i w Pawii przypomniał nazwiska trenerów, którzy pomogli mu w osiągnięciu szczęścia: Sacchi, Zaccheroni, Ancelotti. Ale kibice, zwłaszcza rywali, pamiętają również o Terimie (który był krótko, ale zapisał się w pamięci) i Tabarezie. Ten sam prezydent był przy władzy w sezonach, które rossoneri kończyli na 11. (1996/97) i 10. miejscu (1997/98). Ale te będą zapamiętane jako niepowodzenia Tabareza i Sacchiego oraz Capello, a nie Berlusconiego. Bo kiedy idzie źle, kibice swój gniew ogniskują na Gallianim: dalej się nie posuwają. Normalnym jest więc, że również sukcesy są kojarzone z nazwiskami tych, którzy biegali po murawie i siedzieli na trenerskiej ławce. Berlusconi powinien przypomnieć sobie o Interze Trapattoniego (a nie Pellegriniego) i Juventusie Lippiego (a nie Agnellich). I nie powinien porównywać Milanu z Realem, bo w Madrycie trener się nie liczy. Andriy Shevchenko staje jednak po jego stronie: "Prezydent jest sercem tego klubu. Cały czas odczuwamy jego obecność. Gdy raz się z nim spotkasz, masz energii na dziesięć lat." Z kolei Roberto Mancini podkreśla, że "jedyną pewną rzeczą jest to, że to on wykłada pieniądze." Ale Berlusconi nie ogranicza się do tego i prawdę mówiąc nie byłoby nic złego w takich opiniach. Pozostaje tylko lekkie zakłopotanie. Wczoraj Berlusconi powiedział, być może w żartach, że ustala skład, dyktuje zasady i kupuje graczy. To ostatnie jest niepodważalne. Drugie zrozumiałe. Jednak pierwsze podlega dyskusji i wiąże się ze zdolnościami trenera i wynikami. Berlusconi, który pamięć ma znakomitą, nie powinien zapominać o tym, jak wielkie szczęście jego Milanowi dała bezkompromisowość Sacchiego, który sprzeciwił się wystawianiu jego pupila Borghiego i wymusił wręcz sprowadzenie Rijkaarda. Potem były słynne kłótnie z Capello o Savicevica i z Zaccheronim o Bobana. Teraz są polemiki z Ancelottim na temat taktyki. Nie myślcie, że to już koniec. Bo Berlusconiemu za bardzo to się podoba. Wyznaje zasadę: źle czy dobrze - ważne, że się mówi. Dziwnym zbiegiem okoliczności to slogan polityczny. Komentarz Franco Arturiego: Żartował, to oczywiste. W rzeczywistości jest zadowolony, że niezbyt często mówi się o Milanie Berlusconiego. Bo dzięki temu uniknął zadyszki, jakiej dostałby broniąc się przed atakami w lubujących się w rozdrapywaniu ran programach telewizyjnych. A musiałby tłumaczyć się z nieudanych dla Milanu okresów Tabereza, Terima, Sacchiego II i Capello II. Żartował, to oczywiste. Król Milanello doskonale wie, że po sprawdzeniu w najpopularniejszych wyszukiwarkach internetowych wyświetla się 73 900 linków zawierających słowa kluczowe "Milan" i "Berlusconi". Analogiczna sytuacja jest w przypadku naszej redakcyjnej bazy informatycznej, która przechowuje wszystko to, co piszemy i drukujemy. Gdyby szukać tych słów, to istnieje ryzyko, że komputer zawiesiłby się w związku z liczbą odpowiedzi. Żartował, to oczywiste. Jego ostatni występ telewizyjny, w Sportowej Niedzieli, gdzie bronił swego ulubionego systemu z dwoma napastnikami, przerodził się w ciągu zaledwie kilku sekund w sprawę polityczną, bo jego rywale oskarżyli go o podstępne wykorzystywanie czasu antenowego w obliczu zbliżającej się kampanii wyborczej. A Berlusconi na pewno nie chce dawać pretekstów do takich ataków. Potrafi zawsze uspokoić wzburzoną wodę odrobiną autoironii. Wie czym jest kult osobowości i trzyma się od niego z daleka. Żartował, to oczywiste. Bo zawsze powtarzał w telewizji, że Milan istniał przed jego przybyciem i będzie istniał również po jego odejściu. Bo nawiązuje często do tego, że jego pasja i miłość do czerwono-czarnych barw narodziła się, gdy był małym chłopcem i ojciec zabierał go na stadion. Poza tym doskonale wie, że można kochać tak samo Milan Trabattoniego (jednego z jego poprzedników) jak ten Berlusconiego. Żartował, to oczywiste. Właściciel Mediasetu wie, że w sporcie nie jest ważne wygrywać za wszelką cenę. A to właśnie on zakochał się w tym zespole podczas tego 44-letniego oczekiwania na scudetto (1907-1951). Zawsze z powagą powtarzał, że lojalność i respektowanie zasad idą na pierwszym miejscu. Cała reszta - autopromocja, popularność, nagrody - może ale nie musi się przydarzyć. Żartował, to oczywiste. Bo nie odważyłby się nigdy zanegować wkładu osobistego i twórczego wszystkich swoich bezcennych współpracowników, zaczynając od Gallianiego, poprzez cały sztab, który dokładając wszelkich starań wypracował kolejny genialny sezon. Przecież to on ich zebrał i połączył, więc czemu miałby to niszczyć? I jest zbyt inteligentny, aby ignorować fakt, że talent takich ludzi jak Gullit i Pirlo, Donadoni i Seedorf, Weah i Boban, pozwolił spełniać marzenia kibiców. Żartował, to oczywiste. Bo jest doskonałym mówcą. Jego instynkt i armia pracujących dla niego doradców podpowiedziały mu w sposób jasny, że kibice Milanu wstrzymują oddech w tych tygodniach i urok będzie się przedłużał do czerwca, a on jako ich bohater nie powinien pozwolić im na nudę. Nawet sportowi rywale zaczynają uwielbiać ten zespół i wskazywać jego charakterystyczne punkty: jedni Pirlo, inni Kakę, jeszcze inni sposób prowadzenia gry, harmonię panującą w drużynie itd. Wystarczy, zrozumieliście. My natomiast jesteśmy jak najbardziej poważni podkreślając, że Silvio Berlusconi jest najwybitniejszym prezydentem w historii Milanu, a może nawet całej włoskiej piłki. Nie wymieniamy wszystkich sukcesów, jakie zespół osiągnął podczas jego prezydentury, bo zabrakłoby miejsca na ten artykuł. Ktoś jednak może użyć słowa prezydenta, aby narobić mu szkód w karierze politycznej, albo by popsuć atmosferę w Milanie. Więc Berlusconi powinien pamiętać, że dziennikarze zrozumieli jego słowa i pokazali to, co było oczywiste: że żartował. tłumaczenie: TomekW |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |