![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
Gazeta Wyborcza nr 72; 25.03.2004 autor: Rafał Stec |
|||
![]() |
||||
|
Do wtorku Milan był - obok Realu Madryt i Arsenalu - po prostu faworytem Ligi Mistrzów. Po olśniewającym triumfie nad Deportivo Włosi zastanawiają się, czy mediolańczycy znów zdominują piłkarską Europę na lata.
"Jeszcze żadni piłkarze nie wypełniali tak doskonale misji, którą zleciłem tej drużynie 18 lat temu, gdy ją kupowałem" - oświadczył po zwycięstwie 4:1 właściciel klubu i premier Włoch Silvio Berlusconi, od pewnego czasu znów regularny bywalec San Siro. To komplement nadzwyczajny brzmiący niemal jak futbolowe wyniesienie na ołtarze, a rozumie to każdy, kto pamięta, jak Stary Kontynent podbijał poprzedni wielki Milan - z genialnym holenderskim tercetem Ruud Gullit - Marco van Basten - Frank Rijkaard. "To zespół w historii Milanu rekordowy zapisujący wspaniałe karty historii włoskiej piłki" - ciągnął Berlusconi. - "Czasami zdarzają mu się przestoje, chwile letargu, ale zawsze potrafi się otrząsnąć. Zawsze. Jest takie powiedzenie: "Nawet Homer musiał spać. Dotyczy to i Milanu, któremu nie przeszkodził i sędzia sygnalizujący wydumane spalone." Przeciw słowom uwielbiającego wdzięczyć się przed kamerami premiera (za swoją politykę ostro krytykowanego) tym razem nie protestował nikt. Nikt, bo spektakle jak wtorkowy rzeczywiście miewają siłę i bohaterów jak z antycznego eposu. Nikt, bo wielki zespół poznajemy po klasie, z jaką wydobywa się z tarapatów, a mediolańczycy w tarapaty wpadli. Tuż po pierwszym gwizdku piłkarze, którzy prowadzą ze sporą przewagą we włoskiej Serie A, którzy uchodzą za najlepiej broniących bramki na kontynencie, w komplecie znieruchomieli jak posągi greckich bogów i przyglądali się Walterowi Pandianiemu wpychającemu piłkę do siatki. Trener Carlo Ancelotti pewnie przygryzł wargi, bo scenariusz zdawał się być wymarzony dla Deportivo, drużyny jak na Hiszpanów wyjątkowo uporządkowanej na tyłach, potrafiącej grać w Włochami, która w takich właśnie okolicznościach wyeliminowała o rundę wcześniej Juventus. Dwukrotnie wygrała 1:0. Tym razem miała szczęście, że nie straciła kilku goli więcej. Po przerwie Milan fanom zapierał dech, a Ancelottiemu, trenerowi wstrzemięźliwemu i nieskoremu do zachwytów, otworzył usta. - To wszystko jest takie piękne... - wzdychał. - Ta grupa potrafi sprawiać niespodzianki w każdych okolicznościach, bo oprócz umiejętności ma niesamowity charakter. Oni nigdy nie tracą głów. Zdarza im się tracić gole, ale wobec takiej siły z przodu nie wypada im tego wypominać. Powiem jedno: nie zwalniamy. Chcemy biec jeszcze szybciej. Można oczywiście spytać, czy triumfalne wyczekiwanie sielankowej przyszłości po ledwie jednym meczu nie jest lekką przesadą. To pytanie może zadać ktoś, kto nie śledzi rozwoju tej drużyny od początku poprzedniego sezonu rozpoczętego od arcytrudnego losowania Ligi Mistrzów (grupa z Bayernem, Lens i Deportivo, a potem - Realem i Borussią Dortmund), a zakończonego zdobyciem Pucharu Europy. Kto nie śledzi rywalizacji w lidze włoskiej, w której Milan rozbija w puch - z ujmującą swobodą i wdziękiem - wszystkie potęgi. Bilans meczów z Juve, Romą, Interem, Lazio to sześć zwycięstw i jeden remis. Kto nie widzi, że najwięcej szumu wokół transferów mógł robić Real Madryt (Beckham nie strzelił zresztą w lidze hiszpańskiej gola z rzutu wolnego), ale najtrafniejszy zakup to Kaka, porównywany już do Platiniego, Cruyffa, Gullita. Że nikt w ostatnich latach tak błyskawicznie jak on nie zaaklimatyzował się w Serie A, choć Brazylijczyka planowano wypożyczyć najpierw do jakiegoś klubiku w Serie B... Kto nie widzi, że kluczowi gracze ofensywni mogą być tylko lepsi. Seedorf (Puchar Europy z trzema klubami!) ma 28 lat, Kaka - 22, Pirlo - 25, Gattuso - 26, Szewczenko - 27. Ostrożnie rossoneri muszą tylko przeprowadzić wymianę pokoleniową w defensywie - średnia wieku wtorkowej wynosiła przeszło 35 lat, choć Maldini (36) wciąż pozostaje najlepszym stoperem na świecie. Kto nie widzi, że ćwierćfinału kontuzja wyeliminowała następcę Maldiniego - Nestę - a na ławce siedział uchodzący do niedawnego za ostatniego, obok Zidane'a, klasycznego rozgrywającego - Rui Costa. Kto nie widzi, że Ancelotti okazał się nie tylko człowiekiem od umiejętnej rotacji w tłumie gwiazd i subtelnego dopieszczenia ego każdej z nich, lecz i nowatorem taktycznym. Machnął ręką na skrzydłowych, skupił czwórkę pomocników na środku boiska, odpowiedzialność za akcje oskrzydlające zrzucając na bocznych obrońców (znów trafione zakupy - Cafu i Pancaro!). Słowem, pozycje w drużynie piłkarskiej raczej drugoplanowe przeobraził w kluczowe. Ancelotti mógł poszaleć, bo jego ekipie nie sposób wytknąć słabych punktów. Jego piłkarze to wiedzą, więc wyróżniają się jeszcze jednym. Niespotykaną wiarą w siebie i przeczuciem, że wokół nich dzieje się coś niezwykłego. Pancaro opowiadał we wtorek o "magii i jakiejś unikalnej atmosferze", Szewczenko dodał, że "ich gra zamieniła się w zabawę", Costacurta żałował, że emerytura tuż-tuż, bo "piłka nigdy nie dawała mu takiej frajdy", a Cafu "nie umie sobie wyobrazić sytuacji, w której Milan nie potrafiłby strzelić gola". I nawet jeśli nie słyszeli górnolotnych, antycznych porównań Berlusconiego - to wczorajsza włoska prasa brzmiała jak poezja miłosna. I nawet zaprzysięgli wrogowie calcio Hiszpanie, którzy załamali ręce nad nudą ubiegłorocznego wewnątrzwłoskiego finału LM, muszą siedzieć cicho. Jeśli ich Real marzy, by tym razem finał był piękny, musi zagrać z Milanem. Liczba meczu 141: tyle lat liczyła we wtorkowym meczu obrona AC Milan. Weteranem jest 38-letni Alessandro Costacurta, o dwa lata mniej liczy Paolo Maldini. Cafu ma 34 lata, a Giuseppe Pancaro jest tylko o rok młodszy. |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |